liściowisko

Zabrałam się za grabienie i zza płotu zauważyłam, że podjechał sąsiad. I tak zagadałam:

  • Grabię te liście, bo strasznie ich dużo leży.
  • A ja, pani Justynko, kupiłem sobie odkurzacz do liści!
  • Niemożliwe?! A jak tak się nabijałam z Jacka i Joli, że mają taki gadżet!
  • Ja też się nabijałem, ale dopadła mnie rwa kulszowa.
  • Mówią, że trochę liści warto zostawić.
  • Trochę tak, ale jak na wiosnę, takie zgniłe leży to niefajnie. Proszę zobaczyć: dopiero przywiozłem ze sklepu.
  • Nówka-sztuka! Teraz tylko złożyć.
  • Z tym będzie problem…

Ale się chyba udało, bo warczy tym urządzeniem już dłuższą chwilę 🙂

Poranek rozpoczęłam od biegania i strasznie się zmachałam, więc jak wróciłam do domu, to po prostu zasnęłam. Dzieci same zrobiły sobie śniadanie, za to wieczorem zabieram je na koncert muzyki perskiej dla całej rodziny 🙂 Bezpłatne to i nie mamy wejściówek, ale organizatorka namawiała mnie, że jak przyjdziemy „na żywca” to nas gdzieś wciśnie 🙂

Zbilansowany bilans

Odbębniłam bilans z Łucją. Tzn. nie ma czegoś takiego jak bilans 11-latka, ale ponieważ towarzystwo, odpukać, nie choruje, to raz w roku robię im takie kompleksowe badania. Wzrost, waga, ciśnienie i wzrok. Przesuwałam to 3 razy, ale nie chciałam, żeby nachodziło jej na któreś zajęcia, a te jak wiadomo ułożyły się dopiero teraz. Wszystko w porządku, lekarka się mnie zapytała, czy chcę jej zrobić badanie krwi, skoro nigdy nie miała robionego i chciałam. Pewnie zajmiemy się tym, za tydzień w piątek.

Potem pojechałyśmy na rynek, na który dzieci uwielbiają jeździć i nakupowałyśmy różności. A taką kapustę kiszoną to panna wrąbała w aucie 🙂 Potem przyszłyśmy i Łucja przygotowała sobie śniadanie. Zasiadła z talerzykiem, wykrzyknęła do mnie: Czy chcesz zobaczyć jak wygląda ZBILANSOWANA dieta? I włączyła sobie telewizor. Podeszłam, zobaczyłam i poszłam po aparat… 😉

<><>

Do Łucji przyszła koleżanka… Zuzia ma w domu porządek, lubi porządek i zawsze robi Łucji porządek na biurku. I zobaczyła w rogu sufitu pająka:

  • O Łucja! Jaką masz fajną halloweenową dekorację!

Łucja spojrzała na nią i powiedziała:

  • Zuzia, to przecież prawdziwy pająk.
  • Aaaa… Ale to będzie pasował na Halloween.
  • Nie. Do tego czasu, on stamtąd odejdzie i będzie w innym miejscu.

🙂 I kolejny set zaproszeń. Tym razem Mieszka. Lilka swoje zrobiła i błyskawicznie zaniosła, zanim uwieczniłam. A te zdążyłam!

miauknięcia

Znalazł się Klarens. Ostatni raz widziałam go w piątek, w weekend mnie nie było, a wczoraj wieczorem się pojawił! Miałam taki sen w sobotę, w tej Łodzi, że usłyszałam miauknięcie. Tak głośne, że aż się obudziłam. I tak myślałam, że może to jemu coś się stało? Wczoraj zajrzałam do weterynarza- u nas weterynarz pełni funkcję ostrego dyżuru zaginionych i znalezionych zwierząt, ale info o czarno-białym kocie nie było. Polecono mi stronę save-animals, gdzie są zamieszczane takie zgłoszenia, ale ruch tam jest niewielki. Zresztą kto by go dał radę złapać?

Ale przyszedł. Noc przespał, rano wyszedł, wrócił i śpi znowu 🙂 Zrobiłam mu kilka zdjęć, bo już szykowałam się do drukowania plakatów i odkryłam, że dawno go nie fotografowałam 🙂

I przy okazji Miaustra. Imię wymyślił Mieszko, bo dokładnie tak na imię pręgowana kotka w Lego Ninjago 🙂 Tak jak już pisałam, doszła w połowie lata i mam wrażenie, że ktoś ją podrzucił. Jest wysterylizowana, ma około 8 lat, załatwia się wyłącznie w domu, a jak raz na jakiś czas wystawiam ją na dwór, to po 5 minutach w histerii wraca. Lubi siedzieć na brzegu wanny, śpi na łóżku Łucji i ma na takie nawyki kota, który mieszkał w pomieszczeniu zamkniętym. Bo np. lubi wchodzić tam gdzie jest wysoko – Klarens to olewa, prawdziwe życie jest za drzwiami, a dom służy do wygody i jest bezpieczny w każdym jego miejscu.

