Siódme!

Tak naprawdę siódme urodziny Mieszko miał piątego stycznia, ale jak to u NAS w różnych datach odbywają się kolejne tury 🙂 Dzisiaj te, z mojej strony. Był więc obiad u dziadków, torcik dowieźliśmy my i były też jakieś tam prezenty. Jak nam się utrzyma śnieżna aura to za dwa tygodnie cd, tym razem dla szkolnych przyjaciół!

Rozmawiałam ostatnio z jedną wspaniałą dziewczyną, która ma 14-letniego syna. I tak trochę narzekała, że jej młody już zupełnie się jej życiem nie interesuje (ona zaśpiewała Fever Elvisa tak, że aż ciarki miałam). Mieszeczek JESZCZE jest mój. 100 %-owy syneczek, który najbardziej na świecie lubi się przytulać do mamy. Jest też dobry, grzeczny i inteligentny. Panie w szkole są nim zachwycone, a tłumy przyjaciół świadczą o wyjątkowych umiejętnościach towarzyskich.

W zestawie MOICH dzieci mam z nim najmniej problemów. Jest całkowitym klockomaniakiem, lubi czytać i jest niewyobrażalnym gadułą. Długo miałam taki moment, że wydawało mi się, że muszę znaleźć KOGOŚ, kto go doceni. Kogoś kto będzie dla niego męskim autorytetem i kogoś kto będzie go (Mieszka) podziwiał równie mocno jak ja. Ale tak się nie da. Przełomem była świadomość, że ja muszę mieć kogoś dla mnie, a jego po prostu otoczyć silnymi i charyzmatycznymi ludźmi. W ten sposób go zbuduję 🙂

A na razie 100 lat mój najwspanialszy królewiczu! Jesteś wyjątkowy! (-Wiem, wszystkie matki tak mówią o swoich synach 🙂

W bonusie macie jeszcze nas z Łuczą (btw. Mieszko cały czas nie wie, którą z sióstr woli bardziej 🙂

Jak karnawał to karnawał!

Napisała wczoraj na takiej mojej grupie znajoma. Robiła specjalny pokaz burleskowy i nie mieli na wieczór… biletera 🙂 Nie wiele myśląc się zgłosiłam. Bo wybierałam się tam, ale ze względu na cenę wejściówek odpuściłam i bo w sumie nie miałam żadnych planów, oprócz kettli, na wieczór. A tu nie dość, że nic nie wydałam a załapałam się tam gdzie chciałam być, to jeszcze zarobiłam 🙂 Wiem, wiem, taka fucha nie wymagająca erudycji to żaden wyczyn, ale było super. Siedziałam z performerkami na backstagu, potem z barmanem urzędowaliśmy przy wejściu do klubu, a potem sącząc napój przyniesiony przez tegoż barmana obejrzałam show. Pojawił mi się na chwilę adorator (przystojny i za młody o jakieś 10 lat), który był importerem torebek Prady (i ubrany był zresztą fantastycznie) oraz chciał mnie torebkami obsypać. No więc tłumaczyłam, że torebki to zupełnie nie moja pasja 🙂 Tak między nami mówiąc, gdyby zaproponował zakupy w Rzymie, byłabym mu może przychylniejsza, a tak on zupełnie nie widział czym mi zaimponować. Opowiadał więc o roli jaką powinien spełniać mężczyzna w związku i tu akurat mówił sensownie, ale musiał wyjść na fajkę, a potem barman go już nie wpuścił 😀

<><>

Pamiętacie, jak Wam opowiadałam love story jałówki z żubrem? Otóż gwiazda internetu jest już 3 miesiąc na gigancie i ma się dobrze 🙂 Go wild Rebel Cow! Zdjęcie zrobiono wczoraj 🙂



Dzień z szuflą (pada śnieg, pada śnieg)

Mam takiego znajomego, który jest opowiadaczem. To nie jest jakiś bardzo dobry znajomy, ale taki na cześć-cześć. I z opowiadania uczynił sposób na życie. W dziwnych miejscach urządza takie wieczorki opowiadaczy, bilety na które rozchodzą się błyskawicznie, a wieczorem zawsze przed wejściem i tak jest grupka, która liczy, że się wciśnie. I włażą ci ludzie na czwarte piętro jakiejś starej kamiennicy, na strych, albo do suszarni, a on przy akompaniamencie prymitywnych instrumentów muzycznych snuje opowieści o pogańskich bogach, albo nordyckich legendach.

