Feel it! Touch it!

Bardzo lubimy wszelkie rodzaju parki naukowe, muzea technologiczne i pikniki fizyczne 🙂 Na koniec ferii wybraliśmy się właśnie w takie miejsce. Dzisiejszym, pobocznym odkryciem jest również to, że tam trzeba być wcześnie. Weszliśmy w pierwszej turze odwiedzających i było pusto. Można było pociągnąć za każdy sznurek, pchnąć każdą kulę, wcisnąć każdy przycisk, przelecieć się na latającym dywanie, dotknąć tornado, pobawić dmuchawami i nawiewami. Gdy wychodziliśmy, po dwóch godzinach, sytuacja była już duuużo gorsza.

Spotkałam ostatnio na siłowni znajomą i tak chwilę pogadałyśmy o atrakcjach zimą dla dzieci. I ona strasznie narzekała, że nasze atrakcje są słabe. Że byli ostatnio w Wiedniu (chyba wymieniła Wiedeń) i że oferta naukowych atrakcji dla dzieci jest TAM nieporównywalnie ciekawsza. Nie wiem. Być może. Aaale dziś nam się podobało!

Btw. pod koniec towarzystwo się pokłóciło. Robiliśmy w majsterkowni obiekty, które miały się unosić w powietrznym tunelu… Ja pomagałam Lili i Mieszkowi i Łucja strzeliła focha, bo jej latał NAJNIŻEJ i… wyszła! Wtedy Lilce, którą wychowywał pies, uruchomił się instynkt stadny, że oto wszyscy idą w różnych kierunkach i to jest złe. A jak już uspokoiłam Lilkę i udobruchałam Łucję, to Ł. dla równowagi przeszkodziła w kolejnym eksperymencie Mieszka 🙂 Wtedy on się zdenerwował i przy kolejnym eksperymencie odmówił współpracy 😀 A wtedy… postanowił nam pomóc młody pracownik placówki i powiedział Mieszkowi, że jak jest zły na siostry to powinien dotknąć magicznej kuli i wsadzić którejś z sióstr palec do ucha… I wtedy Lilka zrobiła to MI, a ten koleś mnie przepraszał.  😀 Komedia :)))