Uświadomiłam sobie ostatnio, że jesteśmy większymi wzrokowcami niż to nam się zdaje. A wszystko dzięki przesłuchiwaniu zgromadzonych audiobooków. No, nie da się tego słuchać. Jaki mistrz słowa by tego nie czytał, umiejętnością dorosłego człowieka jest ignorowanie dźwięków. Zamyślasz się i wypada „kilka stron”. Jeśli to samo spotka nas przy czytaniu to coś tam pamiętamy jednak. A tu pustka. A słuchanie w obcym języku to już wogóle porażka
Gadałam o tym z Krzychem, że przecież dzieci lubią słuchać bajek, więc sztuka słuchania to coś czego się oduczamy z wiekiem. Ale, gdy dziadek wynalazł w piwnicy nasze stare płyty ze słuchowiskami, to okazało, że dziewczyny są tym zainteresowane dużo mniej niż książką klasyczną. Hmm… Może więc słuchanie bajek jest tak lubiane bo wiąże się z bliskością?


