Mąkologia

Pożyczyła sąsiadka mąkę. Mówi: wezmę szklankę, to Ci później odniosę. Więc mówię: Weź cały kilogram, to przyniesiesz mi kilogram. I wieczorem przyniosła, bo mąż po drodze do domu kupił. Pyta:

  • Dobra?
  • Yyyy… tak.
  • Nie do końca… Ale z kłoskiem?
  • Tak, ale chodzi o typ. Nieważne :)) Nie ma problemu – też zużyję, ale najlepsza jest tortowa.
  • Ona jest słodka?
  • Nie. Ale ta naprawdę też jest super. Dzięki.

Lecz tak naprawdę nie do końca to idealnie. Rzecz w tym, co wyjaśniła mi kiedyś moja wiele-piekąca ciocia Ula, mąkę trzeba kupować najdrobniejszą. Z niej wszystko wychodzi lepiej. I powiem Wam, że dokładnie tak. Czy to pizza, czy ciasto, im drobniejsza mąka tym wszystko lepiej się udaje. Stopień zmielenia poznajemy po cyfrach z boku. 500 to drobna, 450 to super drobna (na ogół z opisem „tortowa”), a Ula twierdzi, że  u młynarza kupuje 420. Temat mąki na tapecie, bo zima za pasem… Dziś jak odprowadziłam dziewczyny z nieba zaczął padać pierwszy tegoroczny śnieżek, a już chciałam się nabijać z Suwałk, że u nich pada, i że to taki polski Czeliabińsk, bo wszystkie meteo kataklizmy tam uderzają… A tu proszę: u mnie też sypnęło!!?!?. 🙂 Ale do meritum: zima za pasem, śpi się lepiej i je się lepiej! Bo po miesiącach głodówki zaczynam mieć apetyt. A to na żeberka, a to pierś z kaczki, a to na… ciasto! 🙂 Wkleję Wam filmik, który był u Malami. Nie znałam go, a jest wspaniały 🙂