Adwentowe-podsumowanie

  • Mamo, a tata będzie z na świętach u babci?
  • Nie wiem Lilusiu…
  • To z kim ja będę budować bałwana a potem rzucać się śnieżkami?

Nasłuchująca Łucja, która widzi i wie więcej niż powinna wiedzieć i widzieć, dorzuciła:

  • Masz Sziwę! Możesz rzucać w Sziwę.
  • TAAAK!!! Sziwa!!! Lubisz śnieżki??!!?

Wyjechaliśmy do dziadków. Bez sensu takie święta osobno, nie? Ale damy radę. Dojechaliśmy, nakarmiono nas i teraz leżymy. Wracamy w drugi dzień Świąt i wtedy spotykamy się z drugą babcią i kuzynami dzieciaków. Dziś rano otworzyliśmy do końca kalendarze adwentowe. To był świetny pomysł i chociaż woreczki wymagają naprawy bo panny wywiercały palcami dziury, za rok go powtórzymy. Archiwizacyjnie (i będę ten wątek updejtować, jak przyjdzie mi coś do głowy) o wypełnieniu. Mieszko też chce mieć w przyszłym roku.

Kule do kąpieli i żele to dobry pomysł, chociaż u mnie było ich za dużo. Dwie tego i dwie tego wystarczy. Spinki do włosów ok, minifigsy też. Przyszło mi do głowy, że fajne mogą być ziarenka dla ptaków. Przypadkiem dostałyśmy gdzieś na ulicy małe torebeczki z ptasią karmą i dziewczyny tydzień nosiły je w kieszeniach by co chwila podkarmiać napotkane ptaszyska. Mogą się przydać świąteczne gumki do ścierania, mini kubełki ciastoliny albo mała apaszka. Tam gdzie były same słodycze panny były rozczarowane. Świąteczne elementy typu bombki, zawieszki czy figurki też się podobały. Byłam też w sklepie sportowym ostatnio i to istna kopalnia pomysłów. Można dorzucić piłeczki, światełka odblaskowe do tornistra czy mały kompas. Tylko zbierać to trzeba zacząć chwilę po 1-szym września 😉

barwy podstawowe

Rozpoczęły się nam pod-choinkowe prezenty… Koło 14-stej zadzwonił kuzyn Diabla, że ma prezenty dla dzieciaków od Mikołaja i chce nam podrzucić. ??? I przed chwilą wpadli z siatami prezentów 🙂 Ja na szybkości w tzw międzyczasie podskoczyłam do sklepu sportowego i kupiłam wielki krążek do zjeżdżania dla ich synka. Zastanawiałam się skąd ten nagły pomysł prezentów, ale jak przyjechali to okazało się, że kartka którą im wysłaliśmy poruszyła ich Wiktora tak bardzo, że musieli się zrewanżować 🙂 

I prawie mi się skończył katar. Trwał ponad dwa tygodnie i smarki przeszły przez wszystkie możliwe kolory tęczy (może pomijając barwy niebieskie). Ale wychodzę już z tych chusteczek co bardzo mnie cieszy. Bo, chociaż podobno katar jest dla nas zdrowy, gdyż ożywia nasz system immunologiczny, to ostatnio zbadano, że podczas kataru obniża się nam IQ. To że czujemy się przymuleni to nie subiektywne odczucie, ale realny fakt. Jakieś tam komórki, które odpowiadają za przepływ informacji, synapsy i kojarzenie, są pochłonięte walką z infekcją. Teraz to chyba doktorat zrobię, jak mi się ten mózg uwolni 😉

Rok TRdE

Koniec roku przybliża moment, kiedy go nazwę Trudnym Również dla Elektroniki. Zaczęło się od tableta Lilki, który został ROZDEPTANY. Ciągle działa, ale ekran jest pokryty siatką głębszych i płytszych pęknięć. Szwankowały laptopy. Jeden padł jeszcze w lutym i został nam jeden, w którym a to łamał się wtyk ładowarki, a potem urwał się monitor. Gdybym miała zresztą nazwać rodzaj uszkodzeń jakie zadaję laptopom było by to właśnie urywanie monitora i uszkadzanie gniazdka ładującego (obie te rzeczy przydarzały mi się więcej niż 2x). Jako osoba kreatywna przykleiłam ekran do klawiatury taśmą 3M (see foto), zgrałam co się dało i pociągnęliśmy jeszcze dwa tygodnie razem. Tym niemniej jednak od poniedziałku przycisk włącz, równolegle z ładowaniem nie reagują… 

Źle mi bez laptopa, pisanie na tablecie jest słabe, więc Nowy Rok otworzy szukanie nowego sprzętu. Główne parametry już mam. Ma być solidny, żaden tam slim i nie udziwniony. Nie odbieram za bardzo poczty, oprócz tego co mi schodzi na komórkę, cieszy mnie że wszystko zdążyłam zamówić, ale prasowanie bez seriali jest beznadziejne. Za to z nadmiaru czasu upiekłam kolejny sernik (z drugiej części kubełka), zrobiłam galaretki z granatu (prodżekt tylnia ścianka – na święta nas w końcu nie będzie) i zapakowałam prezenty (ukryć je teraz jest dużo trudniej 🙂

równowaga

Wyszliśmy ze szkoły a przed nią stał koleś z małym pieskiem, który (ten piesek) bardzo ucieszył się na nasz widok.

