Przygotowywałyśmy z Lutką pokój dla dzieci. Zanim rozłożyłyśmy materac trzeba było pozbierać porozwalane wszędzie zabawki. Babcia podniosła wiertło zabawkę…
- A skąd to jest? – zapytała i nacisnęła guzik. Wiertło zaczęło się kręcić.
- To my przywieźliśmy. To z jakiegoś zestawu ciastoliny. Zabawa w dentystę.
- Hmmm…
- NIE DOTYKAJ WIERTŁA! One używają tego do dłubania w nosie!
🙂 Jesteśmy u dziadków. Rano jeszcze wpadliśmy do veta z Klarensem bo sobie łapę kilka dni temu rozwalił, ale opatrzono i kot może dalej prowadzić swoje życie włóczykija. Będzie miał opiekę i lekarz przytaknęła, że jeśli NIE trzeba, kotów lepiej NIE przewozić. U dziadków zresztą już są kolejne dzikie kotki, które na razie Sziwy się boją, ale któż wie, może za kilka dni wkleję Wam zdjęcie suki, którą oblazły małe miauczące kłębki 🙂