<><>

Ruszamy z szykowaniem do Halloween. Dynię dzieciaki zrobią w przyszłym tygodniu, stroje już mamy, więc czas zapraszać gości! Nie robię w tym roku klasycznej imprezy, za to zapraszamy: NA wspólne świętowanie Halloween. Czyli zbiórka u nas w domu i potem już idą na cukierkowe polowanie!  Rano zrobiła zaproszenia Łucja, a po południu pewnie zrobią maluchy.  Kupiłam taką paczkę plastikowych pająków, ale okazało się, że to pierścionki, więc do każdego zaproszenia taki dołączamy!

Wyspacerowana

Pojechałam dziś na grzyby. Marudziłam i marudziłam i w końcu udało mi się Ciasteczkowego wyciągnąć. Chciałam gdzieś blisko, a on wszystkie okoliczne zakątki zna doskonale. I? I grzybów nie było 🙂 Po drodze dzwonił do kumpla-grzybiarza i rzeczywiście już się skończyły. Zebraliśmy całe PIĘĆ, z czego ja JEDEN…

<><>

  • Łucza, jak tam w szkole?
  • Dobrze. Mogę z Tobą oglądać?
  • Yyyy… Nie. To jest serial o tym jak powstała pornografia. Zostało mi 6 koszulek. Szybko przeprasuję i wyłączam. Śmigaj na razie na górę.

Świetne są te „Kroniki Times Square”. Takie prawdziwe i realistyczne. Z kimś ostatnio rozmawiałam o książkach. I usłyszałam termin „fabuła szkatułkowa”, kiedy w jednym wątku ukryty jest kolejny. Taki właśnie jest ten serial. Na basenie widzieliśmy Radeczka, który strzelił focha-giganta. I Mieszko miał pierwszą lekcję karate. Prowadzący kazał się tytułować: trener albo sensei 🙂 Młody jest zachwycony! 🙂

sunny day

Wyobraźcie sobie, że Mieszko po dwóch lekcjach nauki na pianinie… gra :0 Co prawda na jedną rękę, ale GRA. A co więcej: kolejna lekcja w czwartek, a on codziennie ćwiczy! PLUS: mamy też pierwszy basenowy sukces: gość w końcu opanował pływanie na plecach. Ma również nowego kolegę – Maxa, który mieszka na osiedlu obok. Już się nawet raz po lekcjach spotkali 🙂 Btw. Max robi gwiazdy. Idzie i robi gwiazdy. Zachwycona zapytałam jego mamy, kto go tego nauczył, a ona odpowiedziała, że SAM się nauczył i mają z tym problem, bo on tego nie kontroluje i robi to na ulicy. Idzie i bach gwiazda. A tam przecież i ulica,  i szkło może leżeć. 🙂 Niesamowite!

Łucja rozwaliła buty na jesień (na zimę ma) i potrzebne były kolejne. Takie z lekkim zapasem, żeby na wiosnę były, bo jesień to już… I okazało się, że teraz ma 35, a jedyne, które się jej spodobały, były z działu damskiego, gdzie numery zaczynają się od 36… Takie też wzięłam. 36?? Ja przed dziećmi miałam 37!

<><>

  • Oszlifowałem ten kluczyk do kominka. Podjadę sprawdzić, czy pasuje.
  • Podjeżdżaj. Tylko jest Łucja, bo rano się coś źle czuła i ma dziś wolne.

Nie pasował. Cały czas coś tam jest do poprawienia. Ale zaproponowałam herbatę:

  • Dam Ci do niej pigwę. To TO co rosło przed domem. Stężenie witaminy c większe niż w cytrynie. Czujesz?
  • Nie. Bo za dużo soku malinowego nalałem. Ale twarde.
  • DLACZEGO Ty to jesz??
  • Bo dałeś.
  • To miała być taka ozdoba dna kubka!!!
  • Da się zjeść.

To przecież twarde :/

finał prac ogrodowych

Piękna jesień się zrobiła, więc uruchomiłam kosiarkę. Skosiła trawę i zebrała trochę liści, czyli więcej w TYM roku NIE koszę. Podobno się nie powinno kosić jesienią, bo w leżących na ziemi liściach mieszkają różne zwierzątka, więc TO co od TEJ pory spadnie, będzie leżeć do wiosny! Przycięłam również trochę zwiędłych bylin i podpierając się pomocnym zestawem rąk (Ciasteczkowego) zamontowałam kratkę podtrzymującą jeden krzak. Ciepło ma być do weekendu, a potem już tylko zima 🙂

Może to za wcześnie na radość, ale nie miałam tej jesieni myszy 🙂 Rok temu była plaga, a w tym roku spokój. I dobrze.

