czaso-wniki

Zawsze jak patrzyłam na pary, które się rozstały, to miałam wrażenie że robią później rzeczy, których ci drudzy by od nich oczekiwali. Np. ona wkleja na fejsa zdjęcie parującej filiżanki, którą to obejmuje równo pomalowanymi paznokciami. A on się potem piekli, że z NIM nigdy nie piła kawy na tarasie, bo w kółko w weekendy sprzątała. Na co ona odbija, że on zawsze uważał panią od sprzątania za zbytek. To jedna para. Druga rozpadła się w połowie pomiędzy 40-stką a 50-tką, bo on uznał, że nic się w ich życiu nie dzieje. A ona rozpoczęła podróżowanie po świecie i filmowanie egzotyki. Cały czas pracuje w szkole, chwyta masę zleceń, ale od 4 lat to co ferie, to wybywa z ekspedycjami do Nepalu, czy na trekking do Afryki, by potem na youtuba wrzucić mixy z podróży.

Największym grzechem naszego związku był brak czasu. Nie starczało go na nic. Ani na rozmowy, ani na planowanie. Zawsze obok były też dzieci, które COŚ tam chciały. Ja więc realizowałam swój plan, a Diabli realizował swój. Ja ustalałam wyjazdy z dzieciakami i podejmowałam wszystkie możliwe dotyczące ich decyzje, a on wyrywał się na wieczory i sobotnie, i piątkowe, i środko tygodniowe bo tak akurat się poustawiał. Tak sobie dziś pomyślałam, że gdybym chciała się według tego klucza odegrać to teraz powinnam z tych nudów wziąć się za malarstwo sztalugowe, ale jakby to powiedzieć… cały czas nie mam na nic czasu 🙂

<><>

Cztery nowy fajne książki. Wynaleźliśmy je nie tak dawno temu z dziadkami na mini-targach książki. Wzięłam dziadków i podobało im się. Kupili więc książeczki na Mikołajki, by i u nich coś tam dla dzieci było. Łucja już weszła w „okres dorosły” – książki są dla fabuły, a Czarownica piętro niżej, to podobno bardzo fajna i mądra opowieść dla ośmiolatków, troszeczkę potępiająca gry komputerowe i telewizor. Lilka ma Wytwórnik Kuchenny, czyli kolejną zabawę z grafiką i są też dwie przecudnej urody książeczki Tashki: Mali Opowiadacze i Rymowane Cyferki dla Miszuli, albo już podchoinkowo dla kuzynki dzieciaków.