Dyniowa

Poczęstowała mnie Lutka pyszną zupą dyniową. Pozazdrościłam i postanowiłam też taką zrobić, bo jakąś marną mam ostatnio kulinarną wenę. Wpiszę przepis Wam i głównie sobie, bo jak zapomnę będę go już mieć 😉

Primo- dynia. Najlepsza do zup jest taka mała czerwona dynia japońskiej odmiany Hokkaido. Jak znajdziecie punkt z dyniami to na pewno tam taka będzie. Nie należy jej obierać, po prostu wybieramy nasiona jak z melona i kroimy.

Wersja Lutki: podsmażamy cebulę, czosnek i przetarty przez tarkę imbir. Wrzucamy dynię, przesmażamy, dodajemy wodę, kostkę, albo wywar i pomidora. Dusimy tak z pół godziny, miksujemy i posypujemy na talerzu podsmażonym wędzonym boczkiem.

Ja nie miałam pomidora, zupa wydawała mi się bez smaku, dorzuciłam więc kumin. Reszta bez zmian. Taka mała dyńka to spory gar zupy i to gęstej. Dynia zawiera dużo cynku, więc jest polecana szczególnie mężczyznom (movember w inny sposób) 🙂 Ale my też powinnyśmy ją polubić. Wzmacnia układ odpornościowy, zawiera dużo karotenu i co ważne: nawet PO ugotowaniu NIE traci swoich cennych właściwości.

<><>

Pościel zaczęłam zmieniać. Najpierw dzieciakom, jutro mi. Ściągam i cały dzień wietrzę. A potem zakładam flanelową zmianę. Zimno idzie!