Burek oridżinal

Wygląda na to, że znalazłam idealne połączenia dla ciasta filo. Wersja ze szpinakiem była ok, chociaż nie przepadam, za szpinakowym farszem, baklava była za słodka (lecz ona taka musi być), ale WERSJA wypełniona serem jest przepyszna. Jeśli byliście na wakacjach w Chorwacji to musowo coś takiego jedliście! Tam nazywa się to burek, najczęściej występuje w wersji so syrom i właściwie to nie ma prostszego placka. Układasz pięć warstw ciasta, każda posmarowana rozpuszczonym masłem. Potem jest ser (ser twarogowy, ja miałam taki zmielony jak na sernik, wymieszany z kostką fety, dodałam też łyżkę jogurtu, żeby lepiej wymieszać), potem 2-3 warstwy wysmarowanego ciasta, znowu ser i znowu ciasto (3-5 warstw). Żadnych soli czy pieprzu. Nie dałam też czosnku, choć niektórzy dają. Piekarnik na 170 stopni, aż do zarumienienia (20-35 minut). Pycha. Skatowałam Ciasteczkowego, który zaczyna się buntować i NIE chce jeść, że niby mu brzuch rośnie, ale zjadł AŻ dwa kawałki. Uzupełniłam zestaw leczem wg Makłowicza i też pasowało! Wyszedł przyjemny, energetyczny duet na jesień 🙂

Przystąpiłam też do przerabianie pigw z ogródka. Dużo ich nie, ale na miesiąc zamiast cytryny do herbaty będzie 🙂 

ubijania planu tygodnia cd

Nowy tydzień witamy kolejnym zamknięciem ramówki zajęć dodatkowych. Wiem, że już się w tym pogubiliście, ale ustawiony został dodatkowy angielski Liliany, który będzie w poniedziałki i środy przed lekcjami. Zajęcia prowadzi szkoła językowa, do której chodziła w ubiegłym roku Łucja, a lekcje będą się odbywać w budynku szkoły. Doszedł też basen dla Mieszka. Panny mają w środy na 17-stą, a Mieszko będzie miał we wtorki na 14:30. Czyli jak dziewczyny będą w szkole ja będę młodego odbierać i odfajkowywać z nim basen. Ufff… Jeszcze tylko karate Mieszka zostało do ustalenia 🙂

Pochwalę się też pewną wprowadzoną innowacją. Otóż na wakacje jeden z moich starych laptopów, które padały jak muchy po dwóch latach intensywnego użytkowania, został NAPRAWIONY. Znalazł się informatyk, który go rozkręcił, coś tam powymieniał i URUCHOMIŁ. Nowy-stary laptop jest laptopem dzieci. Szczerze mówiąc, Łucja miewa już zadania domowe do zrobienia na komputerze (rok temu możliwa była wersja plastyczna, w tym roku już nie). Na ogół są to prezentacje. A Lilianie ich nauczycielka angielskiego pozakładała konta na jakiś portalu językowym i Lilka musi w domu wykonywać jakieś ćwiczenia on-line. Nie wyrywamy sobie mojego, a mają SWÓJ. I bardzo to fajne 🙂

Te smugi z tyłu za kanapą to nie fotograficzne cienie, lecz pozostałość po nieudolnym podmalowywaniu latem :/ Poprawię jakoś w tym roku :D

Ludzie są lepsi niż nam się wydaje

– Penny Dreadful, popaprany ten trzeci sezon, ale przeleci 🙂


Strasznie mi żal, że nie wybrałam się w tym roku na grzyby. Net jest zalany zdjęciami zebranych grzybów, a u mnie nic. Zaglądam czasami na stronę nadleśnictwa z Bieszczad i jeszcze dziś rano wklejali polany prawdziwków. Wynalazłam nawet kalosze, ale skończyło się, że założyłam je na rynek w piątek, bo tam błoto. Może jakoś w tym tygodniu się sprężę? :/

<><>

Strudel z ciasta filo słaby. Tzn. jabłka są za mokre i chyba lepszy jest słonawy farsz. Bardzo mi się to ciasto podoba, ale tradycyjna szarlotka jest lepsza… Podejście kolejne to będzie bałkański burek z serem i to może być połączenie idealne 🙂

<><>

  • Mamo, a jak byś chciała mieć supermoc?
  • Najbardziej, Mieszko, chciałabym mieć moc zatrzymywania czasu. Stopuję i wtedy mogę wszędzie dojechać, wszystko sprawdzić, z każdej sytuacji uciec… A Ty?
  • Ja chciałbym mieć moc gilgotek na odległość i zmiany kształtu. Żebym mógł się zmienić w dowolne zwierzę!

Biegowy październik (uprzedzałam, że tak będzie!)

  • Kochanie, na Ciebie też czeka herbatka w prądem na mecie!- wykrzyknął koleś na poboczu do babki biegnącej przede mną.
  • Może być! – odkrzyknęła ona
  • To tylko skoczę po herbatkę!
  • Może być bez herbatki!

