grafik cd

Dostałam termin sanatorium ortopedycznego dla Łucji. To duży uff, bo to była jedna z tych rzeczy zawieszonych w próżni. Liczyłam, że załapie się na ferie, stąd wcześniejszy wyjazd na zimową kanikułę, ale turnus zaczyna PO feriach, bo w lutym. Ale i tak dobrze! Bo dobrze mieć to już nagrane. Panna się cieszy, powiedziała już koleżankom i chociaż przepadną jej Walentynki, to na Dzień Kobiet ma zamiar już być z powrotem 🙂 Przez miesiąc będą ją rozciągać i z nią ćwiczyć. Pozna pewnie dużo nowych koleżanek i trochę się wynudzi.

 

Miałyśmy dziś niezłą przygodę. Panna ma w czwartki na drugą zmianę, więc rano pojechałyśmy razem do sklepu. Jutro, na plastykę, ma przynieść mydło, bo będą w nim RZEŹBIĆ (ja też takie coś w szkole KIEDYŚ robiłam) i pomyślałam, że niech wybierze sobie sama (wzięła dwie sztuki i obie mocno obwąchiwała).

Ale akcja o której chcę Wam opowiedzieć była taka: wchodzimy na teren galerii handlowej i przy wejściu jest kawiarnia. Kawy, ciasteczka, brązowa zaciszność. I dochodzimy do wejścia do tej kawiarni, a z niej wypadła babeczka. I idzie szybko, jakaś taka wzburzona. Niewysoka, pulchna blondynka w krótkim szarym futerku. I przeszła nam przed nosem. A potem usłyszałyśmy okrzyk za nią: Ty, dz_wko! Spojrzałyśmy w bok, a tam koleś w polarze wyciera sobie z twarzy i ubrania kawę… Czyli musiała mu ją władować w twarz. I dobiega do niego kelnerka z ręcznikami papierowymi…

Nie wiem o co tam poszło, nie wiem co on powiedział takiego, że ona aż tak filmowo wybuchała, ale było to bardzo emocjonujące. Mam duży szacunek do kobiet, które potrafią tak mocno zareagować. Ja zawsze lawiruję, tak żeby było na spokojnie i na sztywno, ale tym bardziej podziwiam takie zachowanie. I myślę, że Łucja ma niezłą historię do opowiadania dziś koleżankom w szkole 🙂

puszki, puszki

Ruszyło kwestowanie 🙂 Finał w niedzielę, ale u dzieci w szkole już chodzą z puszkami. Również w budynku, gdzie urzęduje zerówka… Mieszko wczoraj wrócił ze szkoły z MISJĄ, że on musi przynieść pieniądze i pod czujnym okiem sióstr, które lubią kontrolować JEGO finanse, wybrał monetę. A dziś już wrócił z serduszkiem 🙂

Poza tym nudy. Piorę (dziś soft-shelle i kurtki), prasuję (skończyłam Glow, wróciłam do finiszowania Americam Gods) i odbrabiAM lekcje. Niezła jest nowa piosenka Pink. Właściwie to wypłynęła pod koniec roku, ale jakoś jej nie lansowano, bo chyba hit miał pojawić się później. Za to teraz grają ją wszyscy. Wpinam na ćwierkacza 🙂

z listy

Byłam dziś z Lilką u dermatologa.

Na początku ubiegłego lata postanowiłam, że spróbuję podpiąć Lilkę pod stałą kontrolę poradni dermatologicznej. Skoro Łucję monitorują ortopedzi, to niech Lilkę obserwują dermatolodzy. Panna ma masę pieprzyków i bardzo jasną skórę, która łatwo wysycha i się podrażnia. Przeszłyśmy konieczną ścieżkę (pediatra, skierowanie, czas oczekiwania na wizytę) i dziś byłyśmy w klinice dermatologicznej. Wszystko dobrze. Kolejna wizyta za rok. W momencie gdy panna zacznie dojrzewać wizyty będą dużo częstsze, ale na razie nie ma takiej potrzeby. Bardzo nam się nasza pani doktor spodobała, Lilka jednak uwielbia wizyty lekarskie i nie będzie problemu ze stawianiem się tam ponownie 🙂

