Zagadała do Łucji koleżanka:
- Łucja czy Ty coś jadasz oprócz ziemniaków? Czy Ty jadasz spaghetti?
- Oczywiście. Tylko, że bez sosu.
To prawie jak Whisky od Rocks, tylko że bez lodu 🙂
<><>
Lubię listopad za tę atmosferę jedzenia. Gospodarze imprezy na której byłam w sobotę są miłośnikami Hiszpania i Portugalii, a nazywają siebie samych: iberofilami 😉 Spotkanie było długie i intensywne, a jedzenie… wybitne. Częściowo przygotowane już wcześniej, ale też dużo robione na żywo. Np. ośmiornica 🙂 Gospodarz chodził w czapce kucharza i czarnym fartuszku i urządzał kulinarny show. Niesamowite! „Larowie” dużo jeżdżą do Hiszpanii i mają tam mnóstwo znajomych, więc biorą udział w takich niezwykłych przyjęciach. Poławiają owoce morza, wspólnie je oprawiają, a potem wspólnie gotują i całą noc ucztują:) Dom mają pomalowany w słoneczne żółcie, czerwienie i pomarańcze, a ich ośmioletni syn bez obrzydzenia sięga po nowe smaki. Btw. ośmiornica, którą zaserwowali była najlepiej zrobioną ośmiornicą jaką w życiu jadłam. Patrzyłam uważnie jak on ją robi, bo efekt był doskonały.
A potem w poniedziałek byłam u mamy kolegi Łucji po kapustę kiszoną. Panna miała zanieść do szkoły bo mieli robić sałatkę. Wpadłam więc do niej BEZ zapowiedzi, a ona AKURAT piekła babeczki z boczkiem i oliwkami, żeby chłopaki miały do śniadaniówek. Albo poszłam wczoraj do mamy koleżanki Łucji (wspólny botaniczny projekt) a ona z balkonu przynosi napoleonkę…
I patrzę ja tę moją kuchnię i też chce mi się tworzyć 🙂
…No dobra, nie zawsze i chyba na ogół mi się NIE CHCE, ale przy takim dopingu chyba się dziś do sernika sprężę 🙂
