Jakoś ponad rok temu znajoma zaprosiła mnie do klubu. Robiła charytatywną imprezę dla swojego syna, więc chciałam pójść. Klub był fajny, impreza zaczynała się o 20-stej i tak też tam dotarłam. Oczywiście jej jeszcze nie było (napisała, że będzie po 23-ciej), a ponieważ nikogo nie kojarzyłam zagadałam do dziewczyn na wejściu, że pomogę im przy sprzedaży biletów i wycinaniu losów na loterię. No bo nikogo nie znałam i tak gupio samemu w klubie siedzieć. I tak wpuszczałyśmy tych ludzi, potem przy szatni robiliśmy jakiś ruch z przesuwaniem kanap, żeby zrobić miejsce, a po półtorej godzinie się zmyłam. Powiedziałam, że lecę na kawę i się zmyłam. Ale jak wsiadłam do auta to się rozbeczałam, że jestem taka sama. Bo tak naprawdę to strasznie słaba akcja być samemu w klubie.
Chwilę później byłam na jakimś burleskowym evencie, gdzie zabrałam sąsiadkę z boyfriendem i ona tak strasznie mi później dziękowała, że nigdzie nie wychodzą. I pomyślałam sobie: co za bzdura, przecież ona kogoś ma, więc co to za problem? Po co z kimś być, skoro nie możesz spędzać z nim czasu?
Bardzo dużo się od tego czasu zmieniło. Otoczyłam się ludźmi i wszystko to są nowe znajomości. Wiem, że mogłam próbować wrócić w środowisko sprzed lat 10-ciu, ale jeśli uciekłam (bo to jest ucieczka) w małżeństwo i dzieci, tzn. że nie było tam wszystkiego co jest mi potrzebne. I potrzebowałam czegoś nowego. I udało się. Jak biegam w biegach, które przecież są po 10 tysięcy ludzi, to zawsze kogoś znajomego spotkam. Zawsze. Jak biegłam mój pierwszy bieg to nie znałam nikogo. A teraz co chwila: O, cześć, też biegniesz? Jak chcę pójść na jakąś burleskę, albo tak jak ostatnio wykład o Fridzie, to też zawsze kogoś spotkam (to przy tym się kręci towarzystwo pin-upowe). A jak idę na siłownię, to też mam tam całą masę znajomych (i to zarówno ćwiczących, jak i instruktorów) W tej sytuacji nawet jak mi wpadają samotne wieczorki z pokazami filmów to sytuacji nie odbieram już tak tragicznie.
Minusy? Ja naprawdę nie mam na nic czasu 🙂 Dziś wieczorem mam kolejne pin-upowe spotkanie połączone ze zdjęciami w stylu halloween i bardzo mi to NIE pasuje. Dziewczyny od dwóch tygodni gromadzą akcesoria, a ja jestem myślami gdzie indziej. Bo jutro wcześnie rano wyjeżdżam. Znalazłam sobie szkolenie i bardzo chcę na nim być. Nic Wam o nim nie powiem, bo to dość ważne dla mnie, ale wracam dopiero w niedzielę i to bardzo późno (napiszę coś wtedy). W temat wprowadziłam Ciasteczkowego, bo to urywa nasz weekend i temat wydał mu się zupełnie absurdalny, ale oczywiście potrzebę zrozumiał. Szkolenie jest edukacyjne, będzie kilkuetapowe, a to będzie etap pierwszy 🙂
