Zabrałam się za grabienie i zza płotu zauważyłam, że podjechał sąsiad. I tak zagadałam:
- Grabię te liście, bo strasznie ich dużo leży.
- A ja, pani Justynko, kupiłem sobie odkurzacz do liści!
- Niemożliwe?! A jak tak się nabijałam z Jacka i Joli, że mają taki gadżet!
- Ja też się nabijałem, ale dopadła mnie rwa kulszowa.
- Mówią, że trochę liści warto zostawić.
- Trochę tak, ale jak na wiosnę, takie zgniłe leży to niefajnie. Proszę zobaczyć: dopiero przywiozłem ze sklepu.
- Nówka-sztuka! Teraz tylko złożyć.
- Z tym będzie problem…
Ale się chyba udało, bo warczy tym urządzeniem już dłuższą chwilę 🙂
Poranek rozpoczęłam od biegania i strasznie się zmachałam, więc jak wróciłam do domu, to po prostu zasnęłam. Dzieci same zrobiły sobie śniadanie, za to wieczorem zabieram je na koncert muzyki perskiej dla całej rodziny 🙂 Bezpłatne to i nie mamy wejściówek, ale organizatorka namawiała mnie, że jak przyjdziemy „na żywca” to nas gdzieś wciśnie 🙂
