Jola myje jajko

fragment przepisywanek Lilki (akurat przerabiają J)

Zapisałam dzieciaki na sobotnią plastykę. Tę samą, na którą chodziły rok temu. Blisko, tanio (bo to Gokowe) i fajnie. Same zresztą chciały. To dobry początek soboty – zrywamy się przed dziewiątą i dzień od razu nabiera tempa. Dziś gdy robiły sowy z papierowych talerzyków, ja zdążyłam zrobić szybkie zakupy w markecie. Tłum już świąteczny. Działy z bombkami mają wjechać dopiero w przyszłym tygodniu, ale są już regały świątecznych słodyczy (kupiłam czekoladki monety – mam do nich dużą słabość i wrzucę je do woreczków) i nowe alejki z zabawkami.

Zabawną rzecz zaobserwowałam przy chłodniach z drobiem. Leżą te wielkie gęsi i wszyscy, którzy podchodzą tak palcują te tłuste białe mięcho. Widać, że każdy by zjadł, ale jaką tu okazję zrobić dla takiej potrawy? 🙂

I ma być ładnie. Dziś i jutro pada, ale poniedziałek ma być przełom. Tymczasem znajoma z Kanady wkleiła foty z wycieczki w góry Lazy Sat afternoon at home? Nope, we went hiking! Ależ zazdroszczę!