Mówiłam już, że na jesieni dobrze się je? No dobrze się je…
Mam fotki z soboty. Najpierw nas ubrali w czarne koszulki, potem przegonili, ale tak delikatnie, bo trening to miał być taki ROZBIEG przed niedzielą, a na koniec nakarmili! Weszliśmy do sali, gdzie był podany BRUNCH, a na stołach była góra wegańskich przysmaków… Różnego rodzaju granole z owocami (wszystko poukładane w stertach miseczek), puddingi z nasion chi w wysokich kubkach oraz różne napoje w małych buteleczkach. Mleka (kokosowe i ryżowe) do podlania musli oraz świeże soki z kiwi, szpinaku, bananów i innych owoców. I najpierw z koleżanką się pośmiałyśmy, że czasem BYWAJĄ takie obciachowe typy bankietowe, które nie potrafią się zachować, a potem zrobiłyśmy dokładnie to samo co wyśmiewałyśmy 😀 Nie dość, że się obżarłyśmy na miejscu, to jeszcze w rękawkach wyniosłyśmy do domu…

Niżej mnie widać. Na samym końcu, po prawej, kucyk, niebieska bluza:

Jest teraz taki trend, że na podeszwie piszesz sobie wynik jaki chcesz osiągnąć 🙂

Tu mnie widać jak schodzę po schodach…


A tu już jemy… i słuchamy rozmowy ze zwycięzcą maratonu. Ja po prawej, z nosem W MISCE, w tylnym rzędzie 😉


<><>
Lecz co to ma wspólnego z jesiennym jedzeniem? Ano postanowiłam przebudować moje śniadania. Chciałabym zrobić sobie granolę (kiedyś już zrobiłam) i jadać owsiankę 🙂 Dziś START!
Płatki owsiane, polane jogurtem, miodem i ozdobione figą 🙂 Tradycyjnie muszę uzupełnić lodówkę i zaplecze owsiano-orzechowe, ale bardzo mam na to ochotę!
