Bike season

Miasto rowerów to idealne miejsce do nauki jazdy rowerem. W czasach wielkiego PRL-u, dwa razy dziennie miasto zalewał potok dwukołowców. O 7rano i o 15 ulice trudno było przejść przez jezdnię. Miarowy i spokojny peleton wywierał niesamowite, choć co tu kryć przytłaczające wrażenie. Parkingi rowerowe były wielkie jak krakowskie Błonia, a stamtąd ludzka lawina wlewała się do jednej z trzech bram tętniącej fabryki.

Tu tu chyba powstały pierwsze ścieżki rowerowe w Polsce, a świadomość nadrzędności dwukołowców jest nieporównywalna z żadnym innym miejscem na świecie. Ścieżki rowerowe równoległe do ścieżek dla pieszych są w CAŁYM mieście, a w przypadku większych ulic są to osobne pasy dla jadących w jednym lub drugim kierunku.
Jeżdżą wszyscy, a pomijając liczne udogodnienia, panuje BARDZO sprzyjająca atmosfera do nauki dla dzieci. Pamiętam jak pięć lat temu jechałam z panną najstarszą, jechałam przodem i wołałam: „UWAGA! Za mną jedzie dziecko!” to zdarzało się, że ludzie zsiadali z rowerów, żeby mała użytkowniczka roweru miała wrażenie szerokości drogi i by przejeżdżała pewniej (!!!) Jak widać na fotkach niżej młody też już nieźle śmiga!

Są place manewrowe do nauki i są też bezpłatne rowery. Otworzyłam sobie konto, zainstalowałam sobie apkę na komórce (tak, nie mam już miejsca na Pakemony i zdjęcia kochanków;) i zaczęłam korzystać. I tu kolejna przyjemna sprawa: miasto na razie udostępnia rowery za darmo 😀 Bo rower z garażu od dziadków się absolutnie NIE nadaje.