Ach, i zamknęłam program zajęć dodatkowych. Duże uff. Połowa października. Doszedł ostatni element, czyli karate Mieszka. Dojo będzie w szkole, a zajęcia będą zaraz po lekcjach w środę i w piątek. Na takiej niedużej sali gimnastycznej, razem z 3 kolegami z nowej klasy.

<><>

Trzy fotki przed tygodnia. Ja i Łucza oraz finiszująca Lilka:

źmachana

W piątek spotkanie z dziewczynami odpuściłam. Napisałam im, że nie dam i odpuściłam. Zasypano mnie foteczkami ze spotkania, ale wiedziałam, że powinnam była TAMTEN grafik poluzować… Zresztą wstawałam rano, żeby dotrzeć do Łodzi. Się tam uczyłam, i uczyłam… Było dużo tego materiału, więc jak w końcu w sobotę wieczorem się zakończyło, pożyczyłam rower i przez godzinę jeździłam po Piotrkowskiej. Zjadłam hambuxa, zajrzałam do Tigera po Halloweenowe gadżety i wróciłam na noc do hostelu -późno zabrałam się bukowanie noclegu i na tę noc miałam do wyboru tylko albo hostel, albo jakiś coś poza moim finansowym zasięgiem. No to dobra, były też hotele poza centrum, ale chciałam mieć wszystko blisko. Dziś był cd, ale już jestem.

I co teraz? Będę mieć kolejne spotkania, być może w październiku i listopadzie. A potem zobaczymy co dalej. Dzieciaki w tym czasie (jak ja byłam na wyjeździe), pobiegły w dziecięcym biegu i prywatne kolekcje całej trójki powiększyły się o kolejne medale.

weekendowo

Jakoś ponad rok temu znajoma zaprosiła mnie do klubu. Robiła charytatywną imprezę dla swojego syna, więc chciałam pójść. Klub był fajny, impreza zaczynała się o 20-stej i tak też tam dotarłam. Oczywiście jej jeszcze nie było (napisała, że będzie po 23-ciej), a ponieważ nikogo nie kojarzyłam zagadałam do dziewczyn na wejściu, że pomogę im przy sprzedaży biletów i wycinaniu losów na loterię. No bo nikogo nie znałam i tak gupio samemu w klubie siedzieć. I tak wpuszczałyśmy tych ludzi, potem przy szatni robiliśmy jakiś ruch z przesuwaniem kanap, żeby zrobić miejsce, a po półtorej godzinie się zmyłam. Powiedziałam, że lecę na kawę i się zmyłam. Ale jak wsiadłam do auta to się rozbeczałam, że jestem taka sama. Bo tak naprawdę to strasznie słaba akcja być samemu w klubie.

Chwilę później byłam na jakimś burleskowym evencie, gdzie zabrałam sąsiadkę z boyfriendem i ona tak strasznie mi później dziękowała, że nigdzie nie wychodzą. I pomyślałam sobie: co za bzdura, przecież ona kogoś ma, więc co to za problem? Po co z kimś być, skoro nie możesz spędzać z nim czasu?

 

Bardzo dużo się od tego czasu zmieniło. Otoczyłam się ludźmi i wszystko to są nowe znajomości. Wiem, że mogłam próbować wrócić w środowisko sprzed lat 10-ciu, ale jeśli uciekłam (bo to jest ucieczka) w małżeństwo i dzieci, tzn. że nie było tam wszystkiego co jest mi potrzebne. I potrzebowałam czegoś nowego. I udało się. Jak biegam w biegach, które przecież są po 10 tysięcy ludzi, to zawsze kogoś znajomego spotkam. Zawsze. Jak biegłam mój pierwszy bieg to nie znałam nikogo. A teraz co chwila: O, cześć, też biegniesz? Jak chcę pójść na jakąś burleskę, albo tak jak ostatnio wykład o Fridzie, to też zawsze kogoś spotkam (to przy tym się kręci towarzystwo pin-upowe). A jak idę na siłownię, to też mam tam całą masę znajomych (i to zarówno ćwiczących, jak i instruktorów) W tej sytuacji nawet jak mi wpadają samotne wieczorki z pokazami filmów to sytuacji nie odbieram już tak tragicznie.

