Ruszać do przodu należy małymi kroczkami

-Christine do Normy Bates (Bates Motel II sezon b. przyjemny, może dlatego że uwielbiam Patricię)

Przed wyjazdem na Majówkę postanowiłam skosić trawę 🙂 I rozwaliłam kosiarkę (sie ma ten talent 😉 Lecz kiedy ja walczyłam z urządzeniem panny zbudowały rajską wannę z kwiatów 🙂 Pamiętacie jak pisałam o widoczkach? No właśnie, jest coś takiego w tym grzebaniu w ziemi przyjemnego. Btw. mam w różnych miejscach ogrodu pozakopywane skarby. Makarony, żelki i chrupki. Zasługa to moich nowych narzędzi ogrodowych w kwiatki, które zaispirowały Lilianę. Miejmy nadzieję, że podziemne stworzonka dobrze to skompostują.

A jedziemy do dziadków.Tak na chwilę to niedzieli. Kosiarkę zabieram Krzychowi, jako absolwent technikum powinien sobie z nią poradzić 🙂

Leksykon

Chodzą mi po głowie dwa słowa, nieobce osobom, które w necie bywają więcej. Oba mają dość dużą pojemność i opisują fajne zjawiska.

Pierwsze to viral, który rozpoczął swoje istnienie jako produkt marketingowy. Plotka, która miała się nieść by wprowadzić lub rozpowszechnić produkt lub usługę. Lecz jak to w życiu bywa, virale zaczęły własne życie i ostatnio najczęściej obejmują działanie niezamierzone. Fajnym viralem ostatnio była np. babka, która zrobiła sobie na plaży zdjęcie. Niby nic specjalnego, ale zdjęcie zrobił jej zachwycony nią mąż, kobieta była w bikini i była matką trójki dzieci. Wiemy, że brzuchy mogą wyglądać różnie, a jej był zwyczajny. Widać było, że w ciąży była. To było bardzo pozytywne przesłanie. Chadzam czasem z dzieciakami na basen i pojąć nie mogę, dlaczego niektóre kobiety zamiast wejść do basenu siedzą na parnych trybunach, albo stoją w poczekalni. ja rozumiem okres czy przeziębienie, ale w życiu ich nie widziałam pływających. Tatusiowie z tym problemu nie mają. Zawsze wchodzą z dzieciakami i nawet jak nie pływają to siedzą w jazzuzi i własne ciało im nie przeszkadza.

Drugie słowo nie jest tak oczywiste i może dlatego wyleciało mi z głowy. Myślę o nim dobry kwadrans i nie jestem sobie go w stanie przypomnieć 🙂 Będzie więc kiedyś Leksykon 2 🙂

<><>

Rozmowa z Łucją. Panna siedzi w wannie z Mieszkiem i mnie zawołała 🙂

  • Mamo!!! A jak nazywa się to kiedy siusiak wkłada się do psitki?
  • ????? Tak anatomicznie to myślę, że najlepiej to nazwać stosunek płciowy.
  • A nie seks?
  • A skąd to wiesz?
  • Ze świetlicy.
  • Patrycja?
  • Patrycja, Maja, Natalka. One się śmiały ze mnie, że ja nie wiem.

Na świetlicy dziewczyny robią sobie kawiarenkę. Siadają przy stoliku (trochę z boku sali) , odkręcają termosy, wyciągają ciasteczka i gadają.

  • Seks to takie potoczne słowo, ale tak jak najbardziej właściwe.
  • Ale jak to się dzieje?
  • Jak to jak?
  • No jak się go wkłada?
  • Yyyy… Obie osoby muszą być gołe i zaczynają się całować i jakoś tak wychodzi.
  • A to boli?
  • Tak. No dobra, nie koniecznie boli, ale od tego robią się dzieci.

