nowe zwyczaje

Zapukali nam do drzwi… Wyjrzałyśmy przez okno z Lutką, a tam trójka wyrostków (oni i ona) stoi. Kolędnicy? Już? Przed świętami? Lecz gdy otworzyłyśmy drzwi oni wyciągnęli przed siebie lampion i zapytali:

  • Czy chcą Państwo światło pokoju na świąteczny stół?

Lutka zapytała:

  • A ile to kosztuje?

A młodzian odpowiedział:

  • Nic. To od księdza.

Lutka w pośpiechu zaczęła szukać świeczki i odpaliłyśmy… Jak uchylili ten lampion, wiatr dmuchnął do środka i dziewczyna krzyknęła:

  • Uważaj, bo Ci znowu zgaśnie i będziemy znowu do proboszcza musieli chodzić! 

Sympatyczne. Nie znałam tego zwyczaju, ale jak zapukają Wam do drzwi będziecie już wiedzieć, że z POKOJEM przybyli… Wracam do pomagania Lutce. Dochodzę do wniosku, że obecność przed świętami jest ważniejsza niż w trakcie. Ubieraliśmy choinkę, szukałam po sklepach wołowiny do bigosu, dokupowałam żelatynę, byłam na plebani po opłatek, szukałam dzbanków na susz w piwnicy i pomagałam wybierać ości z karpia do galarety. Niby nie dużo, ale miło, że choć tyle mogłam zrobić :))

O tym jak runął plan bombkowy

Miała być jedna rocznie, za to z przesłaniem… No, ale NIE wyszło 🙂 BO?? Bo dziś pojechałam z dzieciakami do Muzeum Bombek. Istnieje od niedawna, nie znałam go, plus ostatnio z kilku stron mnie bombardowano informacjami o nim :)) 

Iii? Bardzo fajne miejsce. Jeśli miałabym się czepiać to sala wystawowa mogła by być bardziej zróżnicowana, a nie po prostu wietrzną halą podzieloną przez regały, a warsztaty bombkowe można zdecydowanie z większym rozmachem zrobić 😉 ale zebrana kolekcja bombek z całego świata jest imponująca, a aranżacje choinek z różnych zakątków półkuli są bardzo ciekawe. No i sklep jest hipnotyzujący, więc doszły nam autentycznie przepiękne bombki!

A to już warsztaty. Dzieciaki dostały po bombce (szklanej, żaden tam styropian), klej i brokaty. Mieszko malował kółka, Lila serca i gwiazdki, a Łucza swoje imię :))

Następnie w ultrafiolecie DZIEŁA wysychały (my w tym czasie snuliśmy się po sklepie)…

Snuliśmy się to zresztą nie to słowo, bo to było dość konkretne wybieranie. Mieszko zebrał np. wszystkie bombki samochodziki jakie tylko były dostępne (większość została dyskretnie odłożona, ale Mikołaj na motorze, i wóz strażacki owinięty świątecznym szalikiem został). Łucja wybrała ośnieżone szyszki i kota w butach. A Lila utknęła przed bombkami Z PSAMI i spędziliśmy (foto niżej) conajmniej 20 rozdzierających minut czy świąteczna Sziwa z laską będzie lepsza od psa w muszce trzymającego prezent? (do wyboru było PIĘĆ psów i decyzji nie sposób było podjąć…)

Warto tam wracać. Czy to pod drodze w Bieszczady czy to na trasie do Przemyśla. Firma zapowiada kolejne wzory – foty zapowiedzi niżej (te auta Ralpha Laurena i zwierzątka to też będzie szał) i atrakcje, a taka prawdziwa bombka to zawsze wspaniały prezent. Można zamówić ją z dedykacją, imieniem, albo wzorem. Najmodniejsze w tym roku są bombki przezroczyste (foto wyżej). Sople (jest), serca i kule (są). Od góry obsypane czymś błyszczącym, z namalowanym wzorem albo zwykłe szklane kule, którą można powiesić solo, albo naładować do niej piórek. Mamy jedną taką bez wzorów i w domu będziemy nad nią pracować… Doszedł też czubek na choinkę (taki złoty jak ten niżej) , wielka błękitna kula (w życiu takiej nie widziałam), dwie bombki dla babci, konik w stylu Wiktoriańskim i zdaje się coś jeszcze. Jakby nie było gdy ustawiłam siatki z bombkami w aucie na fotelu pasażera to wchodziły mi w światło okna… W przyszłym roku nie kupuję więc ŻADNYCH bombek i papierów świątecznych 😉

Ach i na przyszły sezon właściciele zapowiadają, że hitem będą bombki z „reflektorkiem” stylizowane na wzorach z lat ’60 ;))