Br Ba


Flashforward się skończył i nie wiadomo czy będzie kolejny sezon. Nie rozumiem tego, bo to świetny serial był. V dobiega końca. Postanowiliśmy więc zawrzeć bliską znajomość z Breaking Bad. Jedynym podobno serialem, który z sezonu na sezon jest coraz lepszy.
To opowieść o chemiku, którego życie pcha do roli producenta "kryształów". Pilot był rewelacyjny. Kolejne 6 odcinków to rozciągnięte i nużące dylematy etyczne. Czy nauczyciel może zostać narkodilerem?
No i dziś wieczór ciąg dalszy. Mam nadzieję, że się ożywi i będzie takie genialne jak pierwszy odcinek 🙂

<><>

Lila siedzi na brzuchu taty i pokazuje palcem różne części jego twarzy. Btw. Nagi tata przyłapany po wyjściu z wanny wywołuje jeden wielki wykrzyknik: Co to?!!!? 🙂 Umiejętność pokazania i rozpoznania dwóch części ludzkiego ciała, to jedno z pytań na bilansie dwulatka.

  • Nios…
  • A gdzie Lila ma nos?
  • Tu. Uchi…
  • A gdzie Lila ma ucho?
  • Tu. Oko.
  • Ałaaaaa!!!

Budujemy bunkier

Od rana zabraliśmy się za drenaż naszego ogródka… Trzeba było wybrać wodę z rowów (ja) i pogłębić je (Diabli).

W tym celu używałam mojego kuchennego rondla 🙂

Dziewczyny radziły sobie z nudą włażąc na worki z ziemią.

Potem pojechaliśmy na obiad rewanżowy do dziadków. A potem poszłyśmy na festyn z okazji dni gminy. Diabli w tym czasie ciągle kopał…

A potem lunął mega deszcz. Biegiem wróciłyśmy odrzucając po drodze propozycje: Może podwiozę? 🙂 Nie miało sensu wsiadać do czyjegoś auta, bo zalałybyśmy je całe wodą. Bo mokre byłyśmy całe. Łucja biegła i płakała. W domu zrobiłam budyń z resztą syropu klonowego…
Rowy szczelnie zalała woda a nam się przypomniała zasada: Dzień Święty święcić :)) Czas kupić pompę, bo teraz już tego rondelkiem nie wybierzemy 🙂

Kilogram truskawek na rodzinę to mało…

  • Cześć mamuś! Nie obudziłam? Co dziś będziecie robić?
  • Idziemy na imieniny do P.
  • A ja mam teściów na grillu.
  • Wiesz nie wiem, czy apaszka i książka to nie będzie za skromnie na prezent…
  • A jaka ta apaszka?
  • Apaszka jest super, ale nie kosztowała dużo.
  • A to bez znaczenia. Czasem można trafić coś fajnego, tyle, że bez ekskluzywnej metki.
  • No to chyba dam. A na którą macie gości?
  • Na 15-stą, ale wcześniej idziemy do teatru na Jasia i Małgosię całą rodziną.
  • To fajnie. A jak tam moje wnuczki?
  • Wyobraź sobie, że kolega Łucji- Oliwier, miał wczoraj urodziny i przyniósł do przedszkola tort.
  • Ależ w tym przedszkolu wrażeń!
  • I ona mu złożyła życzenia! Wszystkiego najlepszego… A jak pani pytała się jej na Dzień Matki co miała powiedzieć mamie, to powiedziała, że nie pamięta
  • To takich rozczarowań od dzieci będziesz miała dużo 🙂

Plus foto z teatru: ciemne, bo kazali wyłączyć aparaty ;))) Jak widać środek I-szego rzędu :))

Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła.

Chan, jeden z bohaterów "Metro 2033"

Pomimo tego, że kiedyś byłam wielkim książko-pożeraczem, ostatnimi laty czytam niewiele. Mało tego, jak mnie coś nie porwie to tego nie kończę. A by pogrążyć się jeszcze bardziej przyznam się, że bywały lata, gdzie ilość przeczytanych przeze mnie książek mieściła się na palcach jednej ręki…
Ale na szczęście oboje z Diablim lubimy podobną literaturę i czasem zaglądając mu przez ramię coś mnie wciągnie. Na plaży stoczyliśmy bitwę o "Metro 2033" Dmitra Gluchowskiego.

Fantastyka. Ludzkość po zagładzie żyje w metrze. Ocaleli ci, którzy w momencie wybuchu byli pod ziemią lub zdążyli dobiec do stacji. Tworzą się państwa, układy i sojusze.
Straszna kobyła (600 stron), ale czyta się to dobrze 🙂 Polecam szczególnie tym, którzy kojarzą moskiewski метрополитен 😉 W środku co prawda jest mapka "nowego metra", ale bez wiedzy która stacja jak wygląda trudniej to ogarnąć.

