No to się zaczął! Niby nic się zmienia, ale zawsze nowy rok to jak czysta karta pełna możliwości i planów. Tak jak się już przyznałam wczoraj te zawodowe są priorytetami. I całkowitym szczytem marzeń jest utrzymanie tego co było.
Poza tym chciałabym pojechać z dziećmi na Polesie i zrobić weekendową wycieczkę na wiosnę. Gdzieś. Miło byłoby wyciągnąć Ciasteczkowego latem na kolejny spływ. Nie mam planów remontowych i imprezowych. Łucja najprawdopodobniej wyląduje znowu w sanatorium (mam nadzieję, że będzie to już w styczniu), a ortopedę muszę odwiedzić również z maluchami. Ponadto pewnie wezmę (podobnie jak dzieci) udział w jakichś biegach. Cały czas ważne wydaje mi się chodzenie na siłownię i dbanie o bycie fit 😉 Mam kilka książek na liście do przeczytania i filmów do obejrzenia…
<><>
UDAŁO mi się GO wyciągnąć na świętowanie Sylwestra. I było super. Nie czekaliśmy do północy na fajerwerki, ale powłóczyliśmy się, posłuchaliśmy muzyki i było fajnie 🙂 A dziś rano mieliśmy pojechać do jednej knajpy na śniadanie, lecz była zamknięta (a miała być otwarta!!!). I ponieważ była dość daleko, a był to MÓJ pomysł, to zrobiłam też później PÓŹNE śniadanie. I to niezły paradox, że pomimo tak dużej liczby wybitnych potraw, które potrafię zrobić, największy zachwyt wywołują jabłka w cieście. No więc zrobiłam. Noworoczne 🙂
Na wieczór są natomiast zaplanowane łyżwy. I jedziemy z tym koksem! Łapiemy byka za rogi i zaczynamy kolejne 12 miesięcy!