I dwa razy w roku jeździ do Meksyku na specjalne spotkania opowiadaczy. Mają tam warsztaty, gość świetnie mówi po hiszpańsku i wraca zawsze z kolejną porcją historii do opowiadania. I właśnie pewnego razu miał taką przygodę… Spotkał na ulicy gościa, który miał rozstawione krzesełko i różne osoby mogły naprzeciwko niego siąść, żeby opowiedzieć mu swoją historię o miłości. Za darmo. 🙂 I co chwila ktoś siadał i opowiadał. Ale co najważniejsze, wszystkie te historie były smutne. Jak dzieje się coś dobrego, to tego nie zauważamy, ale wszystkie te minione dramaty wbijają nam się w głowę. Dlatego większość zebranych opowiadań była o pierwszych miłościach, zdradach i rozstaniach. Niezłe.

<><>

Mam dla Was kolejną zabawną przeróbkę. Wysłałam dziewczynom moje zdjęcie z łyżw, a one mi przerobiły fotkę :))

Życie jest długie, gdy niczego nie żałujesz

– American Gods

Mieliśmy dziś z Diablim rozprawę. Cały czas jakieś tam rzeczy powiązane z opieką nad dziećmi… Brrr… Obrzydliwe to wszystko. Albo się nie rozwodźcie, albo nie bierzcie ślubów, bo to jest taka kobyła te rozstania, że zgniata to na długo.

<>

Nie smucąc DALEJ, wrzucam Wam dwa sety zdjęć. Pierwsze to kidsy na łyżwach. Jak widać lodowisko puste, jest gdzie śmigać, więc zabawa super!

A drugie to kotek! 🙂 Lilka namiętnie obfotografuje dzikie koty dziadków i przysyła mi ich zdjęć. A potem te zdjęcia ozdabia i przysyła znowu… A ja wysyłam jej tę emotkę z sercami zamiast oczu 😀

„Moc naszej królowej to moc,którą posiadają wszystkie kobiety. Sprawia to, że mężczyźni klękają i ofiarują dary…”.

– „…Mężczyźni odebrali królowej moc,bo budziła w nich zbyt wielką trwogę.  Zmusili naszą królową|do wycofania się. Nasza królowa|pogodziła się z tą zmianą. Uznała, że życie w cieniu|też ma swoje zalety.I że pozostając w grze,nadal może w nią grać…” – American Gods

Strasznie oniryczny i popaprany jest ten serial, ale jeśli dasz mu się wkręcić to naprawdę wbija się w głowę. Dwa ostatnie odcinki pierwszego sezonu to mistrzostwo świata. Opowieści o tym jak radzą sobie współcześni Bogowie, jakieś takie wycinki życia innych ludzi w których losach pomieszano… Podchodziłam do tego serialu kilka razy, ale ogólnie bardzo polecam!

<><>

Miałam wczoraj pin-upowe spotkanie. Na łyżwach, w strojach hawajskich 🙂 Wiem, że to totalnie od czapy, ale one są TAKIE przełamujące te spotkania, że trudno mi sobie wyobrazić lepszą terapię dla kobiet. 🙂 Honolulu on ice 🙂 Pochwalę się Wam, że nieźle jeżdżę na łyżwach i duża w tym zasługa Ciasteczkowego. On kiedyś był hokeistą i jak sobie po tych dziesięcioleciach przypomniał łyżwy to naprawdę śmiga, ale co lepsze postanowił nauczyć również MNIE. TO nie jest łatwe, ja słabo znoszę instruktorów, ale efekty już są. Miałam taką obawę, przed podnoszeniem nóg i jeżdżę takim ślizgiem, a on uparł się, że ja opanuję przeplatankę i hamowanie ;0

A tu niżej już siedzimy w hawajskiej knajpie. Ja wyglądam fatalnie i nie widać moich kwiatów we włosach + nie mam szyi, no ale było zabawnie 😀

Pamiętasz jaką mamy umowę? Zamknięte drzwi oznaczają, że nie wchodzisz.