I czuję, że znów poległam jako matka :))

siłownia kompleksowa

Zastanawiałam się czy o tym pisać, ale skoro pisałam już o kubeczkach, które btw. cały czas używam, a 99%czytelników to tego bloga to kobiety, to pomyślałam, że wrzucę Wam kolejny babski temat który mnie zaprząta od jakichś dwóch tygodni 🙂

Rzecz o kulkach do ćwiczenia mięśni dna miednicy. Tu macie artykuł, jak sobie poklikacie to Was poznosi na różne artykuły (polecam filmiki) i wiedzieć będziecie więcej. Ale chodzi o to, że TAM też mamy mięśnie. Ja np. ich nie używałam od ponad roku i pomijając optymistyczne założenie, że KIEDYŚ jednak ich użyję, chodzi o zwyczajne zdrowie. Dzieci mam, ciąże przechodziłam i zgodnie z założeniami niektórych krajów taki rodzaj ćwiczeń to powinien być rodzaj standardowej terapii (profilaktyki) poporodowej, którą powinnam (JA, po trójce dzieci) przejść. Nie mają z Keglem problemów kobiety, które uprawiają jogę, albo pilates, ale cała reszta aktywności tę akurat grupę mięśni pomija.

Wybrałam kulki, gdzie mogę zmieniać wagę ciężarków. Na razie jestem na najlżejszych. Przesyłka, która do mnie przyszła była super. Elegancka i intrygująca. Ćwiczę codziennie i pewne efekty już są. Przez pierwsze sześć dni kulki wyłącznie mi przeszkadzały, a szóstego dnia poczułam, że one wibrują. Nie to, żeby szły za tym jakieś dodatkowe wrażenia, ale miło było odkryć kolejne żywy element mojego ciała.

Czy jest jakiś język, gdzie znak pytania jest na początku?

– Lilka

Miałam nadzieję, że miniony tydzień to był już maks, ale zdaje się do Komunii napinka się utrzyma… Od dziś przez dwa tygodnie dodaną atrakcją są próby komunijne odbywające się w kościele. Będą w różnych godzinach, ale dziś Łucji wypadł balet, a w przyszły poniedziałek wypadnie basen. Poza tym przypominacz w komórce zadzwonił mi rano, że jutro mam zaplanowaną wizytę u laryngologa z maluchami. A z rana muszę wywieźć gruz i folie malarskie do specjalnych kontenerów, bo nie można ich wyrzucać z resztą śmieci. Niewykorzystane taśmy i farby oddałam do sklepu dziś.

Za to Lilka przyszła dziś ze szkoły z PUCHAREM. UWAGA!!! MISS KULTURY KLASY I B :)) Szalona jest ta jej pani 🙂 I poza tym okazało się, że w ubiegłym tygodniu nie było babki z angielskiego i dzieciaki miały lekcje z HISZPAŃSKIEGO, co uważam za świetne rozwiązanie. Takie nurzanie dzieci w językach obcych, skojarzeniach, melodyce jest niesamowite. Pewnie bym zresztą tego nie odkryła, gdyby panna mnie nie zapytała tak jak w tytule 🙂

Wspaniale jest odzyskać własną kuchnię

Na śniadanie (o godzinie DZIEWIĄTEJ!) zrobiłam sobie smażonego pstrąga. Pierwszy raz zresztą w takiej klasycznej panierce (mąka i jajko, bez bułki). Zawsze grillowałam, piekłam z masłem, albo robiłam na parze, a tym razem pospolicie usmażyłam, niczym w nadmorskim barze mlecznym. Zrobiłam sobie do tego sos czosnkowo-bazyliowy na jogurcie i było pyszne. Jadłam sobie BEZ STRESU aż do 9:30 :))) 

Potem przejechałam po raz kolejny mopem parowym i właściwie to stan po-remontowy uważam za zakończony. Nie zakładam zasłon w dużym pokoju. Chciałabym je wymienić. Marzą mi się albo lniane, albo takie z surówki lnianej w beżowe pasy. Czekam na jeszcze jeden zestaw próbek tkanin i wtedy dopiero wybiorę. Nie wiem czy się wyrobię do komunii, najwyżej na chwilę założę jeszcze te poprzednie. Foty łapałam z sufitem, żeby lepiej było widać kolor. To taki bardzo jasny pudrowy róż, wpadający w beż. Nie zdążyłam zrobić before, ale kolory były bardzo mocne wcześniej. Wiśniowy i intensywnie żółty.

