O tym, że lubię współczesne placówki oświatowe już wiecie 🙂 Zresztą co tu moja subiektywna ocena… Gdy zaproponowałam dzieciakom, że urwę je z piątku, bo wymyśliłam wycieczkę, usłyszałam szloch Lilki (bo mieli się bawić w cukiernię) i rozpacz, bo kolegów z przedszkola Mieszko kocha bardziej niż mnie.
.… A ja głupia myślałam, że odejdzie dopiero do jakiejś skośnookiej piękności…
Właściwie to najbardziej wyważaną reakcję dostałam od Łucji, która powiedziała: „Fajnie. W sumie to nie miałam ochoty na pieczonego łososia„, no ale trzecia klasa to wiek kiedy pojawia świadomość tego, że szkoła spełnia różne funkcje. [Inna sprawa, że SZKOLNY JADŁOSPIS jako powód iść-czy nie iść do szkoły to już trochę dziwne :/]
Wyjazd przesunęłam na jutro (jedziemy wcześnie rano, wracamy w niedzielę i wtedy reportaż), dzieciaki zostały i przygotowaliśmy się do projektu cukiernia. Idea jest taki, że dzieci miały przynieść słodycze, utworzyć własne sklepiki i przy pomocy zabawkowych pieniędzy uczyć się liczyć.
Przydały się papierowe kubełki na pop-corn, nieśmiertelna pianka samoprzylepna, dziurkacz, nożyczki i kijki do szaszłyków. Plus papier i kolorowa tektura falista.
Trzy kubełki podstawowe:
- śnieżne kule,
- złote monety,
- czoko-misie
oraz jeden kubełek „podstępny”, czyli kokosowa klątwa. A klątwa bo… do każdej kokosanki (robiłam po raz pierwszy – wyszły, więc poziom trudności 0) dorzuciłyśmy STRASZNĄ SZKOLNĄ przepowiednię typu: Złamie Ci się ołówek, W paczce czipsów będzie styropian, Odrobisz inne lekcje niż te zadane, itp.
Kubełek z klątwą to nasza wersja fortune cookie i takie same zamówiła sobie Łucja na poniedziałkowe Andrzejki do szkoły. Ciasteczka z wróżbą mają być wtedy TYLKO dla chłopaków, więc pewnie wróżby/klątwy będą mniej szkolne, a bardziej damsko-męskie (Blondynka z III A złamie Ci serce 😉



