
Goście stawili się od strony CAŁEJ trójki. Były i koleżanki dziewczyn i kolega Mieszka. Dekoracje w większości pochodziły „z pudła”. Kupiłam tylko dwie paczki pajęczyn, bo one są świetne 🙂


Nie zdążyłam upiec babeczek, za to Łucja ozdobiła mini bezy pisakami z lukrem. „Upiorne bezy”?



Łucja miała kostium z KOŚCI, Mieszko miał bluzę w nietoperze, a Lilka miała top w mumie. I naszyjnik z oczu i kapelusik z pająkiem. I pacynkę z dynią 🙂

Ja byłam Fridą 😉 A Łucja po namyśle doszła, że i JEJ należy się makijaż. Oj, długo to zmywałyśmy potem w wannie 🙂

Fajny wynalazłam pomysł na plastyczną aktywność. Chodziło o to, żeby CZYMŚ zająć dzieci zanim wszystkie się zbiorą. I ozdabiały papierowe torby (miałam z lat poprzednich) kotkami. Kotka maluje się akwarelami, a potem SŁOMKĄ rozdmuchuje farbę. I wychodzą takie włosy! Dokleja się oczy, maluje pyszczek i voila! Dokładny przepis STĄD.


A potem ruszyły! A ja zostałam z Miaustrą i Klarensem myjącym się nad bezami… 🙂 I wydawałam w drzwiach kolejnym ekipom stukającym z okrzykiem: Cukierek albo psikus!


<><>
- Psikus albo cukierek!
- NIE. I pokręciłeś!
- Wiem. Cukierek albo psikus!
- Tu masz cukierki.
- Wszystkie takie same. To też krówka?
- Też. Ale to są czekoladowe, a to mieszanka z galaretkami.
- Dobre. Lubię słodycze.
- Wiem.
- A psikus?
- Mam majtki z nietoperzem.
- Czyli zostaję na noc.
- Nie. Po tylu słodyczach to oni będą mi pół nocy łazili!
