Chuścioch, chruściak (jagodowy) i smarkacz (od smarkać)

Przeczytałam niezły artykuł o chustowaniu. Mam jedną i chociaż planowaliśmy kupno jeszcze jednej, to jednak na jednej, i TYLKO jednej, poprzestaniemy. Rzeczywiście chusta daje zupełnie nowy rodzaj relacji z dzieckiem. Z Łucją próbowaliśmy, ale nie wyszło. Baliśmy się, że jej jest niewygodnie i zabrakło chęci. No a Lila była tak szybko, że nawet nie było czasu na eksperymenty. Jest ciężki, więc na ręce biorę go rzadziej, a jednak Chuścioch Mieszo jest donoszony, dogrzany i nie marudzący.

<>

Lila nauczyła się smarkać. Istniało ryzyko, ze tak jak mój brat będzie tak TYLKO dmuchała, zamiast WYdmuchiwać. Mały robił to tak długo, że nawet ja to pamiętam („Marcinku, wysmarkaj się. Tak mocno!”). I Lila TEŻ z tym dmuchaniem miała problem. Najczęściej zresztą na hasło dmuchnij, wciągała. Czy to dmuchawca, czy gile. Więc sukces spory 🙂

<>

Łucja odkryła jagody. I to, że farbują język i zęby i wogóle całą buzię (widzicie jej usta?). Błahe wydały się więc lizaki i lody barwiące na niebiesko. Wiwat jagody! 🙂