Dziadek Samuraj [‚]

Dziadek chorował na serce. Już od kilku lat. Od jakichś dwóch można było z nim tylko o chorobie rozmawiać. Ale nie zawsze tak było. Pamiętam jak 10 lat temu poznałam Diabla i on był wtedy bezsamochodowy to podrzucał nas jego tata. Prowadził auto i zagadywał. Pomyślałam: On jest bardziej figo-fago niż jego syn 🙂 I lubił mnie – swoją późniejszą synową. Ja też go lubiłam. Bywał nieznośny i samolubny, ale przyrządzał najlepszą wątróbkę na świecie, której mnie w końcu nie nauczył robić. W ogóle lubił gotować i jak przychodzili do nas na urodziny zawsze mi przeszkadzał w kuchni. Złościłam się na niego, krzyczałam: Łukasz, zabierz stąd tatę, bo mi z garków podjada, a ja tego nie znoszę!!! Albo: Łukasz!!! Usadź gości przy stole! Był też dziadek zapalonym wędkarzem, dzięki czemu jego syn świetnie sprawia ryby. Ale nie zdążył również zabrać wnuki na wędkowanie.

Mój pierwszy dziadek zmarł jak byłam mniej więcej w wieku Łucji teraz. I pamiętam go słabo. Pamiętam, że był przystojny, niedostępny, trochę się go bałam i wydaje mi się, że nie zwracał na mnie uwagi. Mamy wspólne zdjęcie z Gdańskiego zoo i jak go sobie wyobrażam to pamiętam tę fotografię. On doskonały jak gwiazda filmowa i ja mała gapa w białym misiu.

Chciałabym, żeby dzieciaki zapamiętały dziadka inaczej. Jako osobę zabawną, wygadaną i mistrza ciętej riposty. Dziadek Jacek nazywany Samurajem (z racji upodobania do chodzenia w szlafroku) był mistrzem powiedzonek. Niektóre były pikantne, inne łagodniejsze, ale znał ich setki, jeśli nie tysiące co czyniło z niego atrakcyjnego imprezowego kompana. Jak się rozpędził z tym dogryzaniem i odbijaniem piłeczki nie można było go zatrzymać. Dużo z niego ma Diabli, z którym spędzał ostatnio najwięcej czasu. Źle mi jest, że nie mam jak go teraz przytulić. Poza tym właściwie odkąd piszę blogi to pierwszy przypadek utraty bliskiej mi osoby. Zrobię więc przerwę w pisaniu. Do niedzieli. Wszystkie tematy wydają mi się teraz błahe i nie na miejscu.