Wyobraźnia jest jak mięsień.Używaj jej albo zaniknie.

– True Blood, s07e07, dziewiąta minuta, Violet

Rozpoczęłam oswajanie z TĄ sytuacją sąsiadów. Wersja dla nich jest taka: zamieszkaliśmy osobno. Diabli zajmował się swoim tatą przez pół roku (właściwie to częściowo prawda) i jakoś tak w trakcie wyszło, że w trybie na dwa domy funkcjonujemy idealnie. Zniknęły poranne awantury, a czas spędzony z rodziną jest zdecydowanie lepszy. W myśl zasady, że ludzkie relacje i układy są przeróżne i właściwie kto powiedział, że tylko jedna jest dobra i prawdziwa. Nowa wersja ma chronić mnie. Nie jestem gotowa i nie mam ochoty rozgrzebywania wszystkiego na sąsiedzkim forum. A dlaczego, czy coś podejrzewałam albo jak on mógł. Zresztą w takim układzie będzie mógł się pojawiać w weekendy czy zajmować psem. Ja uniknę metki: porzucona. A jak z czasem Diabli pojawi się czasem z nowym dzieckiem to w planie a) będzie że związał się z dziewczyną z dzieckiem, a w planie b), że to jego, ale upłynie tyle czasu, że się nie doliczą.

I to zdumiewające, ale wersja się przyjęła. Baa, znalazła się nawet osoba, która mi takiego układu zazdrości. Bo rzeczywiście wiele rzeczy się polepszyło. Do tej pory weekendy to był czas dla Diabla na odsypianie. Do południa spał, bo przecież weekend jest by odpocząć. Czasem go oczywiście wyciągałam, ale prawie zawsze było to poprzedzone fochem, że te dwa dni to czas na relax. Teraz kłótni nie ma absolutnie żadnych, a weekendy tatin przygotowuje tak, że mi trudno o lepsze zorganizowanie dzieciakom czasu. Robi im obiady – (tego nie było!) i dużo z nimi rozmawia. To całkowita prawda i mogę zdecydowanie powiedzieć to wszystkim wokół. To czego nie mówię, to to, że chociaż wydawało mi się, że wszystko jest na mojej głowie to jednak czasem pomagał. Że spóźniam się z dzieciakami do szkoły i że czasem (tak ze 3x w tygodniu) zasypiam z nimi. I to jest fatalne, bo budzę się w środku nocy i zamiast przenieść się do własnego łóżka idę jeszcze wypuścić psa na pole. Tak o pierwszej w nocy. A o szóstej budzik. I nie lubię sama spać i nie wiem kiedy się do tego przyzwyczaję.

Jakby nie było któregoś dnia Lutka uznała, że mam zmęczony głos i postanowiła, że ona czasem będzie brała dzieciaki do nich. I dziś na noc wywiozłam wnuczki do babci. Wyposażyłam je w kolejne zestawy żelowych naklejek by ozdobiły dziadkom okna i jadę po nie rano. Zapakowałam spokojnie prezenty, to jak przyjadą będą mieć niespodziankę 🙂 I z tego czasowego szaleństwa, chyba sobie zaraz poprasuję ;))

<><>

Mieszko miał dziś koncert w przedszkolu. 

  • Jaki miałeś instrument Mieszula?
  • Skrzypce.
  • I podobało Ci się?
  • Tak. To taka gitara.

<>

I jeszcze foty Łucji z warsztatów kulinarnych. Najpierw zrobiła bułeczki, a potem pizzę :))