Kobiece biegi są wspaniałe, cudowna jest atmosfera, a kibice są przyjaźni. Byli samba-bębniarze niemalże na każdym kilometrze i świetnie oznakowana trasa.Tym razem pobiegłam z pannami i uwaga: chwalę się Lilką (9)! Panna była najmłodszą uczestniczką biegu i pobiegła wybitnie. Ja tak kursowałam pomiędzy nią, a Łucją, a Lila co chwila się zatrzymywała, czemu my tak wolno biegniemy, więc po 3 km (trasa miała 5 km) ją puściłam, że niech biegnie i na mecie, za medalami, ma zaczekać. Dobiegła z czasem 35 minut. Ona po prostu biegła. W kategorii 16+ (nie było niższej i ona wystartowała po wyrażeniu przeze mnie zgody na udział) była 20-sta.

To był bieg, w którym pobiegłam po raz pierwszy dwa lata temu. To był mój pierwszy bieg. I pierwsza mierzona piątka. Żeby przybliżyć Wam wynik Lilki, podam, że wtedy pobiegłam ten odcinek w 32 minuty. I byłam wykończona. Najlepsi dobiegają w 17 minut, a mój najlepszy mierzony czas na pięć to 28 minut. Na czas biegu Mieszkiem zajmowały się urocze męskie opiekunki ze strefy dziecka 🙂 Takie nianie, że chętnie bym do domu na dłużej wzięła 🙂

<><>

Rozmowa dzieciaków po drodze. Lilka:

  • A ja nie mogę się doczekać siódmej klasy.
  • A co będzie z siódmej klasie? – zapytała Łucja.
  • Pierwiastki.
  • A co to takiego?
  • To odwrócona potęga.

???????????

dzień z makaronem z serem

Ciasteczkowy kończy pracę o 22-giej. Codziennie, oprócz niedziel, kiedy kończy o 16-stej. I czasem wracając z basenu zagląda. Dzieciaki zasypiają o 21-szej, ja zamykam ich drzwi na klucz (tak na wszelki wypadek) i na ogół robię coś do jedzenia. Aaale im chłodniej tym trudniej go wywalić… Powstał więc plan b, że jeżeli KTÓREŚ się obudzi, to najpierw mnie woła, ja wtedy gnam do konkretnego pokoju (tu pewna trudność, bo mają podobne głosy), blokuję dziecko w jego pokoju („Ale co się stało?”) a ON się wtedy błyskawicznie wynosi. High-school pełen 😀

<>

Odebrałam dziś z Lilką pakiety startowe na kolejny bieg, w którym biegnę z dziewczynami. I była taka ścianka, gdzie można było wpisywać hasła dla innych uczestniczek. Lila wzięła niebieski marker i napisała: Powodzenia! A teraz tak patrzę, co pisały inne babki i same super hasła: „Dawać babki!”, „Bieg z córką – to jest to!”, „Dziewczyny do boju!”, „Girls power!” i „Never give up!”.

Podobno najczęściej wyszukiwanym przepisem w necie, jest teraz przepis na domowe masło ;)

  • Klawisze są podobne do klocków. Lubisz klocki?
  • Tak.
  • A jakie? Lego?
  • Tak.
  • Ja też lubiłem Lego. Kiedyś wybudowałem porshe i całe miasteczko. A co Ty budujesz?
  • Pojazdy.
  • Jakie? Ciężarówki?
  • Nie. helikoptery.

Mieszko rozpoczął regularne lekcje pianina. Norbert jest super. Tak z nim sobie pogadał, że Mieszko nie chciał wychodzić 🙂

<><>

A dziś na siłowni (o 9-tej!) spotkałam naszego proboszcza. Kogo, jak kogo, ale jego nie spodziewałam się spotkać. W zdrowym ciele, zdrowy duch? 🙂

A masła nie robię! Za to kupiłam kolejną paczkę ciasta filo, rano jadę na rynek po jabłka i będę robić STRUDEL…

sztuka upychania

Babcia przywiozła ptasie mleczko. Krążyła wokół niego Łucja…

  • Mamo, a mogę sobie wziąć do szkoły?
  • Tak. Ale tylko tyle, ile zmieści Ci się do NAJMNIEJSZEJ śniadaniówki.

Proszę, jaka królowa logistyki 😉 Ja tu sądziłam, że 3, max 4 zapakuje, a jej się 9 zmieściło! 🙂

Filo-wanie na czarownice

Pamiętacie, że miesiąc temu byłam na takim wykładzie o czarownicach? Wczoraj wieczorem byłam na kolejnym. Tym razem na warsztat wzięliśmy film nowszy. Witch Roberta Eggersa z 2015 roku. I powiem Wam, że amerykańskie kino niezależne jest bardziej oniryczne niż kinematografia japońska 😉 Na szczęście zanim ruszyliśmy z pokazem był wykład i stało się jasne, dlaczego Stephan King uznał ten film za „naprawdę przerażający”.

