Jak co roku, jak co ferie, głowię się jak tu wypełnić czas bez dzieci… W planie a)chciałam nawet ambitnie znaleźć jakąś pracę dla czasownika, ale za późno się za to zabrałam i nic z tego nie wyszło… Nie mam żadnego remontu do przeprowadzenia, stołu do s-cyklinowania a porządek w biurkach już zrobiony. Diabli bierze dzieciaki pod koniec lipca i tym razem na dłużej. Babcia JUŻ wzięła towarzystwo do siebie, żebym sobie odpoczęła (nie wiem po czym), więc szaleję z ogarnianiem domu i ogródka.
Rok temu chodziłam na warsztaty salsy i w tym w roku ten akcent FIT chcę utrzymać. Udało mi się wkręcić na warsztaty NIKE i to jest naprawdę super sprawa. Zajęcia są parę razy w tygodniu, w klubach i na placach. Prowadzone są przez jakąś fitnessową sławę (ostatnio była babka, która co na co dzień jest instruktorką w Miami :), dostajemy koszulki, opaski na włosy (wszystko z logo), a nawet bransoletki z napisem #lepszaja 😉 A, jeśli zajęcia są w klubach dostajemy też kupony na napoje do baru – biorę oczywiście bez%, bo przecież jestem autem, ale takie np. Mohito nawet bezalkoholowe ma przyjemny posmak wakacji i zbytku.
Żeby było lepiej cała atrakcja jest za darmo, więc muszę tylko pilnować by się załapać na kolejne zajęcia. Byłam już na dwóch, a jutro i w sobotę idę na kolejne już nie podpięte pod sportowego sponsora, a jakąś organizację zajmującą się Body i Mental Worshopami :0, więc sprawność jest podtrzymywana 🙂
Z plotek zdradzę Wam tylko, że pierwsze zajęcia na których byłam, odbyły się podczas szczytu NATO 😉 i biegałam po tej samej bieżni co Obama :)) No dobra, on biegał o szóstej rano, a ja o 10-tej, ale pomijając przesunięcie czasu, podeszwami stóp może się dotknęliśmy 🙂
Mam też specjalny pomysł na zajęciówkę rozwojową NIE tylko ciała, ale to zdradzę Wam później 🙂 A na razie lewy górny róg 😉