Natomiast miałam takie ciekawe spostrzeżenie po drodze. Jechałyśmy i grało radio. Tak jak jeden mój znajomy powiedział, nie ma w tej chwili obiektywnych mediów, więc konsekwentnie co zaczynało się gadanie, przełączałam na kolejną stację. Lecz w którymś momencie była pełna godzina i nigdzie nie było JUŻ muzyki… Zostawiłam to co było, a było o modnym ogórkowym temacie, czyli smogu. Głos z radia mówił o tych 10-krotnie przekroczonych normach, wskazaniach do pozostania w domu i nieuruchamianiu aut. Słuchałam tego i patrzyłam w lusterku na Lilianę. Miałam takie skojarzenie, że to jak tak film fantastyczny o makabrycznej przyszłości. Dziewczynka w czapce i różowych nausznikach w szczelnie zamkniętym samochodzie, a za oknem szara, smogowa rzeczywistość. A potem zaparkowałyśmy, oczywiście daleko, bo ja jestem histerykiem, że później nie znajdę miejsca. I szłyśmy na piechotę ponad kwadrans i było całkiem ładne słońce, chociaż minął nas rowerzysta w smogowej maseczce… A potem Lilka wybuchła:

  • Czy Ty nie słuchałaś wiadomości, jakie jest zanieczyszczenie?? Czy Ty wiesz jakie to jest niebezpieczne? Czy naprawdę nie można było zaparkować bliżej?!

🙂

Ale ja się cieszę, że idę do szkoły!

-Liliana…???????

Ubrały się elegancko i poszły! Dziewczyny były elegancko, bo chciały się pokazać w nowych ciuchach, a Mieszko był w nowej KOSZULI, bo mają dziś występ. Zerówka, czyli klasa Mieszka będzie dziś śpiewać kolędy w Domu Spokojnej Starości. 🙂 Bardzo mi się takie projekty podobają, chociaż Mieszko trochę rano dramatyzował, że nie wie czy pamięta słowa 🙂

<><>

Wrzucam Wam (i sobie, żeby mi nie uciekło) herbaciany mix, jaki serwujemy sobie tej zimy. Zaparzam to raz, dwa razy dziennie i wypijamy. Powstaje taka aromatyczna i rozgrzewająca esencja, do której oczywiście dolewamy wody. Do samych filiżanek dodajemy  plaster pomarańczy/mandarynki/grejpfruta i dużo syropów dosładzających. Albo aronia, albo czarny bez. Wersja z grejpfrutem jest naprawdę super.

Wszystkie przyprawy mamy świeże. Zakurzone i zleżałe wyleciały i kupiłam nowe. Mam bardzo fajny cynamon, który ma takie nieregularne pałki, no i raz na jakiś czas zużywamy kolejny krzewik rozmarynu. W każdej herbacie znajduje się też kardamon, anyż i dużo goździków. Sypię dwa rodzaje herbaty: earl greya (bo on dobrze pasuje do cytrusów) i klasyczną czarną. Czasem dodaję też imbir, ale minimalnie, bo dzieciaki mówią, że za ostry.

I góry macie przyprawy, a u dołu dokładną, na oko, ilość jaką wrzucam do imbryczka. Takiego anyżu to „płatek” i nie więcej.

SOM :D

Robione są zaległe lekcje, buduje się z klocków (przecież to było jak w sklepie: niepobudowane zestawy czekały aż od świąt!!) i ogląda się telewizje. Był rosół, a teraz chyba włączymy Piękną i Bestię, bo ja mam małą kupkę prasowania i całkiem sporą z metkami do wycięcia. Na środkowym Mieszko MA metkę przy nowej czapce na głowie 🙂 A Łucja też już w nowej sukience. XXS to zdecydowanie rozmiar w którym panna już może chodzić. 🙂

<><>

  • Chciałbym, żebyś zawsze tak o mnie dbała.
  • Nie chciałbyś. Powiedziałbyś, że Cię osaczam i, że się dusisz.
  • Nie powiedziałbym. Teraz będę znowu za dziećmi i za kotami. Tak przynajmniej, byłem na drugim miejscu.
  • Koty są ważne. 

