Tydzień drugi

W sobotę dzieci zakończyły pierwszą turę ferii. U dziadków. Wzięły udział w hucznych obchodach Wielkiej Orkiestry, były z babcią u zegarmistrza, a z dziadkiem w sali zabaw i na lodowisku. Chodziły do miejskiego parku i dwa razy były w kinie. Byczek Fernardo okazał się być wzruszający, a Miś Paddington całkiem śmieszny. Po drodze dziadków odwiedzili znajomi, ale dzieci wykazały się typowym dla nich wdziękiem, czyli po fali ochów i achów nad nimi, odpowiedziały na zadanie pytania innym pytaniem: „Czy możemy już iść na górę?” 🙂

Ja w tym czasie głównie się obijałam, myśląc o czwartkowym boju. Nic nie wyszło z wciśnięcia stażu w szkole w tym okresie, ale może uda się w tym tygodniu :/ Sprzątnęłam choinkę i dekoracje oraz zrobiłam wielką rewolucję w szafce z przyprawami. Jednak bez nich to człowiek ma duuużo czasu 😉 Odkrywam to na nowo, że znowu mi brakuje na wszystko czasu. Bieg, bieg, bieg!

Zaczynamy kolejny tydzień! Nie mamy żadnych wyjazdowych planów, chcemy pójść na sanki i na lodowisko, tym bardziej, że gmina zrobiła je dla nas na ferie bezpłatne 😉 Mamy w planach dwie wyprawy do muzeum i chyba to tyle… Na kolejne lata przechodzi moje wielkie marzenie o zimowej wyprawie w Bieszczady. No i drugi tydzień otworzyliśmy badaniem krwi Mieszka. Gość jest niezbyt zdrowy, ale jak spojrzałam wczoraj na skierowanie to okazało się, że ważne do DZIŚ! Nie było więc wyjścia…