Liściopad

Zawsze się zastanawiałam co zrobić z zebranymi liśćmi? Wazon? To taki klimat lat ’80. Zresztą zwijają się i kurzą. W książkę? W którą? I po co? Żeby za 10 lat odkryć jakiś zasuszony liść? W jednym z dzieciaków seriali mignął mi gigantyczny, zajmujący połowę drzwi wianek z kolorowych liści. Szukam i szukam, ale nie mogę znaleźć w którym to było… Ale poszłam tym tropem. Tegoroczna wersja jest w wersji mini, ale będę obserwować ile czasu liście zachowają kolor i za rok spróbujemy większy.

A więc były liście, były dziewczyny sam na sam z bazą i pistoletem z klejem, a na koniec zrobiony wyrób wyniosłam przed dom, położyłam na stercie liści i spryskałam lakierem w sprayu coby połysk był. Chwilę się zastanawiałam czy nie dorzucić łupin kasztanów, albo jarzębiny, ale liściopad to liścio-pad, więc niech będą same liście!

<>><<>

Bolą mnie dziś plecy. To moja szalona instruktorka TBC tak mnie wczoraj załatwiła 😉 Męczy nas TAK bardzo, że GDY dochodzimy do ćwiczeń na brzuch (które przecież są najtrudniejsze) myślę tylko, że och, nareszcie brzuch… Bo niczym innym już ruszać nie mogę. Lecz żeby było dziwniej kolejnego dnia najbardziej boli mnie właśnie brzuch. Gadałyśmy o tym później w windzie i ona powiedziała: Nie można ćwiczyć brzucha bez pleców. Bo jak ćwiczysz tylko brzuch, to mięśnie Cię ciągną w dół i zaczynasz się garbić. Mój mąż [marynarz z Odessy] tak ma. Brzuch zrobiony, ale ściąga go to. Jak to powiedziała przypłynęła taka widokówkowa wizualizacja: Wielki ogorzały Aryjczyk z kaloryferem na brzuchu i dziarą w kotwicę na ręce. Widzicie to? :))