Czytałam ostatnio coś tam o tym, żeby OBCIĄŻAĆ dzieci obowiązkami. Była nawet tabelka, co w jakim wieku. Nie pamiętam gdzie, zresztą lista wydała mi się trochę za duża. Natomiast wdrażam towarzystwo w domowe zajęcia. Pamiętam, że Lutka kiedyś mądrze powiedziała, że to jest bardzo niesprawiedliwe, że jak człowiek jest młody to ma tyle na głowie. Ma najwięcej roboty w pracy, nie umie jeszcze tego przerabiać, a starsi przebiegle coś Ci co chwilę podrzucają. Dzieci są małe, a wydatki ciągle za duże i ciągle nieprzewidywalne. Tak jest. Żeby więc wygrać dłuższe chwile dla siebie warto wciągnąć WSZYSTKICH domowników w ogarnianie codzienności.
Wieczór: panny muszą się SAME spakować na kolejny dzień – po kilku akcjach w ubiegłym roku, kiedy ciągle kursowałam na odcinku dom-szkoła, bo coś było potrzebne na plastykę/matematykę/w-f powiedziałam NIE. Jak CZEGOŚ nie wezmą, mają nieprzygotowanie.
Wieczór cd: cała trójka przygotowuje sobie ubrania na dzień kolejny. Kąpią się też same. Same wycierają i smarują kremem (to ważne, bo na basenie Mieszko sam wchodzi do szatni męskiej).
Rano: każdy pamięta o zabraniu stroju na w-f, śniadaniówki i kluczyków do szafki.
Południe: dziewczyny pomagają mi z obiadem. Liliana dziś rozbiła kotlety i obtoczyła je w panierce. Łucja regularnie robi sałatki. Soli ogórki oraz uciera w robocie marchewki z jabłkiem. Dodaje śmietanę/sól/cukier/cytrynę.
Południe: Mieszko wyrzuca śmieci. Cała trójka uzupełnia brakujący papier toaletowy. Dziewczyny rozkładają wyprasowane ubrania po szafkach.
Chyba tyle. Pilnuję też, żeby kurtki były w pomieszczeniu gospodarczym, a tornistry w jednym miejscu, ale to trzeba przypominać No i bajzel mają na biurkach, ale do lekcji siadają same. I nie zmuszam. Koleżanka Łucji odkurza w domu, ale Łucja powiedziała: NIE. No więc nie.
