i znowu nad wodę… do znudzenia…

Jestem całkowicie nieobiektywna jeśli chodzi o moje ulubione zakątki w Polsce. Ta ściana wschodnia to mnie jednak ciągnie chyba najmocniej (chociaż Stołowe też ;)… Mogłabym jeździć z góry na dół i z dołu na górę, bo właściwie to mam tu wszystko. Wybitne jedzenie, dziką przyrodę i zaskakujące atrakcje. Lubię i północne zakamarki, i okolice Białowieży, no ale na południu to już w ogóle jest creme de la creme...

Propozycji było kilka, ale TU jest polski biegun ciepła, 30-stopni i patelnia, więc wygrała stolica polskiego flisactwa. Przełomy, czyli mini wodospady Tanwii, chłodna rzeka przepływająca przez lasy, mikroklimat i stężenie jodu wyższe niż nad Bałtykiem.

Czas się tu zatrzymał. Babcie opalają się w grubych białych stanikach (muszę sobie kiedyś taki sprawić 😉, chłopaki pływają na oponach, maluchy biegają na golasa, a zakochane nastolatki wykorzystują sytuacyjną dogodność i z namaszczeniem smarują się nawzajem kremem do opalania. Btw. patrząc na nich Lilka uznała, że jej chłopak musi być masażystą 😉 Powiedziałam jej, że to świetny pomysł, bo mężczyzna musi mieć silne dłonie 🙂

Je się tu drożdżówki i porzeczkę, a popija wszystko Mirindą. Dzieciaki, które tu biegają są ładne i wiotkie, a ciemny piasek jest czysty i doskonały do budowania!