
Zabrałam się dzisiaj z dziewczynami oglądać twórczość polskich dizajnerów. Poprzednim razem byłyśmy na takiej imprezie na wiosnę i baardzo nam się podobało. Fantastyczni ludzie, super atmosfera, no i jeśli panny widzą swoją przyszłość w kreowaniu i sztuce, to takie miejsca dobrze im pokazywać. Zdjęć nie można było robić, więc tylko mix z kilku stron obecnych tam artystów. Natomiast miałyśmy zabawną historię jak tam docierałyśmy. Rzecz działa się na czwartym piętrze biurowca i nie wiedziałyśmy jak tam wejść, bo w windach były tylko przyciski do drugiego piętra :)) Więc kreatywna matka zagnała córki (Mieszek został w domu z Diablim) na klatkę przeciwpożarową i puściłyśmy się po schodach do góry. Pchamy te drzwi, wchodzimy, a tam folie budowlane i tłum robotników zza wschodniej granicy. Mówię:
- Ale my chciałyśmy na drugie piętro…
- Tu wtaroj etaż.
- Ale my nie tu..
- Znajem, znajem 🙂
I bardzo uroczy młody człowiek zabrał nas do windy. A winda… nie miała przycisków. Rozsunął szklane panele, coś tam spiął i zjechałyśmy. Otworzyły się drzwi i byłyśmy na ulicy???? A on z uśmiechem do nas:
- Tam nada! Czierez prochod! 🙂
I z tak wyczerpującą instrukcją wejście znalazłyśmy :))
