- Mamo, a jaka ocena Cię satysfakcjonuje? Z matematyki, dla mnie?
- O co dostałaś, Łucza?
- Trójkę. Ze sprawdzianu.
- Jakie były inne oceny?
- Najwyższa była czwórka. Nie było jedynek.
- Mocna trója nie jest zła. Ważne, żebyś czuła, że tu umiesz. I żebyś nie musiała się stresować kolejną lekcją.
- Aha. To dobrze.
- I nie będę się zachowywać jak babcia Lucia, że chcę JEDEN raz w życiu zobaczyć czerwony pasek, chociaż…
- Ale mamo! – wcięła się nam w pogawędkę Lila- Ten czerwony pasek to lipa! On jest namalowany na świadectwie!!!
:)To prawda :))
Wygląda na to, że w końcu rozpędził się ten rok szkolny. Ramówka, choć jeszcze nie podomykana, to już właściwie gotowa, wysupłuję skrawki czasu na siłownię, wyrabiamy się z lekcjami i posiłkami. Dziś znajoma poprosiła mnie czy nie nie mogłabym być świadkiem na jej rozwodzie. Oczywiście zgodziłam, ale nie jest mi to jakoś na rękę. To będzie dzień, kiedy będę musiała GDZIEŚ być, co pewnie skomplikuje plan tego dnia.
Nie jest takie złe, że dzieci mają rozjechany plan, bo chociaż mam mniej czasu, to przydają się te chwile, kiedy mogę być tylko z jednym. Czy to do lekcji, czy do wspólnych wypadów do sklepów (bo wyprawa ze mną do stonki to jest jakaś niezwykła przygoda :)) I nawet to, że Mieszko ma lekcje pływania w inny dzień niż dziewczyny nie jest złe. O tej 14-stej na basenie jest pusto, na czas lekcji ja robię sobie trening pływacki, a młody ma w ten sposób 2x w tygodniu basen (bo dziś jak dziewczyny miały lekcje, to przecież też był, tylko, że pływaliśmy sobie razem).
<><>
Lila rozmawia z Mieszkiem:
- Lubisz oblizywać sobie zęby?
- Tak. Ale tylko wtedy gdy mam orzechy między zębami.