Tu widać nowe rolety w kuchni:

A tu przełożoną kostkę (po to im był potrzebny ten beton, który ciągle im się kończył, a worki co ich w sumie 8 kupiłam były po 25 kg 😦

To wspomniany pusty karnisz:

A tu już zawalana szafka w kuchni (btw. wywaliłam OSIEM książek kucharskich, bo w ogóle do nich zaglądałam, a miejsce zajmowały):

Guys przy okazji zawiesili obrazki, ramki do których kupiłam jeszcze w ubiegłym roku, tylko nie było komu ich zamocować, bo to takie na mocniejszych kołkach. Bramkę chłopaki mi zlikwidowały, ale kazałam jednak przykręcić na nowo. To jest niezbędna blokada przed psem. Jak już wgramoli się na górę to ładuje się do łóżek. A pomimo całej mojej sympatii dla niej, to jest niepotrzebne 🙂

Natomiast jeśli klikniecie na tego linka znoszącego Was DO DNIA zakupu ramek odkryjecie rzecz niesamowitą. Ja TE ramki (bo plakaty miałam z jakichś targów książek) kupiłam 29 maja. Był to ten sam dzień, kiedy Lilka miała przedstawienie w przedszkolu na którym nie wystąpiła. Ale zobaczcie jaką miała rolę!!!?! I przez rok te obrazki nie były przywieszone. Patrzę właśnie na to i jestem autentycznie poruszana tym zbiegiem okoliczności!!

To był długi i trudny tydzień i cieszę się, że dobiegł końca :)))

Wyszli na dobre…

  • Mamo, a co za dziwny zapach masz w ustach? – zagaiła Łucja na basenie
  • Kabanos z sosem chrzanowym? Taki hot-dog dziś zjadłam.- odpowiedziałam.

Cudnie mam. Zdjęcia pokaże Wam jutro przy dziennym świetle. Na razie sobie na spokojnie sprzątam, bo dzieciaki będę mieć dopiero jutro rano, zresztą od razu zabierze je Diabli na jakieś ognisko. W tzw międzyczasie miałam zumbę i rokroczną wizytę przeglądową u mojej gin. Btw. okazało się, że DOK też biega, tyle że z Endomondo 🙂 (A babka ma 60-tkę 🙂 No i podskoczyłam na basen, gdzie z drugiej strony mój brat dowiózł dzieciaki. Śmy chwilę popływali, zmyłam z siebie ten pył i nabrałam sił na cd dalszy remontowych zmagań (w markecie budowlanym byłam dziś dwukrotnie, bo się beton skończył…).

Natomiast mam takie basenowe spostrzeżenie. Taka fajna babka była dziś ZE MNĄ pod prysznicem, że nie macie pojęcia! Była absolutnie-zwyczajnie kobieca. Nie duża, ale taka smakowita. Wszędzie fajnie pozaokrąglana, myła swoje dwie córeczki i w ogóle im ta ich nagość nie przeszkadzała. Bardzo to był miły widok i dla takich przygód warto się znaleźć pod damskimi prysznicami 🙂 

śniadanie na Orlenie, a obiad w Maku

I nie da rady inaczej, bo od 6:30 do 20-stej wszystko pokryte jest folią. Mam już nawet obczajone sosy do hot-dogów, których jeszcze dwa dni temu nie rozróżniałam 🙂 Tym niemniej jednak dziś zaraz po szkole dzieciaki zabiera Lutka. Do niedzieli. Chociaż im remont nie przeszkadza. Co więcej są nim zachwycone! Łucja powiesiła na drzwiach kartkę: Nie wchodzić. MAMY REMONT!, a maluchy siedzą na schodach i obserwują ekipę. Jak wczoraj na KWADRANS się zdrzemnęłam (brak dostępu do czajnika to okrucieństwo) obudził mnie okrzyk Lilki biegnącej po schodach:

  • Łucja, gadałam z tymi śmiesznymi gostkami!