– cyt za Mieszko, który  przed wyjazdem próbował zabezpieczyć budowle z klocków…

 

Jest taki nowy wynalazek do włosów… Kolejna genialna szczotka… I jest naprawdę genialna! Moja wersja pochodzi od chińskiego przyjaciela („My friend”), ale z pewnością można kupić też w innych miejscach. Wszystkie wcześniejsze warianty szczotek, którymi się zachwycałam przy tej GINĄ. Nie dość, że rozczesuje, to nie szarpie. Jest jakaś strasznie duża, dziewczyny ją zabrały do dziadków, ale naprawdę, ani nie wyrywa, ani nie ciągnie, a rozplątuje wszystko 🙂 Wygląda to cudo tak jak niżej i jak traficie to polecam:

<><>

Dziś sprzątam, wieczorem mam wyjście, ale do tego momentu szaleję ze szmatą. Mieszko przed wyjazdem próbował podjąć próbę negocjacji o NIEPRZESUWANIU klocków, ale wygrał tylko tyle, że wybraliśmy miejsce, gdzie je ZSUNĘ. Na rynek pojechałam za późno i nic już nie było, za to zdołałam zamówić tort na urodziny dla młodego. Mam dla Was też filmik. Nakręcony przez koleżankę Łucji, przerobiony dzięki musicali, a widać na nim jak świetnie się bawi jej klasa na lodowisku. Takie mają lekcje w-f-u raz w tygodniu! Mam nadzieję, że w przyszłym roku Lilka TEŻ będzie jeździć na łyżwy 😀

Blue Monday

No to zleciał niezauważenie (i za szybko!) najbardziej depresyjny dzień roku 🙂 Przygotowałam sobie listę rzeczy 2DO (tradycyjnie) zanim dotrą do mnie dzieci. Banalnie jest więc na niej ogarnięcie ich pokoi. Ponadto rozebranie choinki (zrobione) i likwidacja ozdób świątecznych (też zrobione i pusto bez nich). Część choinki spaliłam w kominku, dużą część jeszcze spalę, a ten suchy patyk śmieciarze mają odbierać w przyszłym tygodniu.

Mam też nowy kubeł na śmieci! Nowa ustawa o segregowaniu wymusza na mnie rozdzielanie plastików od papieru, czyli był potrzebny jeszcze jeden kubełek. (JUŻ) Doszedł ten środkowy. Mam w planie dwa biegowe treningi, spotkanie pinupowe, jedne zajęcia warsztatowe i jedną wyprawę do kina.

Inaczej planowałam rozpoczęcie projektu dom 2018, ale niech będzie kubełek na śmieci jako pierwszy! Mam też NOWĄ idealną łopatkę do naleśników 😉

Do końca świata i jeden dzień dłużej!

Słusznie ktoś wczoraj w szkiełku powiedział, że styczeń to WOŚP. W grudniu są święta, a najważniejsze wydarzenie stycznia to orkiestra. Daję. Jak to wszyscy dziś mrugając mówią za Biedroniem: „Daję Owsiakowi”. I zmianie to nie ulegnie, bo tak jak co roku trąbię: jako matka mam wobec niego dług niespłacalny.

I żeby zasilić Orkiestrowe Konto pojechałam na specjalny trening. Prowadziła go wspaniała trenerka, z którą już kiedyś trenowałam, a dochód z zajęć poszedł do puszki, którą przed treningiem dostarczył jeden ze sztabów.