🙂

K+M+B

Napisali na drzwiach? Ja właśnie po nocy z kredą wychodzę 🙂

Trzech Króli minęło mi na biegowo. Rano podskoczyłam po znajomą i podjechałyśmy na Park Run. Pamiętacie, byłam już na nim ponad rok temu ? I dziś cd. Pobiegaliśmy w lesie, napojono nas, pożartowaliśmy i zrobiliśmy sobie grupową fotkę na koniec. To jest naprawdę świetny pomysł na sobotni poranek! Ja to ten człowiek po środku w błękitnej bluzie, getrach i szarej kamizelce. I w kapturze 🙂

<><>

Kidsy już w Polsce. Wkleję Wam fragment zabawnej komunikacji na whatsupie z Lilą, która mi napisała:

  • Jest śnieg? *
  • Nie ma. A czy to, że piszesz tzn ze już jesteście w Polsce? – skoro ma net, a nie ma środków na koncie, nie mówiąc o roamingu, to tak założyłam.
  • Co to znaczy tzn
  • To znaczy – skrót tzn.
  • Nie rozumiem.
  • Tzn to jest skrót. Tak jak dr to jest skrót. Dr oznacza doktor. Tzn oznacza to znaczy.
  • Od czego?
  • Skrót „tzn” oznacza „to znaczy”. Ty moja gapo!
  • To znaczy…
  • NIE WAŻNE. Wytłumaczę Ci jak się zobaczymy 🙂

Normalnie Jaś Fasola 😀

Spróbuj mieć wszystko w d_e. To źródło wielkiej siły

 – Glow. Ogólnie na plus, super stroje i fryzury, ale poboczne wątki są nużące.

Odbębniłam pierwszą z noworocznych wizyt lekarskich. Dentystę… Brr… Wybierałam się od sierpnia i stale to przesuwałam, ale 31-go grudnia brutalnie na bagietce FIT wypadła mi plomba w piątce i nie było opcji przesunięcia dalej. Pomyślałam, że to taki symboliczny Apollo 13, pech zostawiamy w starym roku i nie ma co dalej o tym myśleć. Na kolejną wizytę zapisałam się za miesiąc – czas zacząć doroczne przeglądy dzieciaków.

<>

Powoli odliczam godziny do przybycia dzieci. Mam dla Was tematyczną fotkę Miaustry. Słabo ją widać, bo to przez szybę auta, ale siedzi w lewym oknie kuchni. Ona tak siedzi zawsze jak wychodzę. A czasem jak wracam, to wciąż tam jest 🙂 Btw. z szynki najbardziej lubi sznurek… Ja nie wiem czym ją kiedyś karmiono… Klarens w tym czasie śpi. On wraca po tych swoich parodniowych wojażach taki wykończony, że pada. Na 12 godzin. I wtedy można z nim robić wszystko. Głaskać po brzuchu, a nawet nosić. Potem się budzi, gryzie najbliższe łydki, je i znowu wychodzi…

świąteczne zaległości

Pamiętacie, że w grudniu byliśmy na balecie? Inicjatorem wyprawy był chrzestny Lili. Jakby samej propozycji spędzenia czasu było mało, dostaliśmy też prezenty do włożenia pod choinkę (od ICH Mikołaja). Paczkę niezauważenie odebrałam i włożyłam do bagażnika, a jej zawartość uratowała TO co JA przygotowałam dla dzieci pod moją domową choinką. Panny dostały po markowej bransoletce z choinką (sama bym taką chciała), a Mieszko dostał PUDŁO klocków. TYCH klocków.

