Dzisiaj dzień ojca, dzieci są z nim, więc kontunuuję misję WIELKIE porządki, z naciskiem na wielkie, bo porządki to średnie :)) Zajrzała sąsiadka i powałkowaśmy temat komunii. Ja odsunęłam się organizacyjnie od problemu, gdyż są specjalne Komunijne Rady Rodziców żywiołowo ustalają STROJE, składki i obowiązki rodziców. Co wybiorą to JA się dostosuję. Źle się czuje w klimacie walki – konfrontacje omijam szerokim łukiem, niech więc kłócąc się i siłując ustalą beze mnie W CO dziewczynki mają być ubrane. Mam wrażenie, że wybierające to dość sensowne babki i wybór będzie dobry. Ale powiedziała mi sąsiadka, której córa idzie z inną szkołą i z inną parafią, że to co u nich się dzieje na tych spotkaniach to niemalże bitwy. Nikt nie chce odpuścić, pojawiają się głosy, że „kobieta 2x w życiu nakłada białą suknię” i kwota czterocyfrowa za sukienkę (a muszą wszystkie mieć takie same!!!) to wcale nie jest przesada. Cóż za optymizm 😉 Po pierwsze trzeba założyć, że córka męża znajdzie, a co więcej będzie miała tylko jednego ;)) Są foldery, zdjęcia, firmy produkujące wianki, które przechowywane w lodówce wytrzymają tydzień, próbki tkanin i przedstawiciele kwiaciarni dostarczających kwiaty do kościoła. A ja naiwnie sądziłam, że wybór miejsca na obiad i menu to już szczyt zamieszania.
Wkleję Wam filmik, który może widziałyście. Jak zmieniał się kobiecy makijaż przez 100 lat. Mówcie co chcecie, ale lata ’50 to był ostatni moment, kiedy malowałyśmy się prawidłowo. To wszystko w kontekście, że ten KOMUNIsta to i tak wyląduje w stroju dla niego niewygodnym, zdjęcie ozdobi album, albo ramkę. I I TAK wyciągną nam za 10 lat, jak można było je w COŚ takiego ubrać :))
