taki dzień

Staram się nie pisać o rzeczach newsowo aktualnych. Miałam dziś zrobić Wam elaborat o topinamburze, który od jakiegoś czasu próbuję w różnych zestawach. Zaczęło się Lutki, która zrobiła go na słodko, potem była wersja pieczona z czosnkiem, oliwą i tymiankiem, ale najlepsze jest chyba połączenie Okrasy, czyli gotowana w piwie i z ziarnami kopru włoskiego…

Jeden publicysta, którego lubię za trafne porównania, napisał ostatnio, że jedyne co go podnieca to miłość i przelewy. Bardzo to jest mocne i bardzo prawdziwe. Tym niemniej jednak myślę, że wszystkich porusza dziś to co się stało w Himalajach. Więc nie będzie o topinamburze, bo jakiś mi się błahy wydaje. Patrzę na wiadomości i strasznie to jest smutne.

<><>

Jutro znowu szkoła. Łucja się ocknęła, że na technikę potrzebuje DESECZKĘ. Technika jest pierwsza, ale na szczęście blisko mam market budowlany, czynny do 20-stej, który jeszcze chwilowo w niedziele pracuje. Sosnowa deseczka (przycięta z półki) już jest, teraz muszę tylko wykopać w gospodarczym jakieś małe gwoździki.