Ja tak sobie czytam to przychodzi mi do głowy, jak musiała powstawać ta książka. Że autor jeździł metrem, patrzył na plan i układał sobie: tu zrobimy faszystów, tu Polis, a tędy będzie biegła Hanza… Tu będą mutanty, a tu zjawiska nadprzyrodzone. Tu kolonie szczurów, a tu wagon Hari Krisznowców…
Wszystko jest bardzo wizualne. Nie dziwi więc, że jest już gra i ma powstać film 🙂 I pomyśleć, że nikt nie chciał tego wydać! 🙂

Podaj mi torebkę. Kobieta nie powinna czytać takich listów nieumalowana

-Śniadanie u Tiffanego


Wiele
lat temu byłam na kursie włoskiego w Apulii (obcas). Ech… Poznałam tam uroczego prawnika, który wieczorami działał w lewicowej Partii Południa Włoch… Złamał mi serce. Ja zresztą jemu też. Ale nie o łzach silnych mężczyzn będzie tym razem.

Mieszkałam wtedy w akademiku z jedną Hiszpanką. Chyba miała na imię Beatriz i na pewno była z Madrytu. Miałyśmy w pokoju prysznic, który jak wszystko co włoskie działał w sposób specyficzny. Woda nabierała się do brodzika i dopiero wtedy zaczynała spływać. Albo i nie. I nie mogłyśmy zczaić od czego to zależy. Jakby nie było jak wchodziłam ja, woda się nabierała i na chwilę przed wylaniem zaczynała spływać. Jak wchodziła ona, woda się nabierała i nie spływała, a właściwie spływała po godzinie. Nawet wzywałyśmy Italian hydraulika, który uznał, że wszystko działa perfetto. I ona się pytała: Justyna jak Ty to robisz? I odpowiadałam jej: Nie mam pojęcia

Ten spływ pozostaje dla mnie do dzisiaj symbolem mojej płynności finansowej. Żyję jak żyję, ale czasem środki się kończą. I zawsze wtedy następuje cud. Zaległa płatność, nieoczekiwana wpłata, czy inne coś mnie ratuje 🙂 Miewam czasem zwątpienia, jak wtedy kiedy ta woda prawie się przelewała, gdy okres pomiędzy krachem a cudem się wydłuża, ale ponieważ zasada zawsze działa, to stres nigdy nie jest duży.

Zaraz pojadę do banku wybrać ostatnie pieniądze. Potem pojadę do mojego ulubionego warzywniaka kupić ekskluzywne warzywa ;). A potem zrobię najlepszy na świecie chłodnik! Mniam! :)))
A jutro poproszę o cud ;))

Kochana mamo, gdy będę duży…

Fajnie jest być mamą. Banał, banał, banał, ale to największa przygoda mojego życia. Coś najbardziej pozytywnego i zmieniającego mnie. Czas już jakiś temu Diabli odkrył, że jak śpię to nie reaguję na Justyna. A on ma masę problemów o 5 rano. Gdzie są moje spinki, czy odebrałaś gajer z pralni, albo gdzie Luda schowała krem do włosów 😉 Ale wystarczy, że pisnął: Mamo... i ja zerwałam się na baczność 🙂
Na razie nie widzę schodów. Wszystko wydaje mi się proste i logiczne, ale jak to mówią: małe dzieci mały problem, więc pewnie wszystko przede mną.
Coś o czymś już kiedyś pisałam: kobiety mają jakiś taki mechanizm, że muszą czuć się potrzebne. Mi dziewczyny tę lukę wypełniły. Czuję się ważna, potrzebna i niezbędna całodobowo. I jest to bardzo miłe uczucie.

Wszystkiego najlepszego w dniu naszego święta MAMY! 🙂

„Kiedy mokry maj, będzie żyto jako gaj. „

Wczoraj w przedszkolu dostałam od pani płytkę ze zdjęciami z indiańskiej wycieczki 🙂 Zdjęć dużo, głównie grupowe i nie kadrowane. Niemniej jednak widać na nich, że Łucza w grupie czuje się dobrze i bierze czynny udział w zabawie. 🙂

Lilę natomiast zostawiłam wczoraj na chwilę z Ludą. Normalnie zostawiam ją jak śpi,ale tym razem jak zaczęłam się zbierać po Łucję, Lila łobuzowała. I Luda mówi: Niech zostanie, co ma jeździć. Więc zostawiłam. Wracam po jakichś 25 minutach i co odkrywam? Luda czyta Lili bajki po ukraińsku :)) Lila przyniosła jej jakąś książeczkę o królewnach i ta zaczęła jej czytać :)))

