Dzień z szuflą (pada śnieg, pada śnieg)

Mam takiego znajomego, który jest opowiadaczem. To nie jest jakiś bardzo dobry znajomy, ale taki na cześć-cześć. I z opowiadania uczynił sposób na życie. W dziwnych miejscach urządza takie wieczorki opowiadaczy, bilety na które rozchodzą się błyskawicznie, a wieczorem zawsze przed wejściem i tak jest grupka, która liczy, że się wciśnie. I włażą ci ludzie na czwarte piętro jakiejś starej kamiennicy, na strych, albo do suszarni, a on przy akompaniamencie prymitywnych instrumentów muzycznych snuje opowieści o pogańskich bogach, albo nordyckich legendach.

I dwa razy w roku jeździ do Meksyku na specjalne spotkania opowiadaczy. Mają tam warsztaty, gość świetnie mówi po hiszpańsku i wraca zawsze z kolejną porcją historii do opowiadania. I właśnie pewnego razu miał taką przygodę… Spotkał na ulicy gościa, który miał rozstawione krzesełko i różne osoby mogły naprzeciwko niego siąść, żeby opowiedzieć mu swoją historię o miłości. Za darmo. 🙂 I co chwila ktoś siadał i opowiadał. Ale co najważniejsze, wszystkie te historie były smutne. Jak dzieje się coś dobrego, to tego nie zauważamy, ale wszystkie te minione dramaty wbijają nam się w głowę. Dlatego większość zebranych opowiadań była o pierwszych miłościach, zdradach i rozstaniach. Niezłe.

<><>

Mam dla Was kolejną zabawną przeróbkę. Wysłałam dziewczynom moje zdjęcie z łyżw, a one mi przerobiły fotkę :))