Minusy? Ja naprawdę nie mam na nic czasu 🙂 Dziś wieczorem mam kolejne pin-upowe spotkanie połączone ze zdjęciami w stylu halloween i bardzo mi to NIE pasuje. Dziewczyny od dwóch tygodni gromadzą akcesoria, a ja jestem myślami gdzie indziej. Bo jutro wcześnie rano wyjeżdżam. Znalazłam sobie szkolenie i bardzo chcę na nim być. Nic Wam o nim nie powiem, bo to dość ważne dla mnie, ale wracam dopiero w niedzielę i to bardzo późno (napiszę coś wtedy). W temat wprowadziłam Ciasteczkowego, bo to urywa nasz weekend i temat wydał mu się zupełnie absurdalny, ale oczywiście potrzebę zrozumiał. Szkolenie jest edukacyjne, będzie kilkuetapowe, a to będzie etap pierwszy 🙂

sztuka rezygnacji (z atrakcji)

Ha, no to założyłam sobie kartę do Selgrosa 😉 Z Łucją pojechałam i zrobione. Zakupy zresztą też. Łaził za nami koleś w stroju fioletowej krowy z czekoladkami na tacy. I co wchodziłyśmy w kolejną alejkę po chwili nas tam znajdował i ja wtedy wykrzykiwałam: Nareszcie nas znalazłeś i brałyśmy po kawałku kolejnej czekoladki! Ale co zabawne, spotkałam znajomą. Ona też ma trójkę i też takiego drobiazgu. Jej córka chodzi do klasy z Lilą, a syn z Mieszkiem (tylko, że ona ma jeszcze takie pośrodku). I tak gadamy i ona mówi:

  • Tak mam w tym roku plan ułożony, że mają tak samo!
  • Mi się tak nie udało, ale już się przyzwyczaiłam.
  • Trzy dni w tygodniu, to mam aż – tu ściszyła głos… – PIĘĆ godzin wolnego.
  • U mnie max dwie 🙂

<><>

Strasznie mi się napięty weekend szykuje. :/ Chętnie bym się wymiskowała przynajmniej z jednej atrakcji, ale nie bardzo jest jak… I w kółko myślę, że nieźle się znowu zmacham :/ No nic, nauczka na przyszłość, by ustalać sobie priorytety i nie ładować się we wszystko, co mi sie nawinie :/

 

Za to z plusów, na stronie szkoły pojawił się w końcu plan lekcji, który uzupełniłam o dodatkowe zajęcia i wydrukowałam. Trzy takie kartki na lodówce są najważniejszymi dokumentami każdego tygodnia 😉 Btw. na e-dziennik wchodzą na swoim kompie dzieci. To chyba nie jest jakoś bardzo niewłaściwie, a one lubią, a w ten sposób sprawdzają sobie info kiedy i jakie zastępstwa oraz nadchodzące sprawdziany. I informują mnie o tym. I dobrze 🙂

Orzechy między zębami

  • Mamo, a jaka ocena Cię satysfakcjonuje? Z matematyki, dla mnie?
  • O co dostałaś, Łucza?
  • Trójkę. Ze sprawdzianu.
  • Jakie były inne oceny?
  • Najwyższa była czwórka. Nie było jedynek.
  • Mocna trója nie jest zła. Ważne, żebyś czuła, że tu umiesz. I żebyś nie musiała się stresować kolejną lekcją.
  • Aha. To dobrze.
  • I nie będę się zachowywać jak babcia Lucia, że chcę JEDEN raz w życiu zobaczyć czerwony pasek, chociaż…
  • Ale mamo! – wcięła się nam w pogawędkę Lila- Ten czerwony pasek to lipa! On jest namalowany na świadectwie!!!

:)To prawda :))

Wygląda na to, że w końcu rozpędził się ten rok szkolny. Ramówka, choć jeszcze nie podomykana, to już właściwie gotowa, wysupłuję skrawki czasu na siłownię, wyrabiamy się z lekcjami i posiłkami. Dziś znajoma poprosiła mnie czy nie nie mogłabym być świadkiem na jej rozwodzie. Oczywiście zgodziłam, ale nie jest mi to jakoś na rękę. To będzie dzień, kiedy będę musiała GDZIEŚ być, co pewnie skomplikuje plan tego dnia.

Nie jest takie złe, że dzieci mają rozjechany plan, bo chociaż mam mniej czasu, to przydają się te chwile, kiedy mogę być tylko z jednym. Czy to do lekcji, czy do wspólnych wypadów do sklepów (bo wyprawa ze mną do stonki to jest jakaś niezwykła przygoda :)) I nawet to, że Mieszko ma lekcje pływania w inny dzień niż dziewczyny nie jest złe. O tej 14-stej na basenie jest pusto, na czas lekcji ja robię sobie trening pływacki, a młody ma w ten sposób 2x w tygodniu basen (bo dziś jak dziewczyny miały lekcje, to przecież też był, tylko, że pływaliśmy sobie razem).

<><>

Lila rozmawia z Mieszkiem:

  • Lubisz oblizywać sobie zęby?
  • Tak. Ale tylko wtedy gdy mam orzechy między zębami.