Odbębniłam bilans z Łucją. Tzn. nie ma czegoś takiego jak bilans 11-latka, ale ponieważ towarzystwo, odpukać, nie choruje, to raz w roku robię im takie kompleksowe badania. Wzrost, waga, ciśnienie i wzrok. Przesuwałam to 3 razy, ale nie chciałam, żeby nachodziło jej na któreś zajęcia, a te jak wiadomo ułożyły się dopiero teraz. Wszystko w porządku, lekarka się mnie zapytała, czy chcę jej zrobić badanie krwi, skoro nigdy nie miała robionego i chciałam. Pewnie zajmiemy się tym, za tydzień w piątek.
Potem pojechałyśmy na rynek, na który dzieci uwielbiają jeździć i nakupowałyśmy różności. A taką kapustę kiszoną to panna wrąbała w aucie 🙂 Potem przyszłyśmy i Łucja przygotowała sobie śniadanie. Zasiadła z talerzykiem, wykrzyknęła do mnie: Czy chcesz zobaczyć jak wygląda ZBILANSOWANA dieta? I włączyła sobie telewizor. Podeszłam, zobaczyłam i poszłam po aparat… 😉

<><>
Do Łucji przyszła koleżanka… Zuzia ma w domu porządek, lubi porządek i zawsze robi Łucji porządek na biurku. I zobaczyła w rogu sufitu pająka:
- O Łucja! Jaką masz fajną halloweenową dekorację!
Łucja spojrzała na nią i powiedziała:
- Zuzia, to przecież prawdziwy pająk.
- Aaaa… Ale to będzie pasował na Halloween.
- Nie. Do tego czasu, on stamtąd odejdzie i będzie w innym miejscu.
🙂 I kolejny set zaproszeń. Tym razem Mieszka. Lilka swoje zrobiła i błyskawicznie zaniosła, zanim uwieczniłam. A te zdążyłam!