Chodzi o to, że w 1630 roku niektóre najbardziej purytańskie rodziny ze starego świata wyruszyły na nowy ląd by tam żyć bardziej w zgodzie ze swoimi zasadami. Wszyscy mieli dużo dzieci i osiedlali się w Nowej Anglii. Przyciągali ze sobą choroby cywilizacyjne, które dziesiątkowały rdzenną ludność Ameryki (takie plagi ospy wyniszczały do 90% całych szczepów). Było im trudno, europejskie sadzonki się nie przyjmowały, tęsknili za jabłkami (bo to przecież hodowlane) i każdą plagę przyjmowano jako karę za mało pobożny tryb życia. I stąd już był tylko krok do histerii związanej z urokiem i czarownicami. Najbardziej znany przykład to Salem, gdzie tak naprawdę zginęło wyłącznie 25 czarownic (w tym 4 w szpitalu), co jest niczym w porównaniu do pogromów europejskich. W tym samym czasie w Europie dziesiątkowano po całe wsie i jednorazowo palono po 120 osób na stosach (btw.Ameryka wieszała, a nie paliła). No, ale Amerykanie mają duży dar do nagłaśniania wydarzeń z własnego podwórka, stąd o Salem wiedzą wszyscy 🙂

<><>

Znalazłam w końcu ciasto filo. Polowałam na nie przy okazji kuchni tematycznych, ale ciągle tego nie było, a tu przypadkiem odkryłam, że ono jest w regularnej sprzedaży (szukajcie w dużych supermarketach przy ciastach francuskich i ciast na pizzę). Z jednego opakowania zrobiłam dwa przepisy (tartę ze szpinakiem -pycha i baklawę – dobre, ale za słodkie) i będą kolejne. Mam chęć na strudel z jabłkami i wydaje mi się, że wieprzowina będzie bardzo dobra. Ciasto jest cudowne, nakarmiłam wczoraj Lutkę i babcia będzie też robiła dziadkowi 🙂 No i tak naprawdę łatwe do wykonania 🙂

Jesienna… dieta (energetyczna)

Mówiłam już, że na jesieni dobrze się  je? No dobrze się je…

Mam fotki z soboty. Najpierw nas ubrali w czarne koszulki, potem przegonili, ale tak delikatnie, bo trening to miał być taki ROZBIEG przed niedzielą, a na koniec nakarmili! Weszliśmy do sali, gdzie był podany BRUNCH, a na stołach była góra wegańskich przysmaków… Różnego rodzaju granole z owocami (wszystko poukładane w stertach miseczek), puddingi z nasion chi w wysokich kubkach oraz różne napoje w małych buteleczkach. Mleka (kokosowe i ryżowe) do podlania musli oraz świeże soki z kiwi, szpinaku, bananów i innych owoców. I najpierw z koleżanką się pośmiałyśmy, że czasem BYWAJĄ takie obciachowe typy bankietowe, które nie potrafią się zachować, a potem zrobiłyśmy dokładnie to samo co wyśmiewałyśmy 😀 Nie dość, że się obżarłyśmy na miejscu, to jeszcze w rękawkach wyniosłyśmy do domu…

Niżej mnie widać. Na samym końcu, po prawej, kucyk, niebieska bluza:

Jest teraz taki trend, że na podeszwie piszesz sobie wynik jaki chcesz osiągnąć 🙂

Tu mnie widać jak schodzę po schodach…

A tu już jemy… i słuchamy rozmowy ze zwycięzcą maratonu. Ja po prawej, z nosem W MISCE, w tylnym rzędzie 😉

<><>

Lecz co to ma wspólnego z jesiennym jedzeniem? Ano postanowiłam przebudować moje śniadania. Chciałabym zrobić sobie granolę (kiedyś już zrobiłam) i jadać owsiankę 🙂 Dziś START!

Płatki owsiane, polane jogurtem, miodem i ozdobione figą 🙂 Tradycyjnie muszę uzupełnić lodówkę i zaplecze owsiano-orzechowe, ale bardzo mam na to ochotę!



Kolejna 10-tka!

Po 4 miesiącach przerwy w bieganiu i po pięciu treningach przygotowujących, rozpoczęłam sezon biegowy. Pierwszy mierzony bieg poszedł… średnio 🙂 Czas powyżej godziny, zbliżony do tego, który miałam rok temu :/ Ale za to biegłam ze znajomą, cały czas gadałyśmy, a na metę wbiegłam właściwie niespocona 🙂 Było po prostu przyjemnie. Jakoś tak przez te ostatnie 4 miesiące osiągnęłam stan, że tak naprawdę wynik nie jest istotny i wcale nie musi być tak, że moim celem jest maraton. Lubię społeczność biegową. To tak jak chodzisz do klasy „a” i wiesz, że ci z „b” i „c” to matoły 🙂 I nie, nie, nie, jak nie biegacie, to nie jest tak, że mam Was nie doceniam, ale to, że ja biegam, to po prostu czuję się zaprzyjaźniona z wszystkimi, którzy biegają.

Na 10 tysięcy biegnących, byłam równo w połowie, a w kategorii K40-340. Na ósmym kilometrze złapała mnie kolka, myślę, że będą fajne zdjęcia, bo było słońce. Jak będą to wkleję. Na razie dwa. Przed biegiem i PO!