Listopad miesiącem jeży

Jeszcze w kwietniu koleżanka dziewczyn dostała od nas zaproszenie na wspólne warsztaty. Zaproszenie było typu open (do wykorzystania kiedyś), ale na rzecz konkretną, bo zajęcia weterynaryjne dla dzieci. Maj i czerwiec słyną z zajętych weekendów, więc od razu się nastawiłam, że realizacja będzie jesienią. Nasze pannice nie są jakimiś wielkimi fankami zwierząt, ja nie chcę zresztą je pchać w tym kierunku, więc by w takie miejsce pojechać potrzebny był dodatkowy bodziec, jakim jest ta koleżanka. Jej mama to działaczka ratująca zwierzęta, konie z transportu oraz wolontariuszka w stadninach i schroniskach. Mają w domu trzy zwierzęta, z których jeden to niezwykłej urody kocur, który siedział pośrodku czteropasmowej drogi i dwa psy z zaburzeniami psychicznymi, których nikt nie chciał adoptować. Założyłam więc, że taki prezent będzie bardziej trafiony niż jakikolwiek inny. I słusznie się okazało.

Jak siedziałam sobie w hotelu we Wrocku, dzieciaki zasnęły, a ja odkryłam, że ten palant z recepcji mi dał hasło do wifi  na złe piętro i z netu sobie nie skorzystam, zaczęłam dłubać w funpagach na komórce… Znalazłam, że zajęcia weterynaryjne, które odbywają się raz w miesiącu, będą lada moment i będzie to spotkanie poświęcone jeżom. Super! Ustaliłam więc z mamą tej  koleżanki czy mają jakieś plany, zadzwoniłam nas zapisać i upewnić się czy mogę przyciągnąć też młodego, bo chociaż wiekowo za młody, to nie mam co z nim zrobić. 

Zdjęcia wkleję jak mi doślą, ale i bez nich mogę powiedzieć, że jeże są cudowne! 🙂 Bo jeże były. Można było je pogłaskać, ponosić, na jedną dziewczynkę zrobił jeden JEŻ (ON) kupę. Był wykład o karmieniu i kąpanie jeży. Na tych zajęciach czasem przychodzi PACJENT i dzieciaki asystują w ratowaniu zwierzaka. Bo to przecież prawdziwa klinika, która stara się rozwijać świadomość zwierzęco-weterynaryjną. Jak przeszliśmy do sali zabiegowej to w klatce była kotka, która wczoraj miała operację. Weterynarz- chirurg, który ją operował, twierdził, że to była najtrudniejsza operacja w jego życiu. Kotka była znaleziona i miała rany i na dodatek okazało się, że ma źle zrośniętą łapkę po wcześniejszym złamaniu. Łapka była pod dziwnym kątem i dlatego nie zdołała się obronić przed tym co ją zaatakowała. Miała więc pod narkozą ponownie złamaną łapke, ustawioną przy pomocy metalowych prętów (które oglądaliśmy) i leżała nieszczęśliwa, acz zdrowiejąca.

Natomiast jeśli chodzi o jeże, to mamy jeże europejskie, które są w lasach i nie należy ich z lasu zabierać, bo mają masę pcheł i robaków, plus są dzikie. I mamy jeże pigmejskie, które można w domu mieć. By jeża oswoić i przygotować społecznie do kontaktu z ludźmi należy od pierwszych dni brać na ręce i głaskać. Taki jeż jest frajdą dla człowieka i może z nim nawiązać kontakt. Ważna jest hodowla z której pochodzą. Były na zajęciach jeże z dobrych hodowli, które czuły się z dziećmi świetnie, a był też jeż, który przesiedział w pudełku w piwnicy razem z innymi młodymi i nie przygotowano go do życia z ludźmi. Fukał, prychał i się jeżył. Weterynarze twierdzili, że nie ma szans by go zmienić i takiego jeża ludzie oddają spowrotem do hodowli, albo do nich (tak jak tego). Dla nas jeż się nie nadaje. Jeże lubią ciepło, inaczej zapadają w sen zimowy (u nas raczej jest chłodno) i nie powinny mieć w domu schodów, bo one spadają. Jeż zakłada, że jak idzie to idzie, a kontuzje przy spadkach ze stołu są na ogół śmiertelne.

Na koniec dzieciaki zdawały egzamin z wiedzy o jeżach, zakończony otrzymaniem dyplomu. Maluchy nie chcialy w tym brać udziału, za to Lilka załadowała mi cichaczem torebkę weterynaryjnymi ulotkami (Choroby wątroby u dużych psów/ Prawidłowe żywienie suk i szczeniąt). Zdawała tylko Łucja. Dostała pytanie:

  • Jakiemu rodzajowi jeża można dać obrany kawałek jabłka? Europejskiemu czy pigmejskiemu.

Panna odpowiedziała tak, że babka prowadząca egzamin aż jej przybiła piątkę:

  • Żadnemu! 🙂