- Mamo, a miałaś fajerwerki?
- Nie.
- A ktoś miał.
- Widocznie ktoś też świetnie się bawił.
- A o której wróciłaś?
- O pierwszej w nocy.
- A dlaczego tak późno? I nie posmarowałaś mi siusiaka!
🙂 Byłam na spotkaniu klasowym. I było super. Nie lubię spotkań klasowych, migałam się od nich przez wiele lat, bo mam wrażenie, że tematy się wypaliły, ale TO było extra. Mało tego, o tej pierwszej wyszliśmy z knajpy, ja pojechałam do domu, a oni się jeszcze włamali na teren szkoły 🙂
Wydarzyła się jeszcze ważna dla mnie rzecz. Siedliśmy po dwóch stronach długiej ławy i w którymś momencie przyszedł chłopak, który jest policjantem, a właściwie był, bo oni wcześniej przechodzą na emeryturę. I on mnie gdzieś tam kiedyś wyśledził, że ja jestem sama. Wszedł i mówi: A po tej stronie single, bo tej żonaci i mężaci. I to to było takie lekkie i naturalne i jak ktoś tam się zdziwił, to przytaknęłam, że tak, że ja też.
To była dla mnie duża sprawa, bo się cały czas z tym maskuję i właściwie nawet spotkałam ostatnio w sklepie mamę koleżanki Lili ze szkoły i ona mi powiedziała, że się wyprowadzają. Ona z córką. I żeby jej nie potępiać, ale ona już nie chce być z mężem… Ja się jej NIE przyznałam. A tu to było takie łatwe. Okazało się, że pozostali z tą decyzją to świeżaki. Była jedna dziewczyna dokładnie w takiej sytuacji jak ja. Trójka małych dzieci, ale to ONA była wnioskodawcą pozwu, bo doszła do wniosku, że już nie da rady dłużej. I też ma te same etapy, że pierwszy wyjazd dzieci bez niej, to był dramat. Dla niej. Ale też leci czas (ona się rozwodziła pół roku później) i widzi, że NA RAZIE dzieci na tym zyskały. Że kontakt z ojcem stał się intensywniejszy i lepszy. I też te dzieci jej zasłaniają wszystko, i z jednej strony chciałaby sobie to życie ułożyć, z drugiej bierze pod uwagę, że to musiałby być ktoś szczególny, kto zaakceptuje nie tylko ją, ale i jej dzieci. I może być tak, że długo będzie sama.
Pomijając partnersko-rozwodowe sprawy, było dużo o przewartościowaniu życia. Jedna dziewczyna pod wpływem jakiejś książki rzuciła z mężem to co mieli i zdecydowali się na coś dużo prostszego. Mają czas na siebie, na rodzinę i na swojego synka. I nigdy wcześniej nie byli szczęśliwsi.
To był tak pozytywne, jak zanurzenie się w jakiejś grupie terapeutycznej. Jak niemalże w sekcie. Może te emocje mi opadną, ale na dziś planuję być w każdym kolejnym klasowym spotkaniu :))

