Thanks, thanks, thanks

Jutro Amerykanie obchodzą Święto Dziękczynienia. Wracałyśmy ze szkoły i wyłuszczałam pannom, że to było święto pierwszych kolonistów, którzy po prostu cieszyli się, że SĄ.  Oraz że to takie przypomnienie rzeczy ważnych. Święto rodziny. Potem zeszło nam na Czupakabrę, która wyjątkowo interesuję Lilkę, a która nie wiem gdzie o niej usłyszała. A potem na zabobony i wierzenia, które obowiązują tylko w danym kraju i w ten sposób doszłyśmy do czerwonych elementów jakie się doczepia dzieciom w wózku… Itd, itd.

A wieczorem wzięłam dzieciaki i poszliśmy z powrotem do szkoły. Szkoła dziewczyn realizuje projekt zapoznawania uczniów z regionami Polski. Dość barwne było Podhale (jeden region na dany miesiąc), potem nie wiem co było (na pewno nie Małopolska, bo bym zanotowała, ale coś było), a teraz jest Mazowsze. Przez dany miesiąc dzieciaki próbują rękodzieła z danego regionu, oglądają stroje i przychodzą w jednym dniu w stroju wzorowanym na tym z tego regionu, przyjeżdżają kapele no i uczą się tańców. Pewnie też oglądają jakieś filmy i może czasem śpiewają? Zwieńczeniem projektu jest spotkanie, na które mogą przychodzić też rodzice.

Poszłam. Super! 🙂 Zatańczyliśmy trzy tańce, z których kojarzyłam „Zająca” :), można było wycinać-wycinanki i obejrzeć galerię wycinanek zrobionych przez dzieci. Oraz oczywiście przebrać się w strój ludowy. Grała kapela, Lilka wywijała w parze z przyjaciółką Olą, Łucja z przyjaciółką Natalią, no a ja z Mieszkiem 🙂

Tak żeby mi nie uciekło: czerwona wycinanka na czarnym obrazku jest Lilki, a czerwona na niebieskim Łucji.

A tu wydarzyło się coś niezwykłego… Lilka CHCIAŁA się przebrać (a nie miało to miejsca nawet na balu przebierańców) i być OBFOTOGRAFOWANA w stroju ludowym 🙂

Dzień w obyczajówce i zwyczajach!