Hokej… na trawie!

Pewnego razu nad jeziorem padał deszcz.
Poszliśmy więc na basen. Basen w ośrodku jest extra. Duży, z fajną wodą, wielką zjeżdżalnią i nie trzeba nosić czepków. Wchodzimy na pływalnię, a tam po środku NIMFY. Wszystkie o oliwkowej skórze, ciemnych migdałowych oczach i długich ciemnych włosach poprzylepianych do pleców, gdzieś poniżej linii łopatek. Wydały mi się strasznymi siksami. Trzy były konkretnie pryszczate, dwie miały aparat na zębach, ale ciała… miały jak Monika Belluci. Najpierw myślałam, że to tylko góra taka niesamowita, ale gdy zaczęły się wynurzać z tej wody to okazało się, że niżej mają talie osy, a jeszcze niżej szerokie i kołyszące się biodra. I każda ubrana w dużo za małe bikini.
Patrzyli się na nie wszyscy faceci na basenie. Oprócz jednego, który patrzył tylko na mnie 🙂 Dzień później na trybunach z nim rozmawiałam i okazało się, że to ich trener. Zabawne było bo zapytał mnie, czy JA jestem żoną jakiegoś sportowca, więc uśmiechnęłam się i odpowiedziałam, że „Tak” i że „Mąż ma na nazwisko Brzęczyszczykiewicz” (cyt. „Si. Mi marido se llama Brzęczyszczykiecz„) :))

 

Niemniej jednak w tamtej chwili, na tamtym basenie, patrzyłam tylko na te dziewczyny. One były jak w jakiejś świetlnej kuli, gdzie się śmiały, odgarniały włosy z ramion i ochlapywały wodą. Na brzegu, jeden obok drugiego stali sztywni i napięci ratownicy i nawet młody się mnie zapytał: „Mamo, KIM są te dziewczyny?

45 minut później wylądowaliśmy na saunie. Sauny w ośrodku są duże i koedukacyjne. Weszliśmy do suchej, było kilka osób, ale gość w rogu wykonał taki ruch jakby zamierzał się bardziej niż powinien rozebrać. Znacie takiego gościa. Taka masa, która myśli o sobie, że jest masą mięśni, a tak naprawdę jest qpą tłuszczu z wielkim zegarkiem, którego nie ściąga nawet do sauny. Więc szybko zareagowałam:

  • Ale panowie nie rozbieramy się bardziej, bo ja dziećmi wchodzę!

Bo lubię z nimi po basenie wejść na pięć minut do sauny. Wygrzewają się, dosuszają i w sumie to wychodzi szybciej niż suszyć każdego pod suszarką z osobna.
Siedliśmy, przekręciłam klepsydrę na ścianie i siedzimy. Gorąc szczypie w oczy. Nudno. Pod ścianą dwa łebki coś gadają o punktach. Zagaiłam:

  • Chłopaki, to Wy w tego hokeja na trawie gracie? – bo akurat były tam takie zawody
  • Tak.
  • A te dziewczyny na basenie też grają?
  • Tak. To Portugalki.
  • Ale Wy gracie osobno? Osobno dziewczyny, osobno chłopaki?
  • Tak.
  • I wygracie?
  • Jak zagramy tak jak dzisiaj to tak.
  • A kto jest najlepszy?
  • Francuzi i Austria. Jak wygramy to jedziemy za rok na Mistrzostwa Świata.
  • A gdzie one będą?
  • Jeszcze nie wiadomo.
  • A skąd Wy jesteście? – zaburczał Masa
  • Z różnych miejsc. Z całej Polski.
  • Super- przejęłam rozmowę. – Czyli jesteście taką naszą reprezentacją?
  • Tak. Juniorów, do lat 16-stu.
  • A baby kiedy grają? – powrócił z kolejnym kluczowym pytaniem Masa…

Tu wyszliśmy. Bo a) minął nasz czas, b)założyłam, że kolejne pytanie pasujące do kontekstu pytań Masy będzie: „A czy te cyce im nie przeszkadzają”, a w końcu byłam z dziećmi.

Zerknęłam na wyniki, wczoraj był ostatni mecz i chyba się chłopakom udało! Są drudzy w tabeli, a dalej przechodzą dwie drużyny. 🙂 Super!



A tu na pierwszym planie wioślarze robią sobie rozgrzewkę na bieżni 🙂