Na śniadanie (o godzinie DZIEWIĄTEJ!) zrobiłam sobie smażonego pstrąga. Pierwszy raz zresztą w takiej klasycznej panierce (mąka i jajko, bez bułki). Zawsze grillowałam, piekłam z masłem, albo robiłam na parze, a tym razem pospolicie usmażyłam, niczym w nadmorskim barze mlecznym. Zrobiłam sobie do tego sos czosnkowo-bazyliowy na jogurcie i było pyszne. Jadłam sobie BEZ STRESU aż do 9:30 :)))
Potem przejechałam po raz kolejny mopem parowym i właściwie to stan po-remontowy uważam za zakończony. Nie zakładam zasłon w dużym pokoju. Chciałabym je wymienić. Marzą mi się albo lniane, albo takie z surówki lnianej w beżowe pasy. Czekam na jeszcze jeden zestaw próbek tkanin i wtedy dopiero wybiorę. Nie wiem czy się wyrobię do komunii, najwyżej na chwilę założę jeszcze te poprzednie. Foty łapałam z sufitem, żeby lepiej było widać kolor. To taki bardzo jasny pudrowy róż, wpadający w beż. Nie zdążyłam zrobić before, ale kolory były bardzo mocne wcześniej. Wiśniowy i intensywnie żółty.


Tu widać nowe rolety w kuchni:


A tu przełożoną kostkę (po to im był potrzebny ten beton, który ciągle im się kończył, a worki co ich w sumie 8 kupiłam były po 25 kg 😦

To wspomniany pusty karnisz:

A tu już zawalana szafka w kuchni (btw. wywaliłam OSIEM książek kucharskich, bo w ogóle do nich zaglądałam, a miejsce zajmowały):

Guys przy okazji zawiesili obrazki, ramki do których kupiłam jeszcze w ubiegłym roku, tylko nie było komu ich zamocować, bo to takie na mocniejszych kołkach. Bramkę chłopaki mi zlikwidowały, ale kazałam jednak przykręcić na nowo. To jest niezbędna blokada przed psem. Jak już wgramoli się na górę to ładuje się do łóżek. A pomimo całej mojej sympatii dla niej, to jest niepotrzebne 🙂
Natomiast jeśli klikniecie na tego linka znoszącego Was DO DNIA zakupu ramek odkryjecie rzecz niesamowitą. Ja TE ramki (bo plakaty miałam z jakichś targów książek) kupiłam 29 maja. Był to ten sam dzień, kiedy Lilka miała przedstawienie w przedszkolu na którym nie wystąpiła. Ale zobaczcie jaką miała rolę!!!?! I przez rok te obrazki nie były przywieszone. Patrzę właśnie na to i jestem autentycznie poruszana tym zbiegiem okoliczności!!

To był długi i trudny tydzień i cieszę się, że dobiegł końca :)))