Krokodylem na Kangura!

Co roku lądujemy na wakacje w pewnym miejscu. To najwspanialsze miejsce na ziemi wg mojego taty i chociaż jest tu raczej nudno, to ośrodek przygotowujący olimpijczyków ma swoje uroki… Na jednym piętrze ze mną mam zgrupowanie z Australii. Z prawej, z lewa i z naprzeciwka. Zderzam się kilka razy dziennie z płowymi Herkulesami, ale tak naprawdę poza trenerem i jednym wioślarzem nie ma na kim zawiesić oka. Szczerze mówiąc ćwicząca również w pobliżu kajakarska reprezentacja Polski szykująca się do Rio (to już za miesiąc) jest zdecydowanie ciekawsza 🙂

Ale do tych Australijczyków. To szalenie pozytywne osoby z dużą chęcią bratania się. Więc szłam wczoraj z jedną kanadyjką, która miała kontuzję kostki i musiałyśmy zdobyć lód. Oni dają sobie radę z pracownicami obsługi za pomocą translatora na komórce (sprytne), ale nie jest wynalazek doskonały.

Idziemy i gadamy. Mówię:

  • To musi być dla Was trudne, to pływanie po wodzie gdzie nie widzisz dna. Morze i piasek to zupełnie inna przejrzystość.

(w Australii mają sztuczne tory do tych sportów, a nasze jeziora to jednak ciemna i mroczna bajka).

  • To prawda. Ta woda jest trochę straszna.
  • Ale za to jest spokojna. I dość romantyczna.
  • Czy macie w wodzie KROKODYLE?
  • Nie. W wodzie są tylko ryby. Różne, ale tylko ryby.

Zobaczyłam w jej oczach nieme pytanie o piranie… 😉

  • Czy są niebezpieczne?

(ależ mnie korciło, by ją wkręcić bardziej, ale się ugryzłam w język i poleciałam sloganami 🙂

  • Nie są. A pływanie w tej wodzie jest bardzo dobre dla skóry.
  • Naprawdę?
  • Woda nie jest słona, więc jej nie wysusza.
  • To muszę jutro popływać

Zgapiłam się, w niedzielę zmiana miejscówki, więc muszę szybko tego gumowego krokodyla napompować  😉