Chciałam się jakoś zrewanżować i głowiłam się naprawdę dłuższą chwilę. Zabawką nie byłabym w stanie ich przebić, zresztą ich chłopiec naprawdę ma wszystko. Przez chwilę myślałam o voucherze na sportowy event, ale z voucherami jest taki problem, że trzeba je później zarejestrować i nigdy nie wiem czy ta osoba da sobie z tym radę i będzie jej się chciało. A potem przypomniały mi się bombki! Akurat w Bilińskim kolekcja 2017 była poświęcona rosyjskim baśniom i „Dziadkowi do Orzechów”. Ich bombki są szklane, ręcznie malowane i unikatowe. NIESTETY jak zabrałam się za kupowanie, samego DZIADKA już nie było :/ Ale cieszył się tak dużym powodzeniem, że MOŻE wejdzie do stałej oferty. Ba, nie było  również ŻADNEJ myszy… Z limitowanej „rosyjskiej linii” zostały już tylko cerkiewki, śnieżne ludki z wilkami i takie śnieżne bałwany robione w kształcie wańki-wstańki. Takie właśnie zostały kupione!

I nie wiem co szykują na 2018, ale nowa kolekcja pojawi się w lutym i w tym roku kupuję wcześniej!

A tak wyglądały te, których NIE udało mi się zdobyć…

<><>

Pochwalę się Wam jeszcze jedną około-świąteczną zdobyczą… Marzyły panny o różowej choince. Ta mała zielona, którą mają w pokoju przeszła by do Mieszka, a one miały by różową. I też im powiedziałam: dziewczyny zaczekajmy do wyprzedaży, kupię to będzie na ZA rok. I rzeczywiście, teraz po świętach była dużo tańsza, więc już MAM! Leży w pudełku, przy PAKOWANIU bombek będziemy musieli odłożyć te których użyjemy do jej ozdabiania. Chyba niebieskie (i tylko niebieskie) będą najlepsze. Nie wiem co za rok mam kupić? Dwa late temu kupiłam jelonka, rok temu światełka na zapas, w tym choinkę, więc może w końcu jakieś światełka na drzewka przed domem? Albo takie lasery z gwiazdami do rzucania na FASADĘ domu? 😀

Diabeł zawsze ma najlepsze kwestie.

– Glow, s01e02

W nowym roku, jak to w nowym roku, są jakieś kolejne reformy. Żadna mnie jakoś specjalnie nie porusza, ale z kim nie rozmawiam, to temat na to schodzi. Primo: nie ma już bezpłatnych siateczek w supermarketach. Od dłuższego czasu używałam wielorazowych, więc niewiele to dla mnie zmienia. Segundo: zmiany w egzaminach prawa jazdy. Świeżynki będą miały ograniczenia prędkości przez pierwsze pół roku (50 miasto, 80 teren niezabudowany) oraz dojdzie dodatkowy sprawdzian z jazdy po śliskim. I to też chyba dobrze. Statystyki są bezwzględne, więc jeśli można czemuś zapobiec warto spróbować.

Linknę Wam również jedne życzenia noworoczne. Pozytywnych zdziwień w 2018! 🙂 Jak to powiedziałam wczoraj jednej znajomej, czasem lepiej niczego nie oczekiwać 🙂

***

Snow Kids tymczasem łaziły po zamarzniętym jeziorze i widziały koronę Dolomitów. Legenda głosi, że to trzech śpiących rycerzy gotowych obudzić się by bronić miasto… Czyli Włosi też mają swój Giewont 😀

styczeń

Sprawdziłam na stronie parafii, kiedy będę mieć księdza po kolędzie i wychodzi na to, że dopiero w połowie lutego. Pościele wymienione i wyprane, a dziś będę przeglądać szafy. Dzieci tymczasem odnoszą sukcesy na stokach! W swoich szkółkach narciarskich panny zdobyły wyróżnienie, a Mieszko zdobył pierwsze miejsce! 😀

Natomiast niestety cały czas nie ma Klarensa. On dostaje noworocznej histerii od wystrzałów i znika. Nie mam nic do fajerwerków, ale od 18 do 2 rano praktycznie non-stop to trochę za dużo. Pozbierałam resztki po racach oraz petardach w ogródku i przed domem (nastoletni syn sąsiadów zrobił party). Dziś jeszcze nie, ale jutro zaczynam kota szukać. Bo wyszedł 31-go rano i go nie ma (miewał dłuższe nieobecności, ale tym razem po drodze były fajerwerki).

***

Tu macie Mieszeczka ruszającego do końcowego egzaminu na stoku: