termo-turbo wygrzewanie

Z dniem 31 października zakończyły się okłady termoforem na kolano Łucji. I… termofor był nieużytkowany. Bardzo krótko to trwało, bo okazało się, że nic nie wygrzewa nóg lepiej niż ciepły okład. A jest taka prawidłowość, że człowiek z zimnymi stopami nie zaśnie, czyli kto jak kto, ale Lilka (która jak wiadomo NIE ZASYPIA), powinna mieć ogrzewanie zapewnione!

I jest co wieczór bitwa, kto PIERWSZY będzie miał ciepło pod kołdrą… Na szczęście Mikołaj doniesie w sobotę kolejne dwa termofory i powinno być już lepiej 😉 Lilce wybrałam pluszowego renifera, a Mieszko/lub Łucja dostaną taki w pluszakowej sowie 🙂

Jest jeszcze jeden cieplny nius. W ubiegłym tygodniu Mieszko trochę pokasływał. Niby nic poważnego, ale panie w przedszkolu prosiły by go z tego wyciągnąć. Wygrzewał się więc w domu, a dla świętego spokoju poszliśmy do dok. Dok osłuchała i powiedziała, że nic się nie dzieje, zapisała jakiś syropek i chwilę pogadałyśmy. Mówię do niej, że wydaje mi się, że pierwszy raz u niej jestem, więc zapytam ją o to o co dręczę wszystkich lekarzy. Czyli o to, że Mieszko w nocy marznie. W lecie było dobrze, ale teraz sytuacja się powtarza. I budzi się noc w noc, ma skurcze dłoni, płacze, woła i jest lodowaty. Temperaturę w pokoju ma podręconą na maksa, jest rozkopany, rozbiera się  i jest mu zimno. Na co ona odparła:

  • A proszę zrobić na odwrót… Ubrać go ciepło, w jakiś dresik i skarpetki i przykręcić temperaturę. 

Zrobiłam tak i działa! Jest zdecydowanie lepiej! On po prostu się wychładzał i dlatego był taki wyziębiony!

Mieszko opowiada jak mu minął balet:

  • … I była też Ola i Ula. Ula to ta dziewczynka, którą kocham.
  • I fajnie tańczy?
  • Tak, ale za dużo wody pije.

:))) Proszę jaki malkontent. Taki mały, a już wybrzydza :))