Gwiezdna chemia!

Załapaliśmy na bezpłatne zajęcia z chemii z towarzystwem miłośników Marie Skłodowskiej-Cure 🙂 To szalenie ważna w moim procesie wychowawczym postać… Bo  już na drzewie genealogicznym widać, że wystąpiła tu jakaś kosmiczna anomalia (nie wiem jak to nazwać inaczej) prowadząca do zdobycia 4 Nobli. Każdy, absolutnie KAŻDY, na przestrzeni pięciu pokoleń zrobił ogromną karierę naukową, a jej młodsza córka mawiała, że jest czarną owcą w rodzinie, bo ma TYLKO Pulitzera. Wiedza to potęga. Niezwykła chęć nauki, determinacja i konsekwencja przekazywana z rodziców na dzieci.

Lilka rano tak przeżywała to wyjście, że zaczęła się złościć, że się SPÓŹNIMY 🙂 Lecz byliśmy na czas. Ach, i jeszcze jedno. Podczas drugiej części spotkania mieliśmy ekperymenty i prowadząca opowiadała o tym jak to ludzie wierzyli w moc promieniowania. Że pasta do zębów zawierała pierwiastki promieniujące, dzięki któremu miały być bielsze, promieniująca bywała wełna z której zalecano szyć ubranka dla dzieci (miało te je wzmocnić), były promieniujące suplementy diety i napoje energetyczne. Żywność (chleb i czekolada) i kąpiele lecznicze. O takiej samej psychozie opowiadano nam w Bieszczadzkiej Bóbrce, kiedy 100 lat temu wszyscy pokochali naftę. Jaki z tego morał? Nie rzucamy się na nowości 🙂 Ta moda na zdrowotne promieniowanie utrzymała się pół wieku! :0

<><>

A potem wracaliśmy i przypomniało mi się, że przecież DZIŚ są tanie środy i na wieczór wybraliśmy się do kina! Na Gwiezdne Wojny! To pierwsze Star Warsy, które dzieci obejrzały na dużym ekranie i zachwyt jest pełen 🙂 To rzeczywiście stał się taki film dla dzieci, ale to były prawie 3 godziny (2,50 h) i wytrzymały bez najmniejszego marudzenia! 🙂