A teraz moi drodzy muszę niestety chwilę popracować :)) Temat fajny, więc biorę się do roboty! 🙂

Migawek kilka

Trudno tak od razu przejść do rzeczywistości. Powodzie to jakiś zupełnie inny świat. Patrzymy na migawki telewizyjne o tym jak ludzie siedzą na dachach i wogóle nie możemy się w tym odnaleźć. Tak banalnie i średnio statystycznie zrobiłam dziś zakupy (mamy truskawki na podwieczorek!:), odwiedziłam krawcową i całą masę innych punktów. W skrócie : same nudy. Więc by Was też nie zanudzać jeszcze jeden retrospektywny temat 😉
Nasza casa na Sycyli 😉
ps. Znaika dam później znać co i jak ;))

Apartamenty w których mieszkaliśmy były bardzo ciekawe. Można by się przyczepić do śniadań, że zawsze była biała buła, kawa i dżemy, albo do tego że transport z lotniska miał być friko, ale nie do budynku. Dom był pięciopiętrowy (piąty to dach z  murowanymi barierkami i leżakami), wąski, ale widny. I ten ostatni element był najbardziej niesamowity. Jak to zrobiono? Otóż w ścianach były owalne okienka, które przepuszczały światło, schody do drugiego piętra biegły przytulone do muru, a powyżej były na drewnianych odsuniętych od ściany schodkach.

Na dziedzińcu, na parterze, na wprost kuchni i jadalni (nad nią był szklany sufit, ciągnący się przez wyższe piętra – kolejny element "luksferyczności") rosła palma z bananami :)) Te co się ostały były jeszcze zielone 🙂

Odległość między budynkami była taka, że z trudem mieściło się jedno auto. Myślę, że po takich dachach kaskaderzy bez problemu skaczą 😉 Z okna dziewczyn widać było czyjś ogródek warzywny i dzwonnicę pobliskiego kościółka.

Zupełnie przyzwoite były łazienki. Mieliśmy ostatnio problem, bo gdzie nie trafilaśmy było tak odrzucająco, że pod prysznic tylko w klapkach. A tu było czysto. Do tego stopnia, że dziewczyny które wymyśliły sobie, że będą się kąpać wieczorem TYLKO w bidecie 😉 mogły to robić :)))

Otwierał wino wieszakiem do ubrań

Diabli na wakacjach 😉
No dobra, prawie otwierał bo się nam nie udało. Za to kolejnego wieczoru podszedł do pobliskiego wine-baru i tam mu otworzyli 🙂 Zresztą bardzo ich to ucieszyło :))
Nie wiem jak wyobrażacie sobie Sycylię, ale dla mnie to taka kraina, gdzie dzieci chodzą ubrane na biało, a kobiety na czarno. Słychać dzwony i pokrzykiwania.
I taka była niedziela. Pierwszy dzień naszego tam pobytu 🙂

Thanks to Sirocco, we have very hot summer, but now winds are rather cold – powiedział taksówkarz w drodze z lotniska. Był zresztą najbardziej przydatnym źródłem informacji i na tym co nam powiedział oparliśmy cały nasz pobyt. Wiało. Głównie przez pierwsze dwa dni. Plus temperatura 27-28 co zaowocowało zbyt mocną opalenizną na twarzy :/ Potem wiatr ustał i było super 🙂

Jedzenie było rewelacyjne. Szczególnie docenią je amatorzy "mors-zczyny". I relatywnie tanie. Kolacja w utytułowanej knajpie z michą zupy z muli, stekiem z tuńczyka, sałatką z ośmiornic i risotto z krewetkami kosztowała 50 euro. Razem z winami. W tej cenie nie sposób kupić u nas SAME składniki. Nie mówiąc o jakości czy przyrządzeniu. Zresztą najlepszą reklamą są nasze niejadki, które w takim Egipcie przez tydzień piły tylko mleko na dobranoc, a tam JADŁY 🙂 To nasz obecny zwycięzca listy jedzeniowej dystansujący wcześniejsze Thassos.

Bambini
Włosi lubią dzieci. Dowody tego były na każdym kroku. W lodziarni (wyżej 🙂 dziewczyny dosuwały sobie krzesła i z góry wskazywały smaki, które chcą. Jak kupowaliśmy bilety to zawsze tylko dwa. Nikt nie pytał się ile mają lat. Che belline! I tyle było o płaceniu 🙂 Nikomu nie przeszkadzały i wszędzie cieszono się na ich widok 🙂

Razu pewnego postanowiliśmy pojechać na wycieczkę do Erice 🙂
Diabli poszedł do do baru (bo tam na ogół były kasy) kupić bilet (wyżej dworzec). Wchodzi, a tam Formuła 1 w telewizji. Pyta:

  • Kubica?
  • Kubica e quatro. Polacco?
  • Si.
  • Kubica e quatro.