Wracając wpadłam na hot wingsy i znowu mnie zaatakowano z puszką (naklejkę miałam na t-shircie), więc znowu dorzuciłam. Za to babka, która mi te hot-wingsy podała powiedziała: Zapakowałam Pani podwójną porcję, bo takie malutkie te skrzydełka. Powiedziałam dzięki 🙂 Czyli wracają te pieniądze do nas!

<>

  • Po co Ty tam pojechałaś?
  • Bo chodziło o prawa kobiet?
  • Czy Tobie jest źle?
  • Nie. Jest mi dobrze. Ale właśnie dlatego powinnam czasem coś zrobić.
  • Przecież Ty masz trójkę dzieci! Czy nie mogłaś oglądać telewizji w domu tak jak wszyscy ludzie?
  • Nie mogłam. A czy pojedziesz ze mną zobaczyć finał zbiórki Orkiestry?
  • Nie. Nienawidzę tego gościa.
  • Tak wiem, bo „to złodziej”.
  • Tak. Ale mogę Cię zabrać na łyżwy.

🙂 Gość jest NIE do  naprostowania, ale wieczorem czeka mnie za to wyprawa na łyżwy! Gramy dalej!

wolna sobota

Jeden gość, którego czytuję, napisał ostatnio fajną rzecz. Że żyjemy w takich dziwnych czasach, gdzie nikt nie marzy o niezwykłych przygodach, rewolucji w życiu albo porywającej miłości. Bo większość z nas marzy o świętym spokoju. Bardzo mi się to spodobało, bo rzeczywiście tak jest.

><

Dzieciaki rozpoczęły pierwszą turę ferii. Żadnych fajerwerków nie będzie bo ja mam kilka tematów do załatwienia, ale skoro drożdże JUŻ z dziadkami, ja uderzyłam na… demonstrację 🙂

Mam dziś taką fazę, że przyszło mi do głowy, że udział w takich wydarzeniach jest naszym obywatelskim obowiązkiem. Czymś takim jak udział w wyborach. Czymś takim co robimy ponad to nasze codzienne borykanie z życiem. A dochodząc do wiecu pomyślałam również, że lubię to. Atmosfera jest podobna do tej na linii startu przed biegiem. Emocje i energia naprawdę są wyczuwalne. Tematów, które mogą nas porwać jest dużo. Strzelanie myśliwych do zwierząt, reforma edukacji czy wycinanie lasów. Mój konik to prawa kobiet i to nawet chyba nie prawo do aborcji, ale prawo do edukacji seksualnej i decydowania o płodności.

Btw. wiecie co się odkrzykuje policji gdy krzyczy: „Uwaga! Policja!” ? Krzyczy się: „Uwaga! Obywatele!” 😀

Mieszkowe siódme po raz już nie pierwszy

Świętowanie siódmych zaczęło się we Włoszech, no bo magiczna data mijała 5-go stycznia… Tura ze mną będzie w przyszłym tygodniu, ta z kolegami będzie jak spadnie śnieg, ale dziś zostały zaniesione słodycze do szkoły. W planie a)miały być cztery kwadratowe kubełki (takie jak do popcornu) i w każdym coś innego (w jednym żelki, w innym czekoladki, jeszcze w innym gumy rozpuszczalne), ale stanęło na galaretkach. Zapakowałam to do naszego transportera na babeczki i był hit 🙂

<><>

  • Łucja, na którą Ty dziś do szkoły idziesz? Lilka poszła na 7-mą, Mieszko na 8-smą z urodzinowym kubełkiem, a Ty nie miałaś iść na 10-tą?
  • Nie.
  • A co z kółkiem z angielskiego?
  • Dziś poprawiają sprawdziany. Powiedz mi, czy jest sens poprawiać szóstkę z minusem?
  • No, nie.
  • Dlatego dę na 11-stą.

Jak już w końcu poszła to miałam dwie godziny do powrotu Lilki 🙂 Starczyło, żeby zatankować auto, zrobić zakupy i wpaść do biblioteki po audiobooki do auta! 🙂