  • O rrrany!!! Dziewczyny zobaczcie jaka cudna wiewiórka!

Wykrzyknęłam, lecz gość z uśmiechem zaoponował:

  • Chyba raczej piesek?
  • My ten psi rozmiar nazywamy wiewiórki.
  • Rozumiem, że gdzieś jest jakiś większy?
  • Tak. My mamy cielaka.

To tak w nawiązaniu do fotki z twittera :))

Ależ się cieszyłam, że do przedszkola wylosowałam talerzyki! Ale równowaga musi być i do szkoły na jutrzejszą Wigilię u Lilki wylosowałam ciasta… Dziś więc miałam dzień pieczenia. Miałam kubełek z serem do sernika (to takie moje świąteczne uzależnienie, że w supermarkecie zawsze mnie zniesie do twarogów), więc postanowiłam zrobić serniczki. A właściwie to takie mini serniki z kokosem (wg sprawdzonego wiele razy przepisu siostry Anastazji 🙂 ozdobione gwiazdkami z masy cukierniczej. Miałam fajne termiczne papilotki, które ozdobiłam rzemykami z dzwoneczkami 😉 Drugi wypiek to Florentynki, które były moim debiutem, więc nie wyszły mi okrągłe i musiałam je pokroić. Bardzo dobra rzecz i z pewnością będę do nich wracać. Średnio wyględne, więc wsypałam je do ozdobnej papierowej torebki. 🙂

z cyklu: w świątecznym nastroju

Rozpoczynam sekwencję epizodów jasełkowych z Mieszkiem. Tych zakończeń roku, przedstawień na dzień babć i dziadków i jasełek w szkole już nie ma. A w przedszkolach SĄ 🙂

 

Mikołajem tradycyjnie była pani Grażynka, czyli kucharka, która się sama wsypała mówiąc do jednego z dzieciaków: No powiedz CIOCI jak masz na imię :)))

Był układ choreograficzny z pomponami i dużo śpiewania 🙂 Wszystko po to by ten Mikołaj dał prezenty 😉

I dał! 🙂

I jeszcze mój wielki prezent pod choinką :)) Z brudną buzią, bo na dzieci i rodziców czekały ciasta i czekoladki (przyniesione przez rodziców – ja wylosowałam papierowe talerzyki i sztućce jednorazowe). 

obrazki

Latał w kuchni mol. Klasnęłam i po nim, ale skąd przybył? W nocy spać nie mogę, więc przerzuciłam szafki. No dobra jedną ;)I warto było. Odkryłam niezmierzone ilości soli i mąki ziemniaczanej – nic tylko pralnię otwierać 🙂 Poleciały jakieś panierki, makarony i w szafce zrobiło się luźniej. Moli więcej nie znalazłam, więc może to była zaspana ćma? 🙂 Jakby nie było kolejny świąteczny element ogarnięty.

Zjeżdżają się, niczym goście na ślub, kurierzy i dziś przybyły książki. Większość jest obrazkowa. Czytałam ostatnio o tym, że żyjemy w kulturze obrazkowej i nie należy się bać komiksów, albo książek z małą ilością treści. Obraz też rozwija, a samo kartkowanie jest wystarczającą zachętą do przyszłego czytania. Jest więc komiks Mysia Straż, kolorowanka o samochodach ;), kolejna Egmontowa książeczka do samodzielnego czytania (Mur, poziom 2-gi, o murze berlińskim) i jeden film na dvd „Magiczne Drzewo”, który przez Emmy Aword został uznany za najlepszy istniejący serial dla dzieci i młodzieży. A reszta to same papiernicze „oglądałki”. Piękne projekty z małą ilością słów i niezwykłymi grafikami.

Well, it may be the last time you hear me preach

Szumi w szkolnym hallu co tu zrobić z takimi nieplanowanymi feriami. Te właściwe zaplanowano już wcześniej, ale co z tymi? To przecież trzy tygodnie tej laby się zrobiły! Dzieciaki idą do szkoły w piątek, a potem dopiero 7-go stycznia. I weź tu mądralo kombinuj atrakcje o tej porze roku. Na Sylwestra nie ma co jechać, bo to ruch Sylwestrowy, a zresztą zima taka na razie niezimowa…

Przyłapała mnie też wychowawczyni Mieszka z listą czy i w jakie dni będzie. Chwile pogadłyśmy i usłyszałam, że Mieszka lubią wszystkie chłopaki. Uwielbiają go… I codziennie jest awantura, który będzie koło NIEGO siedział 🙂 Wiadomo, każdy ciągnie na audiencje do króla 😉

<><>

Ten kawałek mnie dziś dręczy. This may be the last time.  Tradycyjna wersja jest z ’55 roku i jest zdecydowanie bardziej gospel, a ta pasuje mi ze wszystkich wykonań najbardziej. Thanks True Blood za odkrycie dla mnie tego kawałka! 😀

Nie można zrozumieć dorosłych. To tak jak spóźnić się do kina. Oni się zaczęli przed naszym przyjściem na świat!

