Przejrzałam bloga, przeszłam się po domu i zebrałam wszystkie rzeczy, które doszły w mijającym roku. NIE było tego dużo, NIE były to przedmioty coś rewolucjonizujące, NIE odbyły się żadne remonty czy przebudowy. Dochodziła głównie tekstylna drobnica. Bardzo bym chciała w 2015 wprowadzić nową kategorię: dom sportowy, by w podsumowaniach roku móc utworzyć listę zupełnie nowych fitness gadżetów. Widziałam np. rewelacyjną równoważnię, która może też być długą postawioną pod ścianą ławą. Nie w trybie raz na miesiąc, ale 4x do roku? I bardzo bym też chciała by co roku dochodził jakiś muzyczny sprzęt, choć niekoniecznie perkusja ;). W tym roku Łucja dostała harmonijkę. Kupiła sobie najpierw jedną na zielonej szkole, bardzo ją lubiła, ale jej się rozpadła, więc drugą przyniósł jej Mikołaj. Siedzi teraz i dmucha.
A więc co dochodziło? Najważniejsza zmiana to był pokój dziewczyn, gdzie doszło kolejne biurko i krzesło. Nowy dywan i dwie drewniane szkatułki na biżuterię. Te ostatnie też są od Mikołajowe. Jeden z Mikołajów przytłoczony chińskim plastikiem w sklepach postanowił im kupić biżuterię, a ja wiedząc o tym wcześniej wymieniłam im równolegle stare zdezelowane pudełko na dwa nowe.
Razem ze zmianą ich pokoju zmieniło się poddasze, które stało się teraz moją graciarnią. Wytapetowałam sobie również kącik z moją toaletką. Uszyłam dwa obrusy i kupiłam trzy zimowe kocyki, które stały się narzutami na łóżka dzieciaków. Narzut było zresztą więcej. Samotny nocą pies Sziwa wygryza w nich dziury i dolną kanapę przykrywa w tej chwili nowa- amarantowa. Okno w mojej sypialni ozdobił ocieplacz na okno, który rzeczywiście działa. Od strony okna jest lodowaty, więc ciepło trzyma się w środku.
Trzecie krzesło do kuchni spowodowało, że z domu wyleciał dziecinny stolik. Trochę skorup: miseczek i nowych kubków (te z których nadruk się spłukał w zmywarce stoją w siatce do wywiezienia do jakichś letnich domków) i nowy ceramiczny czajnik. Kosz wiklinowy na bieliznę, telewizor, ramki na dziecinne obrazki, toster od Mikołaja (wyobraźcie sobie, że Mieszko marzył bym JA dostała toster… 🙂 i trochę czegoś do Rosjanie nazywają durnostojkami, a chodzi o bibeloty. Jeśli chodzi o to ostatnie to wiele lat się przed nimi broniłam, że zaśmiecają dom, ale w tym roku doszłam do wniosku, że dzięki nim dom ożywa. One się tłuką, gubią, albo nudzą, więc w fabryce szkła w Rymanowie dokupiliśmy kilka takich właśnie…

Na przyszły rok przechodzą firanki do sypialni, dywan do pokoju Mieszka (ten co jest pamięta jeszcze czasy gdy jego pokój był bawialnią, więc jest poklejony farbą, plasteliną i klejami), nowa kanapa do dużego, poduchy na krzesła do kuchni i letnie narzuty na łóżka dzieciaków. Korci mnie zmiana fototapety u Mieszka na jakąś męską (teraz jest ferma) w połączeniu z pomalowaniem części ścian u niego w pokoju. Chciałabym scyklinować stół w kuchni, poprawić płytkę przed domem i pewnie przed urodzinami Lilki podmaluję ściny w dużym pokoju. Potrzebuję też półmisków i dużych talerzy do wykładania czegoś tam. Niedużo, ale pewnie w trakcie potrzeby pojawią się same!
