Latał w kuchni mol. Klasnęłam i po nim, ale skąd przybył? W nocy spać nie mogę, więc przerzuciłam szafki. No dobra jedną ;)I warto było. Odkryłam niezmierzone ilości soli i mąki ziemniaczanej – nic tylko pralnię otwierać 🙂 Poleciały jakieś panierki, makarony i w szafce zrobiło się luźniej. Moli więcej nie znalazłam, więc może to była zaspana ćma? 🙂 Jakby nie było kolejny świąteczny element ogarnięty.
Zjeżdżają się, niczym goście na ślub, kurierzy i dziś przybyły książki. Większość jest obrazkowa. Czytałam ostatnio o tym, że żyjemy w kulturze obrazkowej i nie należy się bać komiksów, albo książek z małą ilością treści. Obraz też rozwija, a samo kartkowanie jest wystarczającą zachętą do przyszłego czytania. Jest więc komiks Mysia Straż, kolorowanka o samochodach ;), kolejna Egmontowa książeczka do samodzielnego czytania (Mur, poziom 2-gi, o murze berlińskim) i jeden film na dvd „Magiczne Drzewo”, który przez Emmy Aword został uznany za najlepszy istniejący serial dla dzieci i młodzieży. A reszta to same papiernicze „oglądałki”. Piękne projekty z małą ilością słów i niezwykłymi grafikami.