– Mafalda

Sprzątam. Wiem, że niedziela, ale dzień bez dzieciaków (te to mają niesamowite atrakcje!) daje duże pole do popisu. Tym niemniej jednak idealnie wysprzątane nie będzie 😉 Pamiętam jak bratowa opowiadała kiedyś jak znajoma z pracy wyznała: W tym roku nie sprzątam. Zapalę świece i będzie romantycznie 🙂 Oooo, i to bardzo dobre podejście 🙂  Przynajmniej w kwestii porządków, bo jeśli chodzi o świąteczną oprawę i menu minimalizmu nie znoszę. Denerwują mnie gadające głowy, które alarmują, że Polacy na święta się zadłużają, bo zakładają, że w styczniu odbiją, a święta muszą być idealne. Bo muszą być i przecież co roku jakoś odbijamy!!!  A mi się od razu przypomina Lutka, która mi przywiozła nowe pojemniki żaroodporne i powiedziała: Kupiłam Ci, bo mamy kryzys i trzeba pomóc gospodarce 🙂

W kwestii WIELKICH politycznych teorii wygłaszanych w MAŁYCH codziennych momentach przeczytałam wczoraj artykuł o Mafaldzie 🙂 Ja ją pamiętam, mam nadzieję  Wy też 🙂 Artykuł mi się podobał, więc i Wam polecam. Mam nadzieję, że do przyszłych świąt wyjdzie książeczka ze zbiorem jej historyjek bo to może być świetny prezent pod choinkę. 🙂

„Przyszła z lasu gdzie rosła ze swoimi siostrami…”

– fragment przedszkolnego wierszyka

Mamy choinkę! Jest śliczna, zielona i przystrojona. Piękna jak to wszystkie choinki, bo noszą ślad tego, że wokół nich chodzono :)) A tak przy tym obwieszaniu przyszło mi do głowy, że powinnam gdzieś notować jakie bombki mi co roku dochodzą. Bo co roku coś dokupuję i co roku to ślad tego co się dzieje. Jak Mieszko miał się urodzić (5 stycznia 2011) to kupiłam z dziewczynami bombki samochodziki. W ubiegłym roku doszły eleganckie barokowe kremowe kule. Jest bombka sprzed lat chyba pięciu kiedy to Diabli na imprezie pracowej zamiast balować siadł przy stoliku z rękodziełem i namalował specjalnie dla nas. Jest duża grupa prostych złotych i żółtych kul, które kupiłam chyba ze cztery lata temu, a to dlatego, że rok wcześniej, w nocy, przewróciła się choinka i większość bombek się wytłukła. W tym roku miałam ochotę na bombki z dziurką. Po zakupach jak je w domu oglądałam to naszło mnie, że gdybym tak Freudowsko podeszła do tematu, to bombka z dziurka to taka bombka,która robi wrażenie niepełnej, ale i tak jest szałowa :))

Co zrobić gdy temperatura spada poniżej 10 stopni, przyciąganie łóżka ma 10 na plusie, a motywacja oscyluje wokół zera?

– txt z radia

Co zrobić? My robiliśmy kartki! 🙂 Metoda ta co zawsze, WYKONAWCOM udostępniono materiały i dano wolną rękę. Coś czego na zdjęciu nie widać, to w tym roku użyłam obrazków takich jakie rozdają księża po kolędzie. W środku każdej kartki są życzenia i taki właśnie obrazek. Obrazki mam ze sklepu z dewocjonaliami do jakiego ostatnio trafiłam i uznałam, że to jest świetny pomysł. Obrazki są kolorowe, błyszczące, nieduże, to na ogół mini reprodukcje malarskich dzieł i kosztowały (uwaga) – 0,05 zł/sztuka. Właściwie to można zrobić takie eleganckie, wyważone kartki ozdobione tylko jednym takim obrazkiem i też będzie świetnie. Kolejna niewidzialna nowość to znaczki, które będą na kopertach – udało mi się kupić na poczcie (w końcu się pojawiają!) świąteczne znaczki 🙂

  •  Juz Mikolaj grzeje sanie. Czego pragniesz niech sie stanie! Każde z marzeń skrytych w głębi święty dziadek moze spelnić. Pieknych i radosnych chwil życzą…
  • Pada śnieg, suną sanki,jest renifer i bałwanki. Śnieżki z nieba spadają, życzenia zdrowych świąt składają. Niech te święta będą wyjątkowe,a prezenty odlotowe!
  • Renifer Rudolf grzeje kopyta, Mikołaj w pośpiechu prezenty chwyta. Wszystkie smutki wnet pójdą w kąt – serdecznie życzymy Wesołych Świąt!