Wrócił:

  • Kubica jeździ.
  • No i?
  • Wiesz, żal mi tych Włochów. Od tylu lat inwestują w Formułę, a nie mają żadnych zwycięstw.
  • A co oni mają? Alfę Romeo?
  • Nie. Ferrari.
  • No tak.
  • Może w przyszłym sezonie będzie tu jeździł Kubica.
  • To będzie kolejny Papież.
  • Może bym tak obejrzał tego Kubicę do końca?
  • A i ile to zostało?
  • 30 okrążeń.

I tego dnia do Erice nie pojechaliśmy 🙂

Za to pojechaliśmy kiedy indziej 🙂 To takie górskie miasteczko ponad chmurami. Wjeżdża się kolejką linową, mija się chmury i wychodzi się w innym świecie. Dużo tam punktów z pamiątkami. Niżej wybieram Trinakrię. Trójnogą boginię. Starożytny symbol słońca i symbol Sycylii 🙂

No bo jakby nie patrzeć Sycylia to prawie Afryka. Niżej Diabli pokazuje Wam, że 100 km w tamtą stronę macie ten gorący kontynent! 🙂

Pod samym domem mieliśmy park, gdzie dziewczyny chodziły w odwiedziny do kaczek i królików 🙂 Na foto już we włoskich strojach 😉 Legginsach i t-shirtach :)) Tak się tam dzieci noszą w tym sezonie 😉

Wine bar w naszej ulubionej knajpie: Mamo, mamo, tacie się żadne wino nie podoba! -Łucja 🙂 Diabli rozpędzony dwoma wcześniejszymi bicchiere (lampkami) di wino jest już mistrzem wiedzy o merlotach, shirazach i narodowolo. :)) Bracia Rosjanie przy stoliku obok wyciągają aparaty i robią mu zdjęcia 🙂 Więc wyciągam i ja i pstrykam 🙂

Sycylia jest fantastyczna 🙂 Do szału doprowadzała nas sjesta, ale po dwóch dniach obczailiśmy system i przestała przeszkadzać. No bo o 13 wszystko jest zamykane, a otwierają o 20-stej. I jak tu sobie poradzić? 🙂 Ale okazuje się że można. No i transport chodzi różnie 😉 Ale to też można zaakceptować. W zamian oferuje duuużo dobrego!!! 🙂

Zjeździliśmy całą okolicę, ale na kolejny raz co nieco zostało. Przede wszystkim pobliskie Palermo, które odpuściliśmy ze względu na wózki (które zresztą naprawdę się przydały). No i malutkie wyspy na które kursują promy, a prostu nam zabrakło na nie czasu. To chyba dobry powód by tam wrócić?!? 😉

Follow me on BLIP

Łucja pojechała na wycieczkę. Całodniową. Do jakiejś osady Indian. Będą robić pióropusze, pomalują im buzie, odbędą rozmowy czajeńskie i zjedzą posiłek w wigwamie. Wróci po 17-stej. Mam gula z nerwów większego niż przed maturą 🙂
Jak odwiozłam ją rano do przedszkola (dziś wyjątkowo już po siódmej!) na miejscu były autokary i policja, która przed odjazdem sprawdzała autobusy i kierowców. Podobno takie są procedury przed wycieczkami dzieci i młodzieży.
Na czas jej nieobecności dopakuję walizkę, skompletuję lekarstwa (Lila tradycyjnie z gilem) i zrobię ostatnie prasowanie.

Jutro rano ruszamy na wakacje. Najpierw do Krakowa, na Balice, a stamtąd już drogą powietrzną na Sycylię! 🙂
Siedzimy tydzień, obżeramy się najlepszymi słodyczami na świecie i wielkim arbuzami i takim samym sposobem wracamy.
Myśleliśmy pierwotnie o Chorwacji, ale jak zabraliśmy się w lutym za kupowanie biletów okazało się, że już nie było tych najtańszych. Za to Ryinair właśnie uruchomił loty na Trapani. Decyzja była szybka. Dużo co prawda tych Włoch w tym roku, no ale co zrobić 🙂



I jeszcze update w okolicach 21-szej 😉

Dziś z przedszkola wróciła nam do domu Indianka 🙂 Oprócz wspomnianych już atrakcji szukała złota, zrobiła sobie naszyjnik i jeździła na kucyku! (trzymając się za siodło 🙂 Ach no i zjadła ogórkową 🙂 Nie wiem czy to taka potrawa indiańska, ale bardzo smakowała. I dobrze! Mamy szansę na zróżnicowanie pary rosół-pomidorowa!