🙂 Zbeształam ją więc, że MNIE obudziła i że to nie są żadni GOSTKOWIE, a PANOWIE. Tym niemniej jednak pomimo tego dziecięcego entuzjazmu jak mi drożdże znikną, będę mogła powoli zabrać się za sprzątanie. Rozwinę dywany w dziecinnych, umyję podłogi i zamknę je, by nikt nie wchodził.

 

Obiecują, że w tym tygodniu skończą…

rytm dnia będzie przez chwilę zaburzony

Z okazji komunii Łucji, a także jako prezent na nową drogą drogę życia dostałam od brata suwenir… Ekipę budowlaną 🙂 Nękał mnie tym od listopada, więc w końcu uległam i powiedziałam oookeeeej… Nie znoszę remontów. O ile lubię sobie sama coś podmalować, o ile podobało mi się, że radziliśmy sobie zawsze z tym sami (i malowaniem, i tapetami), to widmo snującej ekipy po domu zawsze mnie przerażało.

No ale dziś zaczęli. Zacząć mieli po świętach, ale trochę im się przesunęło. Wielkiej rewolucji nie będzie. Wyraziłam zgodę jedynie na malowanie. Dołu i klatki schodowej. Bez pokoi dzieciaków i mojej sypialni. Nie ruszamy też górnej łazienki i poddasza. Poddasze to większa sprawa i może (MOŻE) ruszę je w przyszłym roku. Łazienkę chciałabym po prostu wymienić i też to nie sprawa na 2015. Ale już po kilku godzinach widzę, że raz na kilka malowań profesjonalna ekipa to dobry pomysł. Okazało się np. że schodzi farba w kilku miejscach. Tak jakby było podmokłe. I to się zgadza. Jedno z tych miejsc to sufit w dużym pokoju, zaraz pod łazienką, którą kiedyś zalała Lilka. Drugie miejsce to sufit w kuchni, który to przeciekał zimą ze 3 lata temu. Potem w czerwcu wszyscy mężczyźni siedzieli na dachu i bawili się w dekarzy. A oni to zagruntują, wygładzą i naprawią.

Kolory będą jaśniejsze. Był taki mexican house, a wszędzie będą jasne beże. I w sumie to choć w domu ruina, część mebli wywalona do ogródka, część zbita w pokojach, to dobrze że już zaczęli. Strasznie dużo się dzieje ostatnio, a to kolejny punkt na liście do wykonania. A jak to mówili w „Czarodziejskiej górze” zaczęte uważa się za skończone.

<<>>

I remontowy demot 😉


 

Noc pierwsza bardzo dobra

Czytałam (a właściwie przeglądałam niusa) ostatnio o jednym artyście z Meksyku (Alejandrze Duran), który ze śmieci tworzy sztukę. Lubię ten rodzaj instalacji. To jakoś pewnie podchodzi pod nurt typu make urban/ugly place colourfull i wydaje mi się to zjawiskiem pozytywnym. Jakby nie było z kolorowych nakrętek, zniszczonych piłek czy pustych butelek usypuje obrazy wypełniające przestrzeń. Zauroczył mnie las zużytych szczoteczek do zębów 🙂 Mamy ich dużo, ale rekordy wszelkie bije Liliana.  Pozostała dwójka zużywa je standardowo, a jej szczoteczki wytrzymują dwa tygodnie ( uszkadza rączkę, wygryza z nich włókna i wyciąga te co pozostały). Mieszko z Łucją mają pierwsze, a Lilianie w tym samym okresie (dzisiaj) wymieniam już na trzecią. Ale to co ona z nimi robi nie kwalifikuje szczoteczek nawet do takiego szczoteczkowego lasu 🙂

