Biegowy październik (uprzedzałam, że tak będzie!)

  • Kochanie, na Ciebie też czeka herbatka w prądem na mecie!- wykrzyknął koleś na poboczu do babki biegnącej przede mną.
  • Może być! – odkrzyknęła ona
  • To tylko skoczę po herbatkę!
  • Może być bez herbatki!

Kobiece biegi są wspaniałe, cudowna jest atmosfera, a kibice są przyjaźni. Byli samba-bębniarze niemalże na każdym kilometrze i świetnie oznakowana trasa.Tym razem pobiegłam z pannami i uwaga: chwalę się Lilką (9)! Panna była najmłodszą uczestniczką biegu i pobiegła wybitnie. Ja tak kursowałam pomiędzy nią, a Łucją, a Lila co chwila się zatrzymywała, czemu my tak wolno biegniemy, więc po 3 km (trasa miała 5 km) ją puściłam, że niech biegnie i na mecie, za medalami, ma zaczekać. Dobiegła z czasem 35 minut. Ona po prostu biegła. W kategorii 16+ (nie było niższej i ona wystartowała po wyrażeniu przeze mnie zgody na udział) była 20-sta.

To był bieg, w którym pobiegłam po raz pierwszy dwa lata temu. To był mój pierwszy bieg. I pierwsza mierzona piątka. Żeby przybliżyć Wam wynik Lilki, podam, że wtedy pobiegłam ten odcinek w 32 minuty. I byłam wykończona. Najlepsi dobiegają w 17 minut, a mój najlepszy mierzony czas na pięć to 28 minut. Na czas biegu Mieszkiem zajmowały się urocze męskie opiekunki ze strefy dziecka 🙂 Takie nianie, że chętnie bym do domu na dłużej wzięła 🙂

<><>

Rozmowa dzieciaków po drodze. Lilka:

  • A ja nie mogę się doczekać siódmej klasy.
  • A co będzie z siódmej klasie? – zapytała Łucja.
  • Pierwiastki.
  • A co to takiego?
  • To odwrócona potęga.

???????????