Szłyśmy sobie z Lutką ulicami jednego miasteczka na Drawskim…
- Oooo! To jest morwa! Ją można jeść! – i przyciągnęła do siebie zieloną gałąź.
- Morwa? Dlaczego nigdy wcześniej tego nie powiedziałaś?
- Rosły koło szkoły, zawsze na przerwie je jedliśmy.
- Ale skąd wiedziałaś, że je można jeść?
- Ktoś musiał nam powiedzieć.
- ALE dlaczego przez tyle LAT nie podzieliłaś się ze mną tą wiedzą???
Nie? Przecież to podstawowa wiedza jaką powinna przekazać matka córce!
Morwa okazała się być smaczna. Miała białe, oleiste owoce i lekko mdłym smaku. Sprawdziłam, że jest również super zdrowa. Zawiera duże stężenie resweratrolu, czyli silnego przeciwutleniacza, jaki występuje również w skórce winogron. Babcia twierdzi, że oni jadali czarną morwę i rzeczywiście owoce mogą być białe, czarne albo czerwone. Resztę wakacji chodziłyśmy więc z dziewczynami objadać tę morwę, a babcia nawet postanowiła, że zasadzi ją u siebie w ogródku. Tylko, że czarną bo podobno ma wyraźniejszy smak. Jeśli traficie to musicie spróbować 🙂

