– Diabli na wakacjach 😉
No dobra, prawie otwierał bo się nam nie udało. Za to kolejnego wieczoru podszedł do pobliskiego wine-baru i tam mu otworzyli 🙂 Zresztą bardzo ich to ucieszyło :))
Nie wiem jak wyobrażacie sobie Sycylię, ale dla mnie to taka kraina, gdzie dzieci chodzą ubrane na biało, a kobiety na czarno. Słychać dzwony i pokrzykiwania.
I taka była niedziela. Pierwszy dzień naszego tam pobytu 🙂
Thanks to Sirocco, we have very hot summer, but now winds are rather cold – powiedział taksówkarz w drodze z lotniska. Był zresztą najbardziej przydatnym źródłem informacji i na tym co nam powiedział oparliśmy cały nasz pobyt. Wiało. Głównie przez pierwsze dwa dni. Plus temperatura 27-28 co zaowocowało zbyt mocną opalenizną na twarzy

Potem wiatr ustał i było super 🙂
Jedzenie było rewelacyjne. Szczególnie docenią je amatorzy "mors-zczyny". I relatywnie tanie. Kolacja w utytułowanej knajpie z michą zupy z muli, stekiem z tuńczyka, sałatką z ośmiornic i risotto z krewetkami kosztowała 50 euro. Razem z winami. W tej cenie nie sposób kupić u nas SAME składniki. Nie mówiąc o jakości czy przyrządzeniu. Zresztą najlepszą reklamą są nasze niejadki, które w takim Egipcie przez tydzień piły tylko mleko na dobranoc, a tam JADŁY 🙂 To nasz obecny zwycięzca listy jedzeniowej dystansujący wcześniejsze Thassos.

Bambini
Włosi lubią dzieci. Dowody tego były na każdym kroku. W lodziarni (wyżej 🙂 dziewczyny dosuwały sobie krzesła i z góry wskazywały smaki, które chcą. Jak kupowaliśmy bilety to zawsze tylko dwa. Nikt nie pytał się ile mają lat. Che belline! I tyle było o płaceniu 🙂 Nikomu nie przeszkadzały i wszędzie cieszono się na ich widok 🙂

Razu pewnego postanowiliśmy pojechać na wycieczkę do Erice 🙂
Diabli poszedł do do baru (bo tam na ogół były kasy) kupić bilet (wyżej dworzec). Wchodzi, a tam Formuła 1 w telewizji. Pyta:
- Kubica?
- Kubica e quatro. Polacco?
- Si.
- Kubica e quatro.
Wrócił:
- Kubica jeździ.
- No i?
- Wiesz, żal mi tych Włochów. Od tylu lat inwestują w Formułę, a nie mają żadnych zwycięstw.
- A co oni mają? Alfę Romeo?
- Nie. Ferrari.
- No tak.
- Może w przyszłym sezonie będzie tu jeździł Kubica.
- To będzie kolejny Papież.
- Może bym tak obejrzał tego Kubicę do końca?
- A i ile to zostało?
- 30 okrążeń.
I tego dnia do Erice nie pojechaliśmy 🙂
Za to pojechaliśmy kiedy indziej 🙂 To takie górskie miasteczko ponad chmurami. Wjeżdża się kolejką linową, mija się chmury i wychodzi się w innym świecie. Dużo tam punktów z pamiątkami. Niżej wybieram Trinakrię. Trójnogą boginię. Starożytny symbol słońca i symbol Sycylii 🙂
No bo jakby nie patrzeć Sycylia to prawie Afryka. Niżej Diabli pokazuje Wam, że 100 km w tamtą stronę macie ten gorący kontynent! 🙂

Pod samym domem mieliśmy park, gdzie dziewczyny chodziły w odwiedziny do kaczek i królików 🙂 Na foto już we włoskich strojach 😉 Legginsach i t-shirtach :)) Tak się tam dzieci noszą w tym sezonie 😉

Wine bar w naszej ulubionej knajpie: Mamo, mamo, tacie się żadne wino nie podoba! -Łucja 🙂 Diabli rozpędzony dwoma wcześniejszymi bicchiere (lampkami) di wino jest już mistrzem wiedzy o merlotach, shirazach i narodowolo. :)) Bracia Rosjanie przy stoliku obok wyciągają aparaty i robią mu zdjęcia 🙂 Więc wyciągam i ja i pstrykam 🙂

Sycylia jest fantastyczna 🙂 Do szału doprowadzała nas sjesta, ale po dwóch dniach obczailiśmy system i przestała przeszkadzać. No bo o 13 wszystko jest zamykane, a otwierają o 20-stej. I jak tu sobie poradzić? 🙂 Ale okazuje się że można. No i transport chodzi różnie 😉 Ale to też można zaakceptować. W zamian oferuje duuużo dobrego!!! 🙂

Zjeździliśmy całą okolicę, ale na kolejny raz co nieco zostało. Przede wszystkim pobliskie Palermo, które odpuściliśmy ze względu na wózki (które zresztą naprawdę się przydały). No i malutkie wyspy na które kursują promy, a prostu nam zabrakło na nie czasu. To chyba dobry powód by tam wrócić?!? 😉