A ponieważ wyjęłam aparat, to pokażę Wam jeszcze jak umocowaliśmy zrobioną przez Lilkę budkę lęgową. Z dala od kociego zasięgu, więc może jakiejś ptasiej rodzinie się spodoba, a jak nie to doszła nam po prostu dekoracja :).

<><>

W sklepie.

Lilka miała dziś na drugą zmianę, więc tak nietypowo zamiast odprowadzić ją do szkoły by pobyła w świetlicy, zabrałam ją na szybkie zakupy do dużego marketu. Łucja już była w szkole, a Mieszko w przedszkolu. Stoimy przy kasie, ja gorączkowo myślę na głos, czego zapomniałam:

  • Kolejnym razem wezmę listę. Wiem, że miałam coś jeszcze kupić… Żarówki? Nie dziś nie kupuję.
  • Mamo, kołpaki są w promocji.
  • Kołpaki??? A skąd Ty takie słowo znasz?

One NIE były podpisane!!! 🙂

Nie powinienem tego mówić, bo jest Pani moją klientką, ale pierwsza żona jest jak naleśnik. Na ogół się nie udaje.

prawnik do mojego brata podczas przedrozprawowych rozważań o małżeństwie

No i po. Poszło łatwo i szybko. Miałam obiecane 15 minut, całość zajęła jednak godzinę, co i tak nie jest dużo. Był prawnik. Wynajęty przeze mnie jeszcze w styczniu. Bałam się, że nie pociągnę tematu, popłaczę się i rozwodzić się będziemy latami. Gość był dobry, obiecał mi, że poprowadzi sprawę tak bym nie musiała zabierać głosu – jeśli oczywiście będzie to konieczne. Sprawa miała rozwiązać się za porozumieniem stron, poprosiłam go też by było szybko i  bez wciągania dzieci. Tak też się stało.

Potrzebny był świadek, który miał zeznać, że dzieciom jest dobrze i żadna ze stron nie jest pokrzywdzona w relacjach z dziećmi. I wyznaczyłam mojego brata na tę rolę. Nie było szarpania się, wyrzucania sobie krzywd, Diabli stawił się na rozprawę, choć do końca  nie było pewne czy będzie. Dla mnie nie było pewne. Nie będę Wam też mówiła, o wszystkim co się ostatnio działo, ale nie miałam wątpliwości co  do tej decyzji i po wyjściu z sądu poczułam ogromną ulgę, że to już zakończone. Jak trafiłam do kancelarii na początku roku to się załamałam. Wszyscy ludzie tam wydawali mi się szarzy i zawzięci (nigdy nie chciałam być w takim miejscu!!!) Przez te pół godziny spotkania zasmarkałam całą apaszkę. I po wyjściu płakałam jeszcze przez dwa dni. Ale te cztery miesiące później wyznanie, że nie kocham i nie widzę możliwości bycia razem wyszło ze mnie lekko.

W nocy śniło mi się tsunami. I przetrwałam je. Nawet powiedziałam o tym mojemu mecenasowi. Rozwód Pani też przetrwa– odpowiedział mi. I dało radę. Nie było to fajne. Powiem więcej, to było dość zniechęcające do zawierania związków w ogóle. Prawnik dostał ode mnie w prezencie serial 🙂 Na mojej gold visie Better Call Saul. Niech czasem też coś nielegalnego w życiu zrobi. 🙂

Wiem, że czasem po wyjściu byli małżonkowie idą czasem na kawę. Był taki projekt. Ale jakoś mi się nie chciało. Może kiedy indziej. Jutro pierwszy dzień nowego życia :))