Nie bardzo umiem przejść dalej, więc jeszcze słów kilka. Jak staliśmy w tym deszczu koło zniczy Łucja wyjęła kartkę z kieszeni. I ołówek, bo ona nosi taki zestaw przy sobie. Na tym świstku napisała: Jesteśmy z Wami, zgięła na pół i jeszcze raz na pół i położyła między zniczami. Lila jak to zobaczyła wzięła od niej kartkę i kredkę. Namalowała na niej serduszko, zrobiła samolocik (origami to coś co lubi) i puściła go w płonące znicze. Muszę przyznać, że niesamowicie się zachowały. Obie.

Tak czytam sobie „Nauczycielkę”. Właściwie nie czytam, bo dopiero zaczęłam. W stopce było kilka słów o autorce. Najmłodsza z szóstki rodzeństwa, skończyła Uniwersytet jakiś tam, pochodzi z Bawarii, książka zdobyła jakąś tam nagrodę. Powiem Wam, że ta nasza Europa to jednak jest oaza. Szóstka dzieci, nie wiem co prawda jak potoczyły się losy pięciu pierwszych, ale istnieje ryzyko, że na studia poszły wszystkie. SZÓSTKA.
