Pamiętacie, że miesiąc temu byłam na takim wykładzie o czarownicach? Wczoraj wieczorem byłam na kolejnym. Tym razem na warsztat wzięliśmy film nowszy. Witch Roberta Eggersa z 2015 roku. I powiem Wam, że amerykańskie kino niezależne jest bardziej oniryczne niż kinematografia japońska 😉 Na szczęście zanim ruszyliśmy z pokazem był wykład i stało się jasne, dlaczego Stephan King uznał ten film za „naprawdę przerażający”.
Chodzi o to, że w 1630 roku niektóre najbardziej purytańskie rodziny ze starego świata wyruszyły na nowy ląd by tam żyć bardziej w zgodzie ze swoimi zasadami. Wszyscy mieli dużo dzieci i osiedlali się w Nowej Anglii. Przyciągali ze sobą choroby cywilizacyjne, które dziesiątkowały rdzenną ludność Ameryki (takie plagi ospy wyniszczały do 90% całych szczepów). Było im trudno, europejskie sadzonki się nie przyjmowały, tęsknili za jabłkami (bo to przecież hodowlane) i każdą plagę przyjmowano jako karę za mało pobożny tryb życia. I stąd już był tylko krok do histerii związanej z urokiem i czarownicami. Najbardziej znany przykład to Salem, gdzie tak naprawdę zginęło wyłącznie 25 czarownic (w tym 4 w szpitalu), co jest niczym w porównaniu do pogromów europejskich. W tym samym czasie w Europie dziesiątkowano po całe wsie i jednorazowo palono po 120 osób na stosach (btw.Ameryka wieszała, a nie paliła). No, ale Amerykanie mają duży dar do nagłaśniania wydarzeń z własnego podwórka, stąd o Salem wiedzą wszyscy 🙂

<><>
Znalazłam w końcu ciasto filo. Polowałam na nie przy okazji kuchni tematycznych, ale ciągle tego nie było, a tu przypadkiem odkryłam, że ono jest w regularnej sprzedaży (szukajcie w dużych supermarketach przy ciastach francuskich i ciast na pizzę). Z jednego opakowania zrobiłam dwa przepisy (tartę ze szpinakiem -pycha i baklawę – dobre, ale za słodkie) i będą kolejne. Mam chęć na strudel z jabłkami i wydaje mi się, że wieprzowina będzie bardzo dobra. Ciasto jest cudowne, nakarmiłam wczoraj Lutkę i babcia będzie też robiła dziadkowi 🙂 No i tak naprawdę łatwe do